czwartek, 20 października 2016

Relacja - Październikowe Spotkanie Blogerek w Katowicach

W ubiegłą sobotę, 15 października, miałam przyjemnośc uczestniczyć w kolejnym już organizowanym przez Agnieszkę (KLIK) spotkaniu blogerskim.

Organizatorka Agnieszka ze swoją córcią

12 blogerek (nie tylko) kosmetycznych zagościło w progach Cafe Kattowitz (KLIK), słynącej ze wspaniałych shake'ów (polecam zwłaszcza czekoladowy), a także smacznych dań obiadowych (makaron z sosem grzybowym pachniał obłędnie) i deserów (polecam tort czekoladowo-rumowy, pomimo rodzynek).


Oficjalna część spotkania rozpoczynała się o 14.00, ale ja byłam na miejscu już o 13.00, bo Kasia (KLIK) pisała na FB, że będzie wcześniej. Po 13.00 zaczęły się schodzić również pozostałe dziewczyny.

Spotkanie rozpoczęło się krótką wizytą przedstawicieli marki BlueSky Polska (KLIK), którzy wręczyli nam wybrane przez nas upominki w postaci lakierów hybrydowych.

Zdjęcie by Gabi


Następnym punktem programu była bardzo ciekawa rozmowa z Gabrysią (KLIK), która z zawodu jest kosmetyczką. Rozmawiałyśmy o pielęgnacji skóry po niedawno skończonym lecie, ogólnie o zabiegach kosmetycznych i dbaniu o naszą cerę nie tylko od zewnątrz, ale i od wewnątrz.


Po Gabrysi swoje "5 minut" miała pani Monika i marka TianDe (KLIK). Z marką spotkałam się już wcześniej (KLIK), nie wiedziałam jednak, że mają w swojej ofercie także kosmetyki kolorowe.
Pani Monika przekonywała nas o naturalnych składach oferowanych przez firmę produktów, a także pozwoliła przetestować zabieg złuszczająco-nawilżający dłoni (osobiście się nie skusiłam, ale zrobiłam dla Was pełną dokumentację fotograficzną ;)).

Monika / TianDe
Odcień jednego z podkładów TianDe na dłoni Karoliny
Ściereczka do oczyszczania twarzy / TianDe
Zabieg pielęgnujący dłonie / TianDe
Zdjęcie by Beata
Na koniec wystąpiła Beata (KLIK) opowiadając krótko o marce Conte (KLIK) i jej produktach, oraz wręczając nam upominki marki w postaci rajstop i podkolanówek. Jestem ciekawa czy wejdę w rozmiar 6, największy oferowany przez markę ;)

Beata / Conte; zdjęcie by Beata

Całe spotkanie przeplatane było rozmowami o życiu i śmierci (ale bez porannej jajecznicy ;), nie tylko o kosmetykach, pysznościami oferowanymi przez Cafe Kattowitz, śmiechem i plotkami.


Oczywiście nie mogło się obyć bez podarków, Aga, jak zawsze, zaszalała i każda z nas wyszła obładowana wręcz torbami wypchanymi kosmetykami, ale nie tylko.


Spotkanie udało się wybornie, we wspaniałym, doborowym towarzystwie i bawiłam się na prawdę wyśmienicie.

Dziekuję bardzo Agnieszce za wspaniałą, jak zawsze, organizację, a także za możliwość uczestniczenia w tym spotkaniu :*, dziewczynom za wspaniale spędzone popołudnie, Cafe Kattowitz za udostępnienie miejsca, a sponsorom za upominki.


Dla tych, którzy wytrwali do końca mojego tasiemca, zdjęcia upominków :)
Kliknięcie na poszczególne nazwy marek pod zdjęciami przeniesie Was na inch strony WWW.

BlueSky Polska FB / Indigo Nails / CD kosmetyki / Conte
Kik / tianDe / Sheefoot / Bioxine / Lee Stafford
V.Laboratoires / Iwostin / Fa / Nikwax / Popcrop
Lavera Cosmetics / Felicea / Eveline Cosmetics / Equilibra
Chris Cosmetics / Avetpharma / Zmiany Zmiany / Kerabione / Monashe
Tymopharm / Olejowy Raj / Mido

Pozdrawiam,

piątek, 14 października 2016

Chcę oglądać Twoje nogi, czyli Veera - przeciwżylakowa terapia dla naszych nóg

Lubię wszelkiego typu gadżety, które mają poprawiać naszą urodę i zdrowie. Gdy na jednym z blogów przeczytałam recenzję produktów marki Veera, sama także zapragnęłam je przetestować. Napisałam więc do producenta i po kilku dniach zamówione produkty trafiły do mnie.

Do wyboru były zestawy skarpetek z rajstopami lub rajstop z pończochami. Wybrałam zestaw z pończochami, ale z uwagi, że producent oferuje rozmiary wyłącznie do "4" (osobiście noszę 6 lub 7), dlatego dzisiaj przeczytacie tylko o podkolanówkach.
W sklepie dostępna jest również wersja rajstop w rozmiarze XXL (5-tka), dla mnie to jednak nadal zbyt mały rozmiar.

Veera Przeciwżylakowa
Podkolanówki uciskowe 70 den, kolor naturalny


Skład: 78% Poliamid, 22% Elastan
Cena regularna: 24,60 zł (wg strony producenta)
Dostępność: sklep internetowy producenta



Obietnice producenta a rzeczywistość...
Eleganckie podkolanówki z delikatnym uciskiem, testowanym klinicznie.
Ucisk profilaktyczny, stopniowany. Ulga dla zmęczonych nóg! Podkolanówki działają pozytywnie na krążenie, zapobiegają pierwszym zmianom żylakowym. Do stosowania również profilaktycznie. Zapobiegają zastojom krwi żylnej, przeciwdziałają obrzękom oraz pękaniu drobnych naczyń (pajączków). Włókna Lycry, wzmocniona pięta i palce powodują że podkolanówki cieszą się trwałością, prawidłowo układają się na nodze oraz właściwie rozmieszczają ucisk.


Podkolanówki otrzymujemy w eleganckim pudełku w kobiecej kolorystyce. Na pudełku znajdziemy wszystkie interesujące nas informacje.
Podkolanówki dostępne są w trzech mocach ucisku:
40 den - delikatny ucisk profilaktyczny 8-12 mmHg, zalecane dla osób prowadzących siedzący tryb życia i dedykowane osobom cierpiącym na zmęczone, bolące i ciężke nogi
70 den - ucisk profilaktyczny 13-17 mmHg, zalecane dla osób wykonujących pracę stojącą, dedykowany osobom cierpiącym na zmęczone, bolesne i spuchnięte nogi, a także cierpiące na bolesność nóg pod koniec dnia
140 den (wersja z zamkniętymi lub otwartymi palcami) - I klasa ucisku 18-21 mmHg, zalecane przy pierwszych objawach dolegliwości żylnych i dedykowane osobom uskarżającym się na pierwsze zmiany żylne, pękające naczynka i pajączki, obrzęki nóg i ciągły ból w nogach.
Wszystkie skarpetki występują w dwóch rozmiarach i szerokiej gamie kolorystycznej.


Ponieważ nie mam większych problemów z nogami, czasem pod koniec dnia czuję obrzęk i bolesność do testów wybrałam wersję 70 den, rozmiar 3/4 (dla stopy 39-41) i kolor naturalny.

Pierwsze co się rzuca w oczy to materiał, z którego skarpetki zostały wykonane. Nie jest to znany z rajstop splot pończoszniczy, a delikatna siateczka.
Gdy pierwszy raz wciągałam je na nogi bałam się, że ze względu na dość dużą szerokość łydek nie uda mi się ich wciągnąć wystarczająco wysoko. Faktycznie, skarpetki wkłada się ciężko, bo z uwagi na materiał, splot i działanie, ściśle przylegają do ciała i stwarzają dość duży opór podczas zakładania, jednak ich wielkość jest idealna na moje, co tu dużo mówić, grube łydki.


Pierwsze chwile w tych uciskowych podkolanówkach są dość dziwne, ucisk na mięśnie łydek jest wyraźnie wyczuwalny choć absolutnie nie powoduje żadnego dyskomfortu czy bólu. Ot zwykły ucisk, jakbyśmy ubrali bardzo obcisłe getry. Po pewnym czasie jest on praktycznie niewyczuwalny.
Dzięki specjalnemu splotowi skarpetki są bardzo trwałe i odporne na haczenie, zaciąganie czy wręcz podarcie. Doskonale się piorą nie tracąc swoich właściwości (na pudełku możemy przeczytać, że skarpetki utrzymują swoje właściwości przez 6 miesięcy) oraz piorunem schną, z uwagi na tworzywo sztuczne, z którego są wykonane.

Pod koniec dnia moje, często opuchnięte i bolące nogi, po dniu w skarpetkach Veera nie odczuwają żadnego dyskomfortu, opuchlizna jest znacznie mniejsza, a nogi nie są "ciężkie".
Podkolanówki warto wciągnąć na nogi najwyżej jak dacie radę, wtedy na pewno nie będą spadać z łydek (założone zbyt nisko, a nie pod samymi zgięciami kolanowymi, mogą się niestety osuwać).
Jedyne zastrzeżenie, poza dość wysoką ceną, to fakt rozciągania się ściągacza po kolejnych praniach, a więc mniej skuteczne utrzymywanie się go na nodze.



Skarpetki doskonale spełniły swoje zadanie. Sprawiły, że po długim, ciężkim dniu moje nogi nie były ciężkie i tak bardzo opuchnięte, nie odczuwałam też bólu czy dyskomfortu. Z pewnością przydadzą się, jeśli szukacie wsparcia dla waszych cennych nóg.

Czy kupię ponownie? 
MOŻE.

Ocena ogólna:

Pozdrawiam,

Bardzo dziękuję producentowi marki Veera za możliwość przetestowania produktu.
Opinia jest subiektywna, a fakt otrzymania produktu nieodpłatnie nie miał na nią wpływu.

wtorek, 11 października 2016

Otwarcie ekopasażu Helfy w Katowicach

Kilka dni temu, a konkretnie w miniony czwartek, 6. października, zostałam zaproszona na otwarcie ekopasażu Helfy w Katowicach. Ponieważ pracuję zawodowo, mogłam się tam pojawić dopiero po godzinie 17.00, dla pani Małgorzaty nie był to jednak żaden problem.
Tak więc po pracy wsiadłam w samochód i ruszyłam zatłoczonymi ulicami Katowic do samego ich serca.



To nowe, wspaniałe dla kosmetycznych freaków, blogerek, a także miłośniczek kosmetyków naturalnych miejsce mieści się bowiem w ścisłym centrum Katowic, w sąsiedztwie Galerii Katowickiej, na ul. Młyńskiej 17-19. Wejście jest wprawdzie w bramie, a do samej drogerii wchodzimy przez podwórze, jednak myślę, że oznaczenia są wystarczające i raczej go nie przegapicie.


Sam sklep dzieli swoją powierzchnię z wegańską restauracją "Bujna", która to podejmowała gości otwarcia swoimi specjałami. Zostałam poczęstowana przepysznym, wegańskim ciastem z kremem kokosowym oraz bezalkoholowym grzańcem, i choć nie jestem miłośniczką wegańskiej kuchni, obydwa specjały bardzo mi smakowały. Ale to nie jedzenie było najważniejsze.


Na półkach znajdziecie całą gamę specjalnie wybranych produktów, o dobrych, a często wręcz doskonałych, naturalnych składach. Ale w sklepie znajdą coś dla siebie nie tylko miłośniczki kosmetyków, bowiem w jego ofercie znajdują się również artykuły spożywcze, od olei, poprzez przyprawy i zioła aż po ekologiczne słodycze.


Pani Małgorzata, nie zwracając uwagi na zegarek, jak na prawdziwą "gospodynię" przystało, z pasją opowiadała o historii powstania sieci Helfy w Polsce, m.in. o tym, że sklepy powstały z zamysłem sprzedaży kosmetyków przeznaczonych stricte do pielęgnacji włosów, konkretnie farb i kosmetyków pielęgnujących znanej Wam zapewne marki Khadi.

W późniejszym czasie asortyment został poszerzony o kolejne kosmetyki, by osiągnąć obecny kształt.


Buszując między półkami znalazłam co najmniej kilka interesujących mnie produktów. W asortymencie ekopasażu Helfy nie brakuje tak znakomitych marek jak Receptury Babuszki Agafii, Planeta Organica, Vatika, wspomniane już Khadi, Sesa czy znane nam polskie marki Sylveco i Vianek.

Sklep, choć niewielki, jest bardzo intuicyjnie i logicznie urządzony, miejsca między półkami spokojnie wystarcza na bezpieczne zwiedzanie i odkrywanie nowych kosmetyków bez ryzyka zrzucenia czegokolwiek, a wiecie, że ja do najmniejszych osób nie należę ;)


Zatrudnione w sklepie dziewczyny są odpowiednio przeszkolone i wykształcone pod kątem pomocy klientom w doborze odpowiednich dla nich kosmetyków, z przyjemnością doradzą Wam i polecą produkty, które mają największą szansę powodzenia w kontakcie z Waszą skórą czy włosami.

Wizyta udała się doskonale i z pewnością nie były to moje ostatnie odwiedziny w ekopasażu Helfy, bo choć niedaleko mojego domu mam fantastycznie zaopatrzony sklep zielarski, z przyjemnością będę odwiedzać i to nowe, zdrowe i ekologiczne miejsce na mapie Katowic.


Ekopasaż Helfy zaprasza w swoje progi od poniedziałku do piątku, w godzinach 10.00-18.00,
natomiast sąsiadująca z nią Wegańska Restauracja Bujna w tygodniu od 11.00 do 19.00, a w sobotę od 12.00 do 20.00.

Bardzo dziękuję Pani Małgorzacie za zaproszenie i możliwość uczestniczenia w tym miłym wydarzeniu.

Pozdrawiam,

piątek, 7 października 2016

Mierzę się z legendą - recenzja - Garnier, płyn micelarny 3w1

Płyny micelarne to obecnie moja ulubiona forma demakijażu. Ostatnimi czasy mam szczęście trafiać na wyjątkowo dobre produkty tego gatunku. Po zachwyzającym micelu z Bielendy (KLIK) oraz nie mniej dobrym micelu Mixa (KLIK) przyszła pora na niemal legendę blogosfery, płyn micelarny, którego używali już wszyscy. U mnie długo przyszło mu czekać na swoją kolej, ale w końcu się doczekał. Czy spełnił moje bardzo wysokie wobec niego wymagania? Zapraszam na recenzję.

Garnier
Płyn micelarny 3w1


Skład: 
Aqua - woda, rozpuszczalnik 
Hexylene Glycol - emulgator, kondycjoner, rozpuszczalnik, substancja powierzchniowo czynna 
Glycerin - hydrofilowa substancja nawilżająca, humekant 
Disodium Cocoamphodiacetate - substancja myjąca, pianotwórcza, hydrotropowa, kondycjoner, substancja powierzhniowo czynna 
Disodium Edta - sekwestrant 
Poloxamer 184 - niejonowa substancja powierzchniowo czynna, substancja myjąca, emulgator O/W, modyfikator właściwości reologicznych 
Polyaminopropyl Biguanide - składnik pochodzenia chemicznego. Środek dezynfekujący i konserwujący. Składnik kosmetyków do mycia twarzy, demakijażu, płynów do soczewek i kosmetyków antyperspiracyjnych. Zwalcza bakterie i drobnoustroje. Nie drażni skóry i włosów. 
Źródło: Kosmopedia.orgCosIng  

Skład krótki, treściwy, bez zbędnych konserwantów, parabenów, PEG'ów czy donorów formaldehydu. Jak na tę markę można powiedzieć, że na prawdę świetny.

Cena regularna: 18,99 zł (często bywa dostępny w promocji nawet za 12 zł)
Pojemność: 400 ml
Dostępność: drogerie stacjonarne i internetowe (Rosmann, Hebe, itp.), okazjonalnie Biedronka (ostatnio był nawet w promocyjnym dwupaku), super- i hipermarkety (Tesco, Auchan)


Płyn znajduje się w przezroczystej butelce z trwałego plastiku. Zamknięcie na 'klik' bardzo ułatwia dozowanie, a skromna grafika z elementami różu jest przyjemna dla oka. Płyn prawie nie ma zapachu, co mnie osobiście nie przeszkadza, bo nie ma też charakterystycznego dla produktów bezzapachowych smrodku. Wydajność oceniam jako przeciętną.

Obietnice producenta a rzeczywistość...
To pierwszy inteligentny produkt oczyszczający od Garniera, w którym została zastosowana technologia miceli. Nie musisz już trzeć, by pozbyć się zanieczyszczeń i makijażu - micele wiążą je niczym magnes. Efekt: idealnie czysta skóra bez pocierania.
Odpowiedni do wszystkich typów skóry, także do cery wrażliwej. Bezzapachowy.

Na opakowaniu nie znajdziemy peanów pochwalnych, a jedynie czyste fakty. Jak działają micele nie będę Wam tłumaczyć, prawdą jest jednak, że płyny micelarne podbiły rynek w dużej mierze zastępując wszystkie inne formy demakijażu. "Różowy" płyn Garniera w niczym nie ustępuje moim ostatnim ulubieńcom. Szybko zmywa makijaż, wystarczy dobrze nasączony płatek kosmetyczny przyłożyć na chwilę do powieki, a następnie bez najmniejszego problemu, delikatnie i faktycznie bez pocierania usunąć cały makijaż. Płyn nie podrażnia oczu, nie powoduje mgły czy innych nieprzyjemności, nie pozostawia na skórze lepkiego filmu, szybko się wchłania, nie wysusza skóry i nie powoduje efektu jej ściągnięcia. Jest dość wydajny, a duże opakowanie na pewno starczy na dłużej. Brak zapachu kompletnie mi tutaj nie przeszkadza, a krótki skład dodatkowo podnosi walory tego kosmetyku.



Muszę przyznać, że za większością innych osób ja również bardzo polubiłam się z tym micelem. Doskonale spełnia swoje zadanie, nie podrażnia, nie wysusza skóry, jest wydajny. Nie wiem, czy spotkałam się z choć jedną negatywną opinią na jego temat, ale z pewnością zasługuje na swoje legendarne miano :) Jedyne zastrzeżenie mam do dość wysokiej jednak ceny, ale jak będzie w promocji z pewnością będę go kupować na zmianę z moimi pozostałymi dwoma ulubieńcami.

Czy kupię ponownie? 
Zapewne TAK.

Ocena ogólna:

Pozdrawiam,

wtorek, 4 października 2016

Podróże Kasi eS - Poznań i okolice cz.2

Dzisiaj pragnę Was zaprosić na drugą część naszych wspomnień z Poznania.
Z pierwszą częścią niniejszej relacji możecie się zapoznać TUTAJ.


Trzeci dzień pobytu rozpoczęliśmy znowu śniadaniem w naszym hostelu, a że po śniadaniu zostało nam trochę czasu do spotkania z A. i J. poszliśmy na krótki spacer w kierunku Starego Rynku, jakże spokojnego w porannych godzinach poniedziałku. Poszliśmy też do ruin dawnych murów obronnych miasta.


Gdy spotkaliśmy się z A. i J. pojechaliśmy do Bazyliki Archidiecezialnej. Kościoły zawsze robią na mnie ogromne wrażenie, ten tym bardziej, bo był dość skromny, nie ociekał złotem i rubinami.


Następne kroki skierowaliśmy w stronę Jeziora Maltańskiego. Zaskoczyło mnie, że jest to sztuczny zbiornik, okresowo opróżniany z wody w celu oczyszczenia dna.
Trochę przeżyć dostarczył mi proces parkowania przez A., już ona doskonale wie co mam na myśli ;)
Przejechaliśmy się też mocno zatłoczoną kolejką wąskotorową, Maltanką.


Kolejnym punktem na naszej mapie był przepiękny Ogród Botaniczny, gdzie również nie zabrakło nam samochodowych doznań ;)
Za to sam park jest absolutnie przepiękny, z liczną roślinnością, oporem zieleni, wspaniale utrzymanymi alejkami. Jest to jedno z miejsc, które mogę polecić z czystym sumieniem, nawet osobom niespecjalnie lubiącym przyrodę, jak ja.

W ogrodzie botanicznym znajduje się również oczko wodne, w którym pływają ryby, kaczki, a nawet dwa żółwie wodne, które z zaciekawieniem podpływają do przybyłych by sprawdzić, czy nie wrzucają przypadkiem czegoś do jedzenia :)
I tutaj znowu nie polecam kawiarni znajdującej się na terenie parku. Bardzo niemiła obsługa, sprawiająca wrażenie jakby robiła nam łaskę, że poda kawę.


Po cudownym, długim spacerze po ogrodzie wróciliśmy do ścisłego centrum by spojrzeć na Zamek Cesarski oraz stojącą tuż obok, bardzo ciekawą rzeźbę - Pomnik Pogromców Enigmy.


Spacerując z powrotem do samochodu odkryliśmy nowe wspaniałe miejsce z prawdziwymi shake'ami. Kawiarnia nazywa się Cafe Route 66, a prowadzi je najprawdziwszy Amerykanin ze swoją żoną, Polką. Polecam w szczególności shake o smaku Bounty, z wspaniale wyważonym smakiem kokosu i gorzkiej czekolady, z prawdziwą bitą śmietaną na szczycie. Pycha.

Tego dnia na kolację zostaliśmy ponownie zaproszeni do naszych wspaniałych poznańskich znajomych, były kiełbaski i mięcho z grilla... Ale o tym nie będę pisać ;)

Ostatniego dnia pobytu planowałam wizytę w Rogalowym Muzeum Poznania, jednak wycieczka po muzeum zajmuje niemal godzinę, także sobie odpuściłam. Gdybyście jednak się wybierali, uważajcie na wejście, bo jest ono ulokowane na tyłach, od podwórka, a nie od frontu, ze strony rynku.
Pojechaliśmy za to po wyjątkowo pyszny i bardzo długo świeży chleb z Pracowni Godny Chleb. Bochenek kosztuje 10 zł, ale jest to na prawdę wyborne pieczywo. Później jeszcze trochę pochodziliśmy po centrum, wpadliśmy ponownie na shake'i, by ostatecznie pojechać na poznański dworzec i wsiąść w pociąg powrotny do domu.

Wizyta udała się bardzo, głównie ze względu na wspaniałe towarzystwo A., M. i ich syna J., wielkiego miłośnika kolei i kolejek :) Sam Poznań nie jest miastem brzydkim, jednak na więcej niż 2 dni (jeśli nie wchodzicie do muzeów) nie znajdziecie zajęcia.
Restauracji żadnych nie polecam, poza wspomnianym Cafe Route 66, bo żywili nas głównie A. i M., za co bardzo dziękujemy.

Jeśli macie okazję odwiedzić Poznań, to z pewnością warto go zwiedzić, warto także zobaczyć okoliczne atrakcje jak wspomniana w poprzednim poście Makieta Kolejowa w Borówcu.

Pozdrawiam,

środa, 28 września 2016

Krótko i na temat - "Śpij kochanie, śpij..."


Miłość uskrzydla i dodaje chęci do życia. Z ukochaną osobą chcemy spędzać każdą chwilę zarówno za dnia, jak i w nocy. No właśnie, w nocy...
Czy zmagacie się z problemem niewygodnego łóżka? Czy w sypialni między Wami pojawiają się zgrzyty… zużytych sprężyn? Szukacie najlepszego materaca do snu we dwoje? Wierzę, że poniższe wskazówki pomogą Wam wybrać najlepszy materac dla pary, który nie tylko poprawi jakość Waszego snu, ale i innych form relaksu ;)




Prawdziwe uczucie nie patrzy na wiek, wzrost ani wagę. I bardzo dobrze, jeśli jednak zależy Wam na wygodnym śnie we dwoje, powinniście wziąć pod uwagę kilka cech, od których uzależniony jest wybór najwygodniejszego materaca. Oczywiście, nic nie stoi na przeszkodzie by, na przykład, rosły partner nie mógł wygodnie wypoczywać ze swoją ukochaną kruszynką. Wystarczy odpowiednio wybrać materac.

Najlepiej sprawdzają się modele z wysoką elastycznością punktową, takie jak materace kieszeniowe. Na szczególną uwagę zasługują warianty Multipocket i Luxpocket. Za sprawą elastyczności punktowej powierzchnia materaca ugina się jedynie w miejscu, gdzie spoczywa ciało użytkownika. Ruch nie przenosi się po całej płaszczyźnie, w związku, z czym użytkownicy nie zakłócają sobie nawzajem wypoczynku zmieniając pozycję. Jeśli zechcemy naszej ukochanej (bądź ukochanemu) sprawić niespodziankę, podając śniadanie do łóżka, nie obudzimy jej/jego wstając. W sytuacji, gdy waga jednej osoby jest sporo większa niż drugiej, jak w przypadku mnie i mojego P., nie ma obawy, że osoba lżejsza będzie się zapadała na stronę osoby cięższej. Wspomniane materace kieszeniowe mają także dodatkową zaletę, mianowicie bardzo cichą pracę wkładu sprężynowego.


Jeżeli nie jesteście przekonani do modeli sprężynowych, lub któreś z Was (czy oboje) zmaga się z alergiami, warto zwrócić uwagę na materace piankowe, które również wykazują się bardzo dobrą elastycznością punktową. Można wybierać z kilku wariantów, tym samym dobierając model do swoich potrzeb. Materace poliuretanowe są stosunkowo tanie, więc bez nadmiernego uszczerbku na budżecie można je wymienić w przypadku zniszczenia, na przykład przez zwierzaka. Materace wysokoelastyczne to gwarancja wygody i wytrzymałości.
Jeżeli nasz budżet na to pozwala i chcemy model z najwyższej półki, warto rozważyć zakup materaca lateksowego, który zapewnia świetną elastyczność punktową oraz najwyższe właściwości antybakteryjne i antygrzybiczne. W sytuacji, gdy jesteście już w okresie drugiej (czy nawet trzeciej) młodości lub zmagacie się z kłopotami zdrowotnymi, godne uwagi mogą okazać się materace termoelastyczne. W przypadku wspólnego łóżka, modele te sprawdzają się bardzo dobrze, gdyż dodatkowo zmniejszają częstotliwość zmian pozycji w ciągu nocy. A co za tym idzie, nie będziecie budzić partnera wierceniem się podczas snu.



Szukając materaca dla dwóch osób należy wziąć pod uwagę odpowiedni dobór twardości. Jeśli oboje lubicie podobne powierzchnie, to świetnie i bez problemu znajdziecie wspólny materac, który będzie wygodny dla Was obojga. Co jednak, jeśli Ty lubisz zapadać się w swoje łóżko i najlepiej śpi ci się na miękkim materacu, a Twój mężczyzna mógłby spać na desce? Do tej pory najlepszym rozwiązaniem był wybór dostosowany pod kątem osoby preferującej (niestety) wyższą twardość. Teraz jednak nie musicie już iść na kompromisy. Możecie wybrać całkowitą nowość wśród materacy – model stworzony SPECJALNIE DLA PAR, który cechują dwie różne twardości na dwóch połowach. Nie ma więc potrzeby kupowania dwóch osobnych materaców o różnych twardościach i denerwowania się tak niewygodną i nieromantyczną „dziurą” pomiędzy nimi (i wami). Idealnym rozwiązaniem takiej sytuacji jest materac dla par TE AMO znajdujący się w ofercie firmy sprzedającej materace Sleep o’clock, którego jedna połowa ma twardość średnią, a druga połowa jest twarda. W tym modelu możecie cieszyć się jednym, wspólnym materacem, przy zachowaniu indywidualnych potrzeb dotyczących twardości, a zatem zapewnieniu maksymalnej wygody każdemu z Was.
Zarówno model TE AMO jaki i wiele innych propozycji dla par znajdziecie w sklepie internetowym firmy Sleep o’clock w kategorii LOVE.


Pozostaje mi życzyć Wam kolorowych i wygodnych snów :)

Post powstał we współpracy z marką Sleep o’clock.

Pozdrawiam,

czwartek, 22 września 2016

Recenzja - Vianek, krem nawilżający na dzień

Po wakacyjnej przerwie powracam do Was z wreszcie kosmetycznym postem :) Enjoy :)

Cera sucha jest cerą mocno wymagająco. Jeśli dodatkowo jest wrażliwa i płytko unaczyniona, musimy o nią dbać ze szczególna troską, odpowiednio dobierając kosmetyki pielęgnacyjne.
Ponieważ moja pielęgnacja zmierza od pewnego czasu ku bardziej naturalnym markom, nie mogło wśród testowanych kosmetyków zabraknąć marki Vianek, czyli najmłodszego dziecka polskiej marki Sylveco. Na początek postawiłam na płyn do higieny intymnej oraz krem nawilżajacy na dzień i to ten drugi produkt będzie bohaterem dzisiejszego wpisu.

Kremów tej marki byłam bardzo ciekawa, bo niestety kremy starszej marki Sylveco kompletnie się u mnie nie sprawdzają. Jak było w tym przypadku? Zapraszam na post.

VIANEK
Nawilżający krem do twarzy na dzień


Skład: 
Aqua - woda, rozpuszczalnik
Vitis Vinifera Seed Oil - olej z pestek winogron, emolient tłusty
Triticum Vulgare Germ Oil - olej z kiełków pszenicy, nawilża, zmiękcza i natłuszcza skórę, wspomaga odnowę naskórka
Xylitol - cukier brzozowy, ma działanie nawilżające i oczyszczające, stymuluje funkcje ochronne skóry
Sorbitan Stearate & Sucrose Cocoate - emulgator W/O
Urea - mocznik, ma silne działanie nawilżające skórę
Coco-Caprylate - emolient tłusty
Glycerin - hydrofilowa substancja nawilżająca, humekant
Taraxacum Officinale Leaf Extract - kondycjoner
Glyceryl Stearate - emolient tłusty, emulgator W/O
Stearic Acid - emulgator W/O
Cetearyl Alcohol - emolient tłusty, substancja konsystencjotwórcza
Xanthan Gum - modyfikator reologii, zagęstnik
Hydrolyzed Wheat Protein - substancja hydrofilowa, filmotwórcza, zwiększa kleistość produktu, humekant
Tocopheryl Acetate - antyoksydant, hamuje TEWL, zapobiega powstawaniu stanów zapalnych, wzmacnia ściany naczyń krwionośnych i poprawia ukrwienie skóry
Benzyl Alcohol - substancja konserwująca
Parfum - kompozycja zapachowa
Dehydroacetic Acid- substancja konserwująca
Źródło: Kosmopedia.org, CosIng  

Cena regularna: 27.99 zł
Pojemność: 50 ml
Dostępność: sklep firmowy on-line, drogerie on-line, drogerie z kosmetykami naturalnymi, mydlarnie, sklepy zielarskie


Krem zapakowany jest w wygodne opakowanie typu air-less, ze skromną, ale bardzo ładną i ciekawą graficznie etykietą. Dodatkowo zapakowany jest w kartonik na którym znajdziemy wszystkie niezbędne informacje na temat produktu. Krem ma dośc lekką, kremową konsystencję w kolore jasnożółtym, o bardzo przyjemnym, lekko kwiatowym zapachu. Wydajnośc oceniam na przeciętną. 

Obietnice producenta a rzeczywistość...
Nawilżający krem do twarzy na dzień, przeznaczony do codziennej pielęgnacji skóry suchej i wrażliwej. Dzięki zawartości kompleksu humektantów (mocznik+ksylitol+proteiny pszenicy), silnie wiąże wodę w naskórku, zapobiegając nadmiernej utracie wilgoci. Olej z kiełków pszenicy w połączeniu z witaminą E i ekstraktem z liści mniszka lekarskiego zapewniają ochronę przed wczesnymi oznakami starzenia, nadają skórze elastyczność i miękkość. Delikatna i szybko wchłaniająca się konsystencja stanowi świetną bazę pod makijaż.

Krem lekko rozprowadza się po skórze, nie zostawia tłustej warstwy a jedynie delikatny, satynowy film. Dość szybko się wchłania, pozostawiając skóre przyjemnie gładką i miękką w dotyku. Dobrze nawilża, w zupełności wystarczająco jak na krem na dzień. Dobrze spisuje się pod makijażem, nie przetłuszcza nadmiernie mojej suchej skóry, nie powoduje ważenia się czy spływania podkładu. Subtelny zapach bardzo uprzyjemnia aplikację, a wygodne opakowanie zapewnia maksimum komfortu i higieny. Stosowany codziennie zapewnia optymalny poziom nawilżenia skóry, zwłaszcza w połączeniu z silnie nawilżającym kremem na noc i delikatnie nawilżającym kremem BB na dzień.
Krem nie podrażnił mojej skóry, nie spowodował żadnych przykrych niespodzianek.
Po aplikacji i wchłonięciu powoduje delikatne odczucie ściągnięcia skóry, pomimo, że jest ona odpowiednio nawilżona. Uczucie znika po aplikacji podkładu.



Krem doskonale spełnia swoje zadanie, ładnie nawilża, wygładza i zmiękcza skórę twarzy, dobrze współpracuje z makijażem, przepięknie pachnie. Z pewnością jest produktem godnym zainteresowania, jednocześnie nie jest ostatnim kosmetykiem tej marki w mojej łazience.

Czy kupię ponownie? 
MOŻE 

Ocena ogólna:

Pozdrawiam,

niedziela, 18 września 2016

Filmowa Niedziela - Woody Allen, żałoba i upadła gwiazda estradowa


Jestem wielką fanką filmów i kina. Przede wszystkim oglądam wysokobudżetowe kino amerykańskie, bo to najbardziej mi odpowiada, rzadziej europejskie, zupełnie nie przemawia do mnie kino azjatyckie (poza horrorami) i bollywood.
Ta seria postów poświęcona będzie krótkim recenzjom filmowym, bo dzięki karcie Unlimited w Cinema City chadzamy teraz na każdy film jaki tylko wart jest obejrzenia.

Śmietanka Towarzyska
„Śmietanka towarzyska” (oryg. „Café Society”) to nowa komedia romantyczna napisana i wyreżyserowana przez Woody’ego Allena.[...] Akcja rozgrywa się w latach 30. ubiegłego stulecia, a jej tłem są modne kluby nocne, eleganckie przyjęcia i malownicze zakątki Nowego Jorku i Los Angeles. O popis najwyższej klasy aktorstwa, jak zwykle u Allena, zadbała plejada znakomitości. A wśród nich m.in. nominowani do Oscara i Złotego Globu – Jesse Eisenberg („The Social Network”) i Steve Carell („Foxcatcher”), jedna z najpopularniejszych aktorek młodego pokolenia, nagrodzona Cezarem Kristen Stewart („Zmierzch”) oraz Blake Lively („Wiek Adaline”), Corey Stoll („O północy w Paryżu”, „Ant-Man”, seria „House of Cards”), Anna Camp („Służące”) i Parker Posey („Nieracjonalny mężczyzna”). „Śmietanka towarzyska” otworzyła 69. edycję festiwalu filmowego w Cannes. Bobby (Jesse Eisenberg) jest wrażliwym romantykiem z Bronxu. Licząc na spełnienie marzeń o wielkiej karierze, wyrusza w podróż do Los Angeles, gdzie zaczyna pracę u swojego wujka Phila (Steve Carrell) – agenta topowych gwiazd Hollywood. Na miejscu poznaje piękną sekretarkę Vonnie (Kristen Stewart). Chłopak bez pamięci zakochuje się w dziewczynie, nie wiedząc jeszcze, że ta znajomość wywróci jego życie do góry nogami.  [źródło: cinema-city.pl]



Filmy Woody Allena to nie moja stylistyka. W większości jego filmów, komediowe gagi są albo ciężkie, albo tak zawoalowane, że mój mózg nie jest w stanie przez nie przebrnąć. Zachęcił mnie jednak trailer, który wydawał się bardzo ciekawy. Niestety okazało się, że tylko trailer...

Dla mnie film jest dość ciężki, akcja się ślimaczy, nie ma lubianego przeze mnie w filmach dynamizmu. Sama historia ciekawa, w doskonałej obsadzie i świetnej grze aktorskiej (dużym zaskoczeniem okazała się Kristen Stewart, porzucająca wizerunek nastolatki znanej ze Zmierzchu). Olbrzymim plusem jest przepiękna moda lat 30-tych, która szalenie mi się podoba. Nie miałabym nic przeciwko, aby przenieść się w tamte czasy... Niestety, pomimo tych wszystkich zalet, film zwyczajnie mnie znudził i ostatecznie pzekonał, że Woody Allen to kompletnie nie moja bajka.

Nie ma mowy!
Romantyczna komedia o przeciwieństwach, które się przyciągają i o wrażliwości, która potrafi połączyć dwa bieguny z Jasonem Sudeikisem i Rebeccą Hall w rolach głównych. Po śmierci męża, słynnego muzyka folkowego, Hanna wciąż żyje jego życiem, próbując pisać biografię ukochanego. W jej prowincjonalnym, bezpiecznym świecie pojawia się Andrew, nowojorski pisarz, zbierający materiały do książki o jej zmarłym mężu. Tych dwoje dzieli wszystko. Czy mimo to uda im się wspólnie napisać biografię muzyka i rozpocząć nowy rozdział ich własnej historii?[źródło: cienema-city.pl].


Choć film jest lekki i przyjemnie się go ogląda, zawiera również kilka komediowych sytuacji, nie nazwałabym go komedią romantyczną. Te kojarzą mi się z filmami z Meg Ryan czy Julią Roberts sprzed lat. Opowiada o wciąż zrozpaczonej po stracie swojego męża wdowie, po sławnym choć niedocenianym muzyku folkowym. Jest ona nękana przez dziennikarzy pragnących poznać jego prywatne życie, a także fanów, którzy tłumnie odwiedzają jego pobliski grób. Sama pragnie jedynie w ciszy i spokoju napisać biografię swojego zmarłego męża, gdy jednak okazuje się, że nie podoła temu zadaniu, prosi o pomoc wykładowcę akademickiego. Między parą, jak łatwo się domyślić, pojawiają się uczucia nie do końca związane z ich poniekąd zawodowymi relacjami. Osobiście zakwalifikowałabym go jako film obyczajowy.

Film pełen jest ciepła, przepięknych widoków, pokazuje świat, w którym chciałoby sie zamieszkać. W małym miasteczku, gdzie wszyscy się znają, z dala od cywilizacji, w górach, nad jeziorem...
Osobom wrażliwym radzę się zaopatrzyć w chusteczki, bo nie brakuje wzruszających scen i fragmentów. Dobrym pomysłem było powierzenie tytułowych ról aktorom mało znanym (przynajmniej mnie). Rebecca Hall jest przeze mnie tak bardzo niezapamiętywania, że nie kojarzyłam jej z żadnej innej roli, choć widziałam kilka filmów z jej udziałem. Podobnie ma się sprawa z Jasonem Suseikis.
Pomimo bardzo banalnego poprowadzenia fabuły, aż za dobrze znanego nam z wspomnianych komedii romantycznych, film broni się grą aktorską i historią jakże inną od wszystkich, które znamy, a także, o czym już wspominałam, wspaniałymi pejzażami tej niemal bezludnej okolicy.
Polecam, zwłaszcza dziewczynom, na samotny wieczór z winem, przy pachnących świecach.


Boska Florence

Florence Foster Jenkins kochała muzykę ponad życie. Niestety bez wzajemności. Natura obdarzyła ją słuchem i głosem, które nawet głuchego doprowadziłyby do rozpaczy. Florence jednak pragnęła śpiewem podbić świat i w pewnym sensie jej się to udało. Jako dziedziczka sporej fortuny i żona St Clair Bayfielda - brytyjskiego aktora arystokraty, posiadała atuty, przy których jej brak talentu wydawał się nieistotną przeszkodą. Dzięki heroicznym staraniom ukochanego udawało się jej występować na Broadwayu i nagrywać płyty, a przede wszystkim wciąż wierzyć w swój dar. Jednak gdy zapragnęła ukoronować swój tryumf koncertem w słynnym Carnagie Hall nawet Bayfield wpadł w panikę. Ale czegóż nie robi się dla ukochanej. [źródło: cinema-city.pl].


Wspaniała, ciepła komedia oparta na faktach, osadzona w Stanach Zjednoczonych w roku 1944.
Florence Foster Jenkins to gwiazda estradowa, która swoje najlepsze lata ma już za sobą. Choć od lat szkoli swój wokal, delikatnie mówiąc nie jest najlepszą śpiewaczką, ale ponieważ nikt nie mówi jej tego prosto w oczy uważa, że ma niebywały talent. Jej największym marzeniem jest występ w Carnigy Hall, który jej kochający mąż i akompaniujący pianista chcą jej pomóc spełnić.

Film przepełniony jest doskonałym humorem, niezłą muzyką i genialną grą aktorską w wykonaniu niesamowitej Mery Streep, jak zawsze szalenie brytyjskiego choć już trochę podstarzałego Hugh Granta, a także Simona Helberga, który idealnie potrafił oddać charakter granej przez siebie postaci.
Film z pewnością wart obejrzenia.

Pozdrawiam,