Obserwatorzy

środa, 6 września 2017

Moi kochani czytelnicy.

Strasznie dawno mnie tu nie było i chyba nadeszła pora na kilka słów wyjaśnienia, które Wam, moim stałym czytelnikom, z pewnością się należą.

Na wstępie jednak chciałam Was serdecznie przeprosić za to, że zniknęłam tak zupełnie bez słowa wyjaśnienia. Przerwa, którą zrobiłam sobie w kwietniu miała trwać miesiąc, góra dwa, a ja planowałam powrót z nowymi postami. Tak się nie stało, a dodatkowy czas, który zyskałam dzięki przerwie od bloga wykorzystywałam intensywnie na inne aktywności. I tak, zanim się obejrzałam, nadeszła jesień, a na blogu dalej cisza.

Miałam pomysł, aby zmienić profil blogu ze stricte kosmetycznego na bardziej ogólny. Chciałam pisać o podróżach, które miałam okazję odbyć, o książkach, które mnie zachwyciły czy filmach, które sprawiły, że znowu uwierzyłam w światową kinematografię. 

Obecnie jednak jestem w stanie zawieszenia. Z jednej strony bywają chwile, gdy brakuje mi blogowania. Gdy używam kosmetyku, o którym chciałabym Wam napisać, lub przeczytam coś, co wzbudziło we mnie emocje. Z drugiej, bardzo doceniam czas, którego nie poświęcając blogowaniu (a sami wiecie ile czasu zajmuje napisanie dobrego posta, zrobienie zdjęć, ich obróbka...) mogę poświęcić na inne rzeczy, jak czytanie, samorozwój czy choćby zwykły odpoczynek.
Dzięki temu, że sama nie piszę, również dużo mniej udzielam się na Waszych blogach. Nie czytam, nie komentuję, ale dzięki temu, nie kupuję zbędnych kosmetyków, bo poza blogami rzadko mi coś wpadnie w oko.

Ponadto, od października planuję trochę zmian w moim życiu i nie wiem, czy na prowadzenie blogu wystarczy mi jeszcze sił i czasu, a nie chcę tego robić byle jak.

Dlatego, choć się z Wami nie żegnam, pragnę dać Wam znać, że u mnie wszystko w porządku, tylko moja życiowa droga trochę zmieniła kierunek i nie wiem, czy to nadal jest moje miejsce w sieci.

Dziękuję Wam za to, że jesteście, że mnie nie opuszczacie i, gdy podejmę już ostateczną decyzję co do przyszłości tego miejsca, z pewnością podzielę się nią z Wami.

Tymczasem życzę Wam wszystkiego dobrego i do przeczytania, mam nadzieję.


Pozdrawiam,

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Pielęgnacja cery w salonie, czyli kiedy warto się oddać w ręce specjalisty cz.1

W dzisiejszych czasach, praktycznie każda kobieta ma dostęp do wszelkiej maści kosmetyków, a także wielu zabiegów profesjonalnych, a jednak wykonywanych w zaciszu własnego domu. I nie mam tu na myśli coraz popularniejszej kosmetyki mobilnej.
Liczne blogi nie ułatwiają sprawy opisując, a tym samym zachęcając, do eksperymentowania z własna cerą w domu, bez wydawania pieniędzy na zabiegi na twarz wykonywane w profesjonalnych gabinetach.

Sama mam wykształcenie kierunkowe, dwa lata temu ukończyłam kierunek o wdzięcznej nazwie Technik Usług Kosmetycznych, zyskując tym samym wiedzę i kwalifikacje, by samodzielnie wykonywać na innych, ale i na sobie, wiele zabiegów kosmetycznych. I, o ile nie mam nic przeciwko temu, by część takich zabiegów faktycznie wykonywać samemu, są jednak sytuacje gdy zachęcam, aby oddać się w ręce profesjonalistki. Jakie to sytuacje?


Prawidłowa diagnoza cery
To podstawowy punkt, który powinien być wyjściem do wszelkich decyzji dotyczących naszej pielęgnacji. I każda kobieta przynajmniej raz w życiu powinna zainwestować w dobrą kosmetyczkę i profesjonalna diagnozę naszej cery.
Wiele z nas po latach wie jaką ma cerę, co jej szkodzi, a co służy. Jednak są i takie kobiety, które próbują wszystkiego nie uzyskując zadowalających rezultatów. Najczęstszą tego przyczyną jest niedopasowanie pielęgnacji do rodzaju naszej cery.
Często też brak odpowiedniej wiedzy powoduje, że np. do cery tłustej używamy toników na bazie alkoholu, aby zasuszyć pojawiające się zmiany. Niestety w tym przypadku powodujemy jedynie nasilenie problemu. Tłusta cera potraktowana silnie wysuszającym alkoholem zaczyna produkować więcej sebum, a więc, paradoksalnie, staje się jeszcze bardziej tłusta...
Jeśli nie jesteście pewne jaki macie rodzaj cery, jeśli z Waszą cerą dzieją się niepokojące rzeczy, a pielęgnacja, którą stosujecie, jest nieskuteczna, warto oddać się w ręce profesjonalisty choćby dla wykonania dobrej diagnozy Waszej cery, która pozwoli opracować najbardziej optymalną pielęgnację. Po co błądzić po omacku, jak za kilkadziesiąt złotych możecie na lata zapewnić sobie właściwą, dopasowaną specjalnie dla Was pielęgnację?
Dobrze na taką wizytę wybrać się kilka razy, chociażby w różnych porach roku, koniecznie bez makijażu (demakijaż może podrażniać cerę, co z kolei może prowadzić do błędnej diagnozy), w pierwszej połowie cyklu, najlepiej tuż po miesiączce.

Photo by patrisyu/freedigitalphotos.net
Peelingi chemiczne
Chemiczne złuszczanie naskórka, nazywane popularnie kwasami, niegdyś zarezerwowane było wyłącznie dla profesjonalistów, bo nawet nie dla zwykłych kosmetyczek. Aby móc wykonać taki zabieg, trzeba było zrobić specjalne kursy i zdobyć odpowiednie certyfikaty. Dzisiaj zestawy do takich zabiegów dostępne są w każdej niemal drogerii, a producenci prześcigają się w wymyślaniu nowych formuł i zestawów. Choć jako kosmetyczka miałam okazję kilka razy wykonywać taki zabieg, na samej sobie próbowałam jedynie toniku z kwasem migdałowym. I osobiście odradzam Wam stosowanie gotowych zestawów w zaciszu własnego mieszkania, zwłaszcza, jeśli jest to Wasz pierwszy kontakt z tego typu pielęgnacją, a Wy nie macie ani doświadczenia, ani odpowiedniej wiedzy. Kwasy stosowane w peelingach chemicznych mają różne stężenia, różne pH, mogą bardzo różnie zachowywać się nałożone na naszą skórę, często powodując trudne do przewidzenia reakcje. Zawodowa kosmetyczka po pierwsze przeprowadzi profesjonalną diagnozę Waszej cery, wywiad i na tej podstawie dobierze odpowiedni dla Was kwas.
Leczenie skóry po chemicznych poparzeniach bywa długotrwałe, bolesne, kosztowne, a często nieskuteczne, pozostawiając na stałe blizny, dlatego z peelingami chemicznymi należy bardzo uważać.


Mikrodermabrazja
Jest to zabieg polegający na złuszczeniu głębszych warstw naskórka (płytszych jednak niż sprawiają to peelingi chemiczne) za pomocą specjalnej diamentowej głowicy (bardzo rzadko już z użyciem korundu). Prawidłowo przeprowadzona seria zabiegów nie tylko złuszczy martwy naskórek i poprawi przenikanie substancji aktywnych z kolejnych kosmetyków w głębsze warstwy skóry. Pozwoli także oczyścić pory, wygładzić drobne zmarszczki czy pozbyć się przebarwień.
W drogeriach dostępnych jest mnóstwo kosmetyków, zapewniających o tym, że są zabiegiem mikrodermabrazji. Jednak skład wzbogacony o korund nie sprawia jeszcze, że peeling staje się mikrodermabrazją.
Obecnie na rynku dostępne są także aparaty do domowego zabiegu mikrodermabrazji. Pamiętajcie jednak, że końcówki po zabiegu powinny być odpowiednio oczyszczone (zdezynfekowane i wysterylizowane!), aby zapobiec namnażaniu się bakterii, które podczas zabiegu mają łatwiejszą drogę do naszego organizmu. Zabieg musi być przeprowadzony z odpowiednią mocą, częstotliwością, odpowiednio dobraną ziarnistością głowic. Jest także wiele przeciwwskazań do zabiegu, a domowe urządzenia na pewno nie mają takiej mocy jak te, stosowane w profesjonalnych gabinetach. Co z tego, że zaoszczędzicie parę groszy na serii zabiegów robiąc je w domu, jeśli efekt będzie marny, a często żaden?

Photo by patrisyu/FreeDigitalPhotos.net
Manualne (mechaniczne) oczyszczanie cery
Zabieg przez wielu uważany za niepotrzebny i archaiczny. W wielu gabinetach już niedostępny, jednak prawidłowo przeprowadzony z zachowaniem ostrożności, delikatności i przeciwwskazań potrafi sprawić prawdziwe cuda. Ponadto wciąż będący w programie nauczania na kierunku Technik Usług Kosmetycznych.
Nie należy, pod absolutnie żadnym pozorem, robić tego zabiegu samemu w domu. Po pierwsze, nam samym brakuje trochę wyczucia i możemy na prawdę zmaltretować swoja cerę. Po drugie, cera do manualnego oczyszczania powinna być odpowiednio przygotowania (porządny demakijaż, maska rozpulchniająca, rozszerzenie porów skóry za pomocą wapozonu lub lampy), aby oczyszczanie przebiegło szybko, sprawnie i w miarę możliwości jak najmniej boleśnie. Po trzecie, po oczyszczeniu pory muszą zostać zamknięte, a skóra ukojona. Mało kto, bez odpowiedniego przygotowania i praktyki wie, jak odpowiednio przygotować skórę, oczyścić ją, a w końcu odpowiednio ukoić i zamknąć pory, dlatego najlepiej, jeśli już chcecie wykonać ten zabieg, oddać się w ręce specjalisty. Ponadto doświadczona kosmetyczka najlepiej będzie w stanie ocenić czy ten zabieg jest Wam w ogóle potrzebny.

Photo by patrisyu/FreeDigitalPhotos.net
Regulacja i henna brwi
Choć zabieg ten wydaje się łatwym, rzadko widuję na ulicach prawidłowo wyregulowane brwi, odpowiednio dobrane do kształtu twarzy czy urody. Choć moda na dwie cienkie kreski minęła bezpowrotnie, a kobiety coraz częściej stawiają na naturalny wygląd brwi, wciąż widuje się na ulicach zmasakrowane wręcz brwi, które nie tylko nie dodają uroku, ale wręcz sprawiają, że twarz wygląda dziwnie, nieproporcjonalnie czy wręcz groteskowo.
Regulacja i henna brwi to pierwszy zabieg jakiego uczy się każda kosmetyczka. Pierwsze zajęcia praktyczne, poza właściwym demakijażem, mówiły właśnie o tych dwóch, połączonych ze sobą czynnościach. Jest to też pierwszy zabieg jakiego wymaga się podczas rozmowy o pracę, a także ten, podczas którego najczęściej "sprawdzamy" nową kosmetyczkę.
Czasem wystarczy usunięcie kilku niesfornych włosów, by dodać twarzy odpowiedniego konturu, a rysom ostrości i charakteru. Uważam jednak, że dopóki nie mamy wprawy i odpowiedniej zręczności, a także nie do końca wiemy jakie brwi lubimy, czy jakie nam pasują, warto wybrać się na ten na prawdę niedrogi zabieg do salonu kosmetycznego.

Choć dostęp do wszelkiego typu zabiegów w domowym zaciszu jest coraz łatwiejszy, bywa też dużo tańszy niż seria zabiegów w profesjonalnym gabinecie, to jednak warto czasem zainwestować w siebie, swój wygląd, a często i zdrowie, aby zapobiec przykrym następstwom źle dobranego lub niewłaściwie wykonanego zabiegu.

A Wy chadzacie do kosmetyczki?

Pozdrawiam,

piątek, 31 marca 2017

Recenzja - Bioliq, punktowe serum depigmentacyjne

Kiedyś nie używałam kosmetyków rozjaśniających, bo nie uważałam, że ich potrzebuję. Choć mam sporo tzw. pieprzyków, taka już moja uroda i nie czułam nigdy potrzeby, aby je rozjaśniać. Uważam, że dodają mojej cerze charakteru i wyjątkowości. Noszę jednak okulary i kilka lat temu, podczas wakacji we włoskim ukropie nabawiłam się dość sporych przebarwień na kościach jarzmowych, pomimo regularnego stosowaniu kremu z wysokim filtrem. Od tego czasu stosowałam kilka kosmetyków na przebarwienia, żaden jednak nie przyniósł oczekiwanych rezultatów.
Gdy zobaczyłam w TV reklamę tego serum wiedziałam, że muszę je mieć. Ponieważ bardzo często reklama wyprzedza pojawienie się produktu na sklepowych półkach, tak było i w tym przypadku, musiałam chwilę poczekać aż serum trafi w moje ręce. Znalazłam je w końcu w jednej z internetowych aptek i od razu trafiło do koszyka,  a kilka dni później w moje ręce. Czy spełniło moje oczekiwania, a, co ważniejsze, obietnice producenta? Zapraszam na recenzję.

BIOLIQ
Punktowe serum depigmentacyjne


Skład:
Aqua - woda, rozpuszczalnik
C12-15 Alkyl Benzoate - olej pochodzenia chemicznego, pełni rolę emolientu i konserwantu, kondycjonuje skórę, pełni funkcję rozpuszczalnika, zmniejsza lepkość innych olejów zawartych w kosmetyku, zmiękcza, uelastycznia i wygładza skórę
Octocrylene - filtr przeciwsłoneczny pochodzenia chemicznego, absorbuje promienie UVA i UVB, przez co chroni nie tylko skórę przed przedwczesnym starzeniem, ale także kosmetyk przed zepsuciem, odporny na wodę, posiada właściwości zmiękczające
Isohexadecane - emolient suchy, może działać komedogennie, pełni m.in. funkcję zmiękczającą, rozpuszczalnik, tworzy bardzo gęstą, kremową konsystencję, zmniejsza lepkość kosmetyku, poprawia jego właściwości aplikacyjne, nietłusty i lekki, pozostawia uczucie jedwabistej skóry
Butyl Methoxydibenzoylmethane - filtr przeciwsłoneczny, chroni produkt przed pogorszeniem jego jakości spowodowanej promieniowaniem
Ethylhexyl Methoxycinnamate - chemiczny filtr przeciwsłoneczny
Methylpropanediol - rozpuszczalnik, promotor przenikania, substancja wygładzająca skórę
Caprylyl Glycol - kwas tłuszczowy, działa nawilżająco i natłuszczająco, ułatwia rozprowadzanie kosmetyku, tworzy warstwę okluzyjną, zapobiegając odparowaniu wody, zapobiega wysychaniu kosmetyku
Phenylpropanol - substancja zapachowa i konserwująca
Shikimic Acid - kwas szikimowy, substancja aktywna, działająca rozjaśniająco
Steareth-21 - emulgator, substancja konsystencjotwórcza, regulator lepkości
Titanium Dioxide - dwutlenek tytanu, naturalny filtr przeciwsłoneczny, zagęstnik emulsji
Silica - krzemionka, substancja mineralna pochodzenia naturalnego, pełni rolę wypełniacza, stabilizator kosmetyku, przedłuża jego trwałość
Tetrapeptide-30 - kondycjoner, substancja ochronna
Glycerin - hydrofilowa substancja nawilżająca, humekant
Panthenol - prowitamina B5, działa przeciwzapalnie i przyspiesza regenerację skóry, natłuszcza i łagodzi stany zapalne, łagodzi oparzenia, wygładza skórę, pełni rolę humekanta
Steareth-2 - niejonowa substancja powierzchniowo czynna, renatłuszczająca
Cetyl Alcohol - emolient tłusty, może działać komedogennie, zapobiega nadmiernemu odparowywaniu wody, tworząc na skórze warstwę okluzyjną, posiada pośrednie działanie nawilżające
Glyceryl Stearate - emolient tłusty pochodzenia naturalnego, może działać komedogennie, na skórze tworzy film hamujący nadmierne wyparowywanie wody z powierzchni skóry, natłuszcza, wygładza, zmiękcza skórę i włosy, chroni przed wolnymi rodnikami, emulgator W/O
Magnesium Aluminum Silicate - zagęstnik i wypełniacz, utrzymuje odpowiednią konsystencje produktu, zapobiega powstawaniu grudek, absorbuje wilgoć, zapobiega wysychaniu kosmetyku, ułatwia jego aplikację, wygładza
Sodium Hydroxide - regulator pH
Polyacrylamide - substancja zagęszczająca, stabilizator emusji, tworzy na powierzchni skóry i włosów film, który chroni przed nadmierną utratą wody, działa zmiękczająco i wygładzająco
Hydrogenated Polydecene - emolient, rozpuszczalny w olejach i tłuszczach, zmiękcza, nawilża i wygładza skórę, tworzy na jej powierzchni film, ograniczający odparowanie wody
Laureth-7 - zmiękcza i nawilża naskórek, emulgator, ma wpływ na konsystencję kosmetyku
Stearyl Alcohol - organiczny związek chemiczny, substancja nierozpuszczalna w wodzie, pełni funkcję emolientu, natłuszcza, nawilża, zmiękcza i wygładza, może działać komedogennie, zapobiega nadmiernemu odparowaniu wody, emulgator W/O
Disodium EDTA - substancja pochodzenia syntetycznego, reguluje lepkość kosmetyku, wpływa na jego konsystencję, zwiększa trwałość produktu, zabezpieczając przed zmianą koloru czy zapachu, wspomaga działanie konserwantów
Źródło: Kosmopedia.orgCosIngkosmeter

Skład jest dość długi i chemiczny. Tytułowa i zarazem aktywna substancja, czyli kwas szikimowy, znajduje się mniej więcej w połowie stawki. W składzie znajdziemy też sporo filtrów UV, a także glicerynę i pantenol.

Cena regularna: ok. 13 pln (według ceneo.pl)
Pojemność: 10 ml
Dostępność: apteki stacjonarne i internetowe


Serum otrzymujemy zapakowane w kartonik, w którym znajdziemy niewielką tubkę wykonaną z elastycznego plastiku, zakończoną gumowym "dziubkiem" podobnym do aplikatora w niektórych błyszczykach czy balsamach do ust. Graficznie prosto i bardzo czysto, typowo aptecznie. Serum ma gładką, lekką, kremową konsystencję w kolorze białym. Serum jest bezzapachowe. Wydajność oceniam bardzo wysoko.

Obietnice producenta a rzeczywistość... 
Aktywnie redukuje i rozjaśnia zmiany hiperpigmentacyjne różnego rodzaju, wyrównując koloryt skóry. Zawiera filtr przeciwsłoneczny (SPF 20 UVA/UVB).

Aktywne składniki serum intensywnie redukują i rozjaśniają przebarwienia hiperpigmentacyjne, różnego pochodzenia. Związek peptydowy wpływa na hamowanie aktywności melanocytów, skutecznie przeciwdziałając nadmiernej produkcji melaniny w skórze. Dodatkowo kwas szikimowy, naturalnie występujący w krzewie Illicium lanceolatum, delikatnie złuszcza i wygładza naskórek w obrębie przebarwienia, przyspieszając proces wyrównywania tonacji skóry. Serum zawiera filtr ochronny (SPF 20), który zabezpiecza skórę przed działaniem promieni słonecznych UVA/UVB, stymulujących proces hiperpigmentacji.

Skuteczność potwierdzona badaniami dermatologicznymi: redukcja przebarwień już po 2 tygodniach (przy zastosowaniu preparatu 2 razy dziennie w miejscu przebarwienia).

Serum przeznaczone jest do punktowego stosowania na skórę w miejscy przebarwienia (omijać okolice oczu). Polecane do redukcji przebarwień różnego rodzaju, m.in.: plam posłonecznych, potrądzikowych, a także wywołanych wiekiem czy powstałych na skutek zaburzonej pracy hormonów
.
Źródło

Serum ma dość lekką konsystencję, dobrze się rozprowadza po skórze i szybko wchłania pozostawiając na niej delikatny, satynowy film. Osobiście używam go na noc, po dokładnym demakijażu, jako ostatni element mojej codziennej wieczornej pielęgnacji, a rano zmywam płynem micelarnym przed aplikacją kremu z filtrem. Czy serum działa? Po pierwszym miesiącu używania miałam wątpliwości. Przebarwienia wciąż dość mocno odznaczały się na mojej skórze, ale okazało się, że wystarczy dać mu więcej czasu. Po ok. 6 tygodniach stosowania zauważyłam znaczną poprawę w kolorze przebarwień, były one znacznie jaśniejsze, choć nadal widoczne. Obecnie jestem po ok. 3-miesięcznej kuracji, a przebarwienia są już bardzo jasne. Nadal, dla mnie, widoczne, ale znacznie mniej niż kiedyś. Na początku kuracji do ich zakrycia nie wystarczył krem BB, potrzebny był korektor. Obecnie krem BB doskonale wyrównuje ich kolor i korektor nie jest już niezbędny. 


Choć serum potrzebowało trochę czasu by zadziałać, jestem nim zachwycona. Po dłuższym stosowaniu pięknie wyrównuje przebarwienia, rozjaśnia je, dodatkowo nawilża skórę. Być może kiedyś całkiem pozbędę się moich przebarwień na kościach jarzmowych, ale widocznie wymaga to więcej czasu i pracy. Serum jest szalenie wydajne, nie spowodowało uczulenia czy podrażnienia. Do tego bardzo przystępna cena. Osobiście bardzo polecam.

Czy kupię ponownie? 
Z całą pewnością TAK, choć nieprędko z uwagi na jego wydajność

Ocena ogólna:

Pozdrawiam,


piątek, 24 marca 2017

Wiosenne Rozdanie z Balea - WYNIKI

W ten pochmurny i zupełnie nie wiosenny dzień zapraszam Was na szybki post z wynikami rozdania.

Ale na początek krótkie przypomnienie o co walczyliście :) Do zgarnięcia był zestaw kosmetyków znanej i lubianej, choć wciąż trudno dostępnej na naszym rynku marki Balea, widoczny na poniższym zdjęciu:


Chciałam także podziękować za całkiem przyzwoitą frekwencję, za każde zgłoszenie a także za to, że wielu z Was chciało się poświęcić tych kilka chwil na odpowiedź na, nieobowiązkowe w końcu, pytanie. Jedna odpowiedź urzekła mnie w szczególności...


I właśnie autor tej odpowiedzi zgarnia zestaw kosmetyków Balea, a jest nim...


Serdecznie gratuluję wygranej, do Ciebie za chwil kilka poleci mail z informacją o wygranej, a także prośbą o przesłanie adresu, na który życzysz sobie wysyłkę paczki :)

A Wam raz jeszcze bardzo dziękuję za udział, wkrótce, być może, pojawi się kolejne ciekawe rozdanie, także bądźcie czujni ;)
Tymczasem życzę Wam wspaniałego, iście wiosennego weekendu :)

Pozdrawiam,

wtorek, 21 marca 2017

czwartek, 16 marca 2017

Recenzja - Dabur Herbal, pasta do zębów z Neem

Jak wspominałam Wam już kilkakrotnie zamierzam po zużyciu zapasów otwartych kosmetyków (z zapasami bowiem już się rozprawiłam) przejść na bardziej naturalną pielęgnację, sprawa dotyczy także pielęgnacji mojej jamy ustnej. W związku z tym nowym trendem dzisiaj będzie właśnie o pielęgnacji zębów.

Dabur Herbal
Pasta do zębów z Neem


Skład:
Calcium Carbonate - węglan wapnia, składnik konsystencjotwórczy
Aqua - woda, rozpuszczalnik
Glycerin - gliceryna, hydrofilowa substancja nawilżająca, humekant
Sodium Lauryl Sulfate - anionowa substancja powierzchniowo czynna, substancja myjąca o doskonałych właściwościach pianotwórczych
Aroma - kompozycja zapachowa
Carrageenan - wyciąg z chrzęścicy kędzierzawej, składnik nawilżający, w połączeniu z wodą tworzy substancję żelującą
Herbal Extract (Anacylus Pyrethrum Root Extract, Acacia Arabica Extract, Mimusops Elengi Extract, Symplocos Racemosa Extract, Eugenia Cumini Extract) - kompozycja ekstraktów ziołowych
Azadirchta Indica Leaf Extract - wyciąg z miodly indyjskiej
Sodium Silicate - substancja buforująca
Sodium Saccharin - substancja smakowa, maskująca, pielęgnująca jamę ustną
Cinnamal - skladnik kompozycji zapachowej
Eugenol - składnik kompozycji zapachowej
Citronellol - składnik kompozycji zapachowej
Limonene - składnik kompozycji zapachowej
CI 75810 - barwnik naturalny w odcieniu zielonym
Źródło: Kosmopedia.orgCosIngkosmeter

Kompletnie nie znam się na składach past do zębów i nie będę nawet udawała, że jest inaczej. Tutaj w składzie widzę dość silny detergent, który niestety nie budzi mojej ufności w składzie pasty do zębów, ale po porównaniu składów kilku innych past wiem, że często się w nich pojawia. Poza tym sporo wyciągów ziołowych oraz tytułowy Neem, cokolwiek to jest ;)

Cena regularna: ok. 15 pln
Pojemność: 100 ml
Dostępność: sklepy zielarskie, drogerie z naturalnymi kosmetykami, on-line


Pasta zapakowana jest w typową, plastikową tubkę, zabezpieczoną przed pierwszym użyciem folią aluminiową. Dodatkowo zapakowana w ładny kartonik, wszystko utrzymane w kolorystyce zieleni. Pasta ma typową konsystencję, lekko ziarnistą w kolorze jasnozielonym. Pachnie ziołowo, z delikatnym aromatem mięty. Wydajność oceniam jako przeciętną.

Obietnice producenta a rzeczywistość... 
Pasta czerpie swą skuteczność z soku oraz kory drzewa neem (miodły indyjskiej). Roślina ta wykazuje naturalne właściwości antybakteryjne. Składniki pasty wzmacniają dziąsła oraz dokładnie usuwają nalot nazębny. To kombinacja stworzona, aby nie tylko czyścić zęby, ale także chronić je i umacniać. Dzięki naturalnym wyciągom pasta odświeża oddech. Regularne używanie tej pasty wzmacnia wrażliwe dziąsła i zęby.
Pasta nie ma gładkiej konsystencji, podczas mycia zębów czuć, że jest lekko "chropowata", a szorując szkliwo proszek zawarty w paście odczuwalnie trze po zębach. Mimo to nie rysuje szkliwa. Podczas pierwszego mycia miałam wrażenie, jakbym myła zęby mydłem, ze względu na bardzo nietypowy smak tej pasty, po kilku myciach można się jednak do niego przyzwyczaić. Myślałam, że może smak wynika z zawartości Neem, ale myślę, że to kwestia obecności SLeS. Dzięki niemu również pasta doskonale się pieni i wymaga trochę czasu na kompletne pozbycie się jej podczas płukania jamy ustnej z zębów i języka. Po płukaniu pozostaje charakterystyczny posmak w ustach, który dość długo się utrzymuje, ale dzięki niemu długo też utrzymuje się uczucie świeżości, zwłaszcza w porównaniu z klasycznymi pastami. Pasta dobrze czyści zęby, usuwa płytkę i, po przyzwyczajeniu się do dość nietypowego smaku, przyjemnie się ją stosuje.


Choć pasta nie ma całkiem naturalnego składu, znajdziemy w niej sporo ziołowych wyciągów. Doskonale czyści zęby i odświeża na dłużej niż klasyczne pasty, wymaga jednak długiego wypłukiwania z jamy ustnej, ma bardzo nietypowy, mydlany smak i pozostawia taki sam posmak, nawet po dokładnym jej wypłukaniu. Rozczarowuje trochę obecność SLeS w składzie, spodziewałam się, że taki produkt będzie go pozbawiony. Niemniej jest to ciekawy produkt.

Czy kupię ponownie? 
MOŻE

Ocena ogólna:

Przypominam Wam o Wiosennym Rozdaniu z Balea,
do którego możecie się zgłaszać jeszcze do wtorku TUTAJ.



Zachęcam Was również do zapoznania się z moimi aukcjami na allegro, wśród których m.in. palety cieni i pędzle. Aukcje znajdziecie TUTAJ.


Pozdrawiam,


Bardzo dziękuję sklepowi eko-pasaż Helfy w Katowicach za możliwość przetestowania produktu.
Opinia jest subiektywna, a fakt otrzymania produktu nieodpłatnie nie miał na nią wpływu.

poniedziałek, 13 marca 2017

Recenzja - Eveline Volume Celebrities, tusz do rzęs

Maskara do rzęs to chyba najczęściej przeze mnie używany produkt. Ponieważ moje osobiste rzęsy nie grzeszą specjalnie "jakością", są nie tylko jasne i rzadkie, ale do tego jeszcze krótkie, poszukuję tuszu, dzięki któremu będą widoczne na co dzień. Pomimo zrobienia kursu przedłużania rzęs metodą 1:1 sama jakoś nigdy się na przedłużenie nie zdecydowałam, tym bardziej dobry tusz jest przeze mnie kosmetykiem pożądanym. Mam kilka ulubionych tuszy (m.in. Oriflame WonderLash Mascara czy Eveline Volumix Fiberlast) nie mogę jednak się oprzeć gdy któraś z blogowych koleżanek (tym razem Alicja) pisze o świetnym tuszu. Po takiej właśnie rekomendacji tusz, o którym napiszę dzisiaj, trafił w moje ręce, a mowa o...

EVELINE COSMETICS
Volume Celebrities Mascara
Deep Black


Cena regularna: 18,59 pln (sklep eveline)
Pojemność: 8 ml
Dostępność: drogerie stacjonarne (np. Rosmann) i internetowe, osobiście kupiłam na allegro


Tusz zapakowany w tubkę typową dla tuszu, w kolorze złotym, w lekko odmiennym niż inne tusze marki, taliowanym kształcie. Szczoteczka, również taliowana, z dość gęsto umieszczonymi, silikonowymi ząbkami. Zapach typowy dla tuszu, podobnie jak wydajność.

Obietnice producenta a rzeczywistość... 
Maskara Volume Celebrity to pierwszy kosmetyk*, który łączy w sobie właściwości tuszu do rzęs i serum odbudowującego, pozwala na perfekcyjne połączenie ekstremalnej długości, niezwykłej objętości i gęstości rzęs. Wyjątkowo perfekcyjnie wyprofilowana szczoteczka precyzyjnie rozdziela i unosi rzęsy od nasady aż po same końce, oraz zapobiega powstaniu grudek. Efekt widoczny jest już po pierwszej aplikacji, a każda następna spotęguje moc pogrubienia i maksymalnego wydłużenia do granic możliwości!

Kosmetyk zawiera specjalnie wyselekcjonowane składniki pielęgnacyjne:
- Mineralne pigmenty i naturalny Wosk Carnauba – pobudzają rzęsy do wzrostu, zapobiegają wypadaniu i łamaniu się.
- D-panthenol – odbudowuje strukturę włosa, widocznie zagęszczając i pogrubiając rzęsy.
- najcenniejsze składniki z olejku Jojoba, bogatego w witaminy A, F i E - dogłębnie nawilżają, uelastyczniają i wzmacniają rzęsy.

Regularne używanie wyjątkowego tuszu Volume Celebrity doda Twoim rzęsom witalności i elastyczności!

Już po miesiącu stosowania:
- Twoje rzęsy są gęstsze i mocniejsze do 90%
- Twoje rzęsy są dłuższe i grubsze do 67%

Efekty:
- Pogrubienie x 10 i podkręcenie rzęs o 45'
- Perfekcyjne rozdzielenie i zero grudek
- Piękne i przykuwające uwagę spojrzenie
- Skuteczna pielęgnacja dzięki naturalnym składnikom
- Naturalny wzrost i odporność rzęs
Witalność i elastyczność na całej długości od nasady aż po same końce.

Zwykłe zdawałoby się opakowanie tuszu mieści w sobie niezwykłą zawartość, a właściwie niezwykłą szczoteczkę. Maskara przepięknie podkreśla moje liche, co tu dużo mówić, rzęsy. Przepięknie je wydłuża, pogrubia i dokładnie rozczesuje. Po zaaplikowaniu dwóch warstw tuszu moje rzęsy wyglądają niemal jak z doklejonymi sztucznymi kępkami, są gęste, doskonale rozczesane, długie, w przepięknym, czarnym kolorze. Maskara nie jest wodoodporna, ale zazwyczaj nie jest mi to potrzebne. Wytrzymuje w niezmienionym stanie od wczesnego poranka do późnego wieczoru, nie rozmazuje się, nie osypuje, od pierwszego dnia robi z moich rzęs niemalże firanki. Przy tym nie sprawia problemów podczas wieczornego demakijażu płynem micelarnym. Producent zapewnia, że tusz jest połączeniem tuszu z serum, tego niestety nie jestem w stanie zweryfikować, na pewno nie zaszkodził moim rzęsom. Jestem zachwycona tym tuszem i myślę, że długo nie znajdę nic lepszego.

Prawe oko - 1 warstwa tuszu, lewe oko - bez tuszu

Prawe oko - 2 warstwy tuszu, lewe oko - 1 warstwa tuszu

2 warstwy tuszu

Tusz za niecałe 20 złotych okazał się niemal idealnym. Przepięknie podkreśla moje rzęsy, doskonale je rozczesuje, zgadzam się w pełni z zapewnieniami o tym, że wydłuża i pogrubia moje rzęsy robiąc z nich wachlarz, choć trudno mi zweryfikować, czy jest to efekt trwały (za sprawą serum). Utrzymuje się cały dzień w przepięknym, głębokim, czarnym kolorze. Do tego niewiele kosztuje. Polecam każdej z Was z czystym jak łza sumieniem.

EDIT: jedyną wadą jest niestety dość szybkie wysychanie, tusz po miesiącu jest już dość suchy, a efekt gorszy niż gdy tusz był świeży. Ale wciąż nie osypuje się, nie odbija i ładnie wygląda na rzęsach nie sklejając ich.
Wybaczcie jakość środkowego zdjęcie, nie wiem czemu nie chciała mi się włączyć lampa błyskowa.


Czy kupię ponownie? 
TAK

Ocena ogólna:

Pozdrawiam,