Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oriflame. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oriflame. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 czerwca 2016

Pięciu wspaniałych, czyli ulubieńcy miesiąca - Maj 2016


Ależ ten czas leci. Nie zdążyłam się obejrzeć, a już mamy czerwiec. A skoro mamy czerwiec zapraszam Was na tradycyjnych już ulubieńców minionego miesiąca :)


CERA+ Solututions, krem z wysoką ochroną przeciwsłoneczną SPF 50
W maju słoneczko dawało nam popalić, ale ja i tak przez cały rok używam kremu z fitlrem. Po nieudanej przygodzie z Ziają (KLIK) w ruch poszedł krem marki CERA+, który już od dłuższego czasu czekał na swoją kolej w kosmetycznej szufladzie z zapasami. Z firmą nie miałam wcześniej styczności, choć jej kosmetyki widywałam na Waszych blogach.
Filtr dobrze się rozprowadza, zostawia delikatny, satynowy film, ale po przypudrowaniu nie jest on wyczuwalny. Dość szybko się wchłania choć potrafi spływać ze skóry gdy się spocimy. Bardzo delikatnie bieli i ma bardzo przyjemny, kremowy zapach. Mnie kojarzy się z wakacjami. Ogólnie jestem z niego zadowolona, choć gdy zużyję, z pewnością wypróbuję inne produkty.
Pojemność: 50 ml
Cena:  ok. 20 pln



VIANEK, nawilżający krem do twarzy na dzień
Vianek to marka córka znanej Wam pewnie polskiej marki kosmetyków naturalnych Sylveco.
Gdy tylko produkty pojawiły się na naszym rynku musiałam koniecznie je przetestować, wybór padł m.in. na krem, choć z dużą dozą ostrożności. Kremy Sylveco kompletnie się u mnie nie sprawdziły, na szczęście tym razem jest zupełnie inaczej. Krem jest dość delikatny, ma przyjemny zapach, dobrze i szybko się wchłania pozostawiając skórę przyjemnie gładką i satynową w dotyku. W tym miesiącu używałam go najczęściej i z pewnością możecie się spodziewać jakiejś szerszej recenzji.
Pojemność: 50 ml
Cena: 27,99 pln


Oriflame, Skin Dream BB Cream SPF 30
Jak zapewne wiecie uwielbiam wszelkie pseudo BB kremy. A że wiosna rozpieszcza nas piękną, letnią pogodą, odstawiłam cięższe podkłady na rzecz lekkich kremów tonujących. Ten kupiłam dawno temu w jednym z katalogów Oriflame, a podczas ostatnich porządków odnalazłam go w kosmetycznych zapasach i zaczęłam używać jako, że jego termin przydatności dobiega powoli końca.
Krem ma bardzo ładny, jasny kolor, dobrze stapia się z cerą wyrównując koloryt, ale nie dając jakiegoś wielkiego krycia. Ponadto dobrze nawilża, utrzymuje się na skórze cały dzień choć delikatnie się ściera, nie oksyduje, dobrze zmywa ze skóry podczas wieczornego demakijażu. Bardzo się polubiliśmy, choć z uwagi na inne ulubione produkty w tej kategorii raczej ponownie się na niego nie skuszę. Jest to jednak bardzo porządny produkt w swojej kategorii (kremy tonujące).
Niestety nie widzę go w ofercie marki.


Oceanic, Long4Lashes, odżywka do brwi
Moje brwi zawsze były jasne i rzadkie, podobnie jak pozostałe owłosienie na moim ciele. O ile w przypadku nóg czy pach nie ubolewam nad tym faktem, o tyle brwi to zupełnie inna bajka. Odpowiednio dobrany kształt i dobrze wykonana henna dodają twarzy oprawy i charakteru. Ja niestety muszę się od wczesnej młodości wspierać kredkami, cieniami, pomadami czy farbkami do brwi, bo natura niestety była bardzo skąpa. Gdy zobaczyłam w Rossmanie tę odżywkę, musiałam, pomimo nie małej ceny, ją wypróbować.
Choć efekt jak na razie nie jest spektakularny, odżywka już wyraźnie zagęściła moje brwi, lekko je przyciemniła, włosków jest zdecydowanie więcej. Moje opakowanie już się skończyło, ale będąc w środę w Rossmannie zaopatrzyłam się w kolejne opakowanie. Kto wie, może doczekam się brwi a'la Breżniew ;)
Pojemność: 3 ml
Cena: 79,99 pln


Bourjois Rouge Edition Velvet, 10 Don't pink of it
Matowe pomadki Bourjois podbiły blogerski świat, chyba nie ma blogerki/vlogerki, która by o nich nie słyszała. Ja również skusiłam się na kilka kolorów, przede wszystkim nudziakowych róży, bo w nich czuję się na co dzień najlepiej. Pomadka ma przepiękne, satynowe wykończenie, dzięki aplikatorowi pozwala na jej równomierną aplikację na ustach, kolor jest w pełni kryjący i utrzymuje się na ustach calutki dzień, nawet z jedzeniem i piciem, choć należy uważać z potrawami czy napojami tłustymi, tego niestety nie przetrwa. Bez problemu można ją zmyć płynem micelarnym czy mleczkiem.
Wady? Nieprzyjemny zapach i dość wysoka cena, ale za taką jakość można zaszaleć ;)
Pojemność: 7,7 ml
Cena: od 30 do 45 pln (w zależności od drogerii)


Znacie któregoś z moich ulubieńców?

Pozdrawiam,

czwartek, 29 października 2015

Recenzja - Oriflame Aqua Refresh, maseczka do twarzy

Pamiętacie jeszcze Malinę i jej październikowe akcje maseczkowe? Był to na mnie jedyny sposób, abym zmobilizowała się i regularnie aplikowała na skórę maseczki. Szewc bez butów chodzi. Jednak staram się raz na jakiś czas zaaplikować coś na skórę twarzy, bo, zwłaszcza jesienią i zimą, ma ona tendencje do przesuszania.

Marka Oriflame znana jest pewnie wszystkim. I jak każda marka ma lepsze i słabsze produkty, w szczególności uwielbiam ich tusz do rzęs Wonderlash Mascara, mają też w swojej ofercie ciekawe zapachy. Pielęgnacja jednak to już zupełnie inna bajka. Maskę, o której dzisiaj napiszę, dostałam, sama bym się pewnie na nią nie skusiła. A czy spełniła moje oczekiwania i, przede wszystkim, swoje zadanie? Przekonajmy się.

Oriflame
Aqua Refresh
Maska do twarzy


Skład: I tu już pierwsze rozczarowanie. Na pierwszym miejscu woda, następnie silikon. Przypomnę, maska jest podobno nawilżająca... Hmm... Później substancja nawilżająca, na kolejnym miejscu gliceryna. W składzie znajdziemy niestety parabeny, pochodną formaldehydu, dość wysoko substancje zapachowe, na szarym końcu wyciąg z alg i dwa barwniki.

Aqua - woda, rozpuszczalnik 
Dimethicone - silikon, polimer siloksanowy, emolient suchy, tworzy film na powierzchni skóry, poprawia właściwości sensoryczne kosmetyku, substancja przeciwpienna 
Butylene Glycol - hydrofilowa substancja nawilżająca, humekant, promotor przenikania 
Glycerin - gluceryna, hydrofilowa substancja nawilżająca, humekant 
Betaine - hydrofilowy związek nawilżający, substancja antystatyczna, humekant 
Trehalose - humekant, substancja nawilżająca 
PEG-60 Hydrogenated Castor Oil - emulgator, substancja powierzchniowo czynna 
Ammonium Acryloyldimethyltaurate/Beheneth-25 Methacrylate Crosspolymer - stabilizator emulsji 
Phenoxyethanol - substancja konserwująca 
Imidazolidinyl Urea -substancja konserwująca, pochodna forlamdehydu 
Parfum -substancje zapachowe 
Methylparaben - substancja konserwująca 
Propylparaben - substancja konserwująca 
T-Butyl Alcohol - alkohol, rozpuszczalnik 
Sodium Hyaluronate - hialuronian sodu, kondycjoner, humekant, substancja filmotwórcza 
Ethylparaben - substancja konserwująca 
Citric Acid - kwas cytrynowy, sekwestrant, regulator pH 
Furcellaria Lumbricalis Extract - ekstrakt z czerwonych alg, kondycjoner, działa nawilżająco i wygładzająco na skórę 
CI 42090 - barwnik syntetyczny, błękit brylantowy, substancja uważana za niebezbieczną 
CI 19140 - barwnik syntetyczny, żółcień spożywcza 
Źródło: Kosmopedia.org, CosIng

Cena regularna: 29,90 zł [cena promocyjna: 17,90 zł] 
Pojemność: 75 ml
Dostępność: konsultantki Oriflame, sklep on-line

Maseczka zapakowana jest w tubę z miękkiego plastiku w bardzo przyjemnym dla oka, zielonkawo-niebieskim kolorze, mającym zapewne kojarzyc się z kolorem wody. Zamykana na klasyczny, zakręcany korek. Graficznie wygląda ładnie i schludnie. Maska ma gładką, żelową, nieprzezroczystą konsystencję w kolorze bladozielonkawym, bardzo podobnym do ocienia tubki. Ponieważ nie potrzeba jej wiele, wydajność oceniam jako dobrą.

Obietnice producenta a rzeczywistość...
Na opakowaniu poza sposobem aplikacji nie znajdziemy niestety niemal żadnej informacji o tym,co maska powinna robić. Na stronie jest już lepiej, choć opis występuje jedynie w języku angielskim.
"Najwyższa uczta dla wysuszonej latem skóry, maska błyskawicznie odświeżająca i nawilżająca, rewitalizuje skórę i redukuje zmarszczki powstałe w wyniku odwodnienia. Wzbogacona kompleksem hydra balance i ekstraktem z czerwonych alg zwiększa nawilżenie skóry, aby była gładsza i bardziej promienna"*.
Nie wiem, który magiczny składnik miałby tak na skórę działać...
Po użyciu maski skóra jest przyjemnie gładka i miękka, nie jest to jednak zasługa wyjątkowego nawilżenia, ale silikonu na drugim miejscu składu.
Algi tuż przed substancjami barwiącymi mają, moim zdaniem, jedynie być w składzie, bo w takiej ilości nie mają na skórę absolutnie żadnego działania.
Parabeny, alkohol i pochodna formaldehydu to kolejny powód, aby tej maski nie używać.
W końcu nie sposób nie wspomnieć o zapachu, który choć jest przyjemny, mnie kojarzy się z połączeniem mydła z ogórkiem [?], jest jednak tak intensywny, że podrażniona peelingiem skóra reaguje na ten intensywny zapach szczypaniem i zaczerwienieniem, które na szczęście dość szybko po zmyciu maski znikało.
Nie zauważyłam również, aby maska zmniejszała choćby odrobinę moje mimiczne zmarszczki.
Maseczka dobrze się aplikuje i nieźle zmywa ze skóry, nie zastyga na niej na skorupę, jednak wymaga użycia np. gąbeczki, bo wilgotne dłonie po prostu się po masce ślizgają.


Podsumowując, maska nie robi, moim zdaniem, kompletnie nic. Za sprawą silikonu wygładza skórę, nie nawilża jej jednak dostatecznie, a do tego intensywny zapach powoduje podrażnienie.
Choć nie jestem fanką kosmetyków z katalogów, maseczki największej konkurencji marki Oriflame, a więc Avon, sprawdzają się dużo lepiej, a można je kupić już za niespełna 10 zł (w cenach promocyjnych).
Mówiąc krótko maski nie polecam. Marny skład, wysoka cena i kiepskie działanie - tak mogę podsumować ten kosmetyk.


Czy kupię ponownie?
Z całą pewnością NIE

Ocena ogólna:
 -------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Bardzo dziękuję producentowi marki Oriflame za możliwość przetestowania produktu.
Opinia jest subiektywna, a fakt otrzymania produktu nieodpłatnie nie miał na nią wpływu. 

Pozdrawiam,

* Tłumaczenie własne

wtorek, 14 lipca 2015

Manicure w krótkich recenzjach

Jak chyba każda kobieta lubię mieć pomalowane paznokcie. I choć jak już zapewne wiecie przerzucam się ostatnio na hybrydy, czasem zdarza mi się pomalować paznokcie klasycznymi lakierami. I dzisiaj właśnie będzie o takim tradycyjnym manicure z wykorzystaniem kilku produktów, o których przy okazji napiszę Wam w kilku słowach.


Manicure zaczynam od skrócenia paznokci pilnikiem papierowym i nadania im ulubionego kształtu.
Następnie na skórki wokół paznokci aplikuję albo żel do skórek (jeśli są w bardzo kiepskim stanie), obecnie jest to Eveline żel do skórek, albo preparat do pielęgnacji skórek, obecnie to BioGena wzmacniające serum do pielęgnacji skórek i paznokci.


Jeśli chodzi o żel do usuwania skórek Eveline, nie jest on zły. Zmiękcza skórki i pozwala na ich bezproblemowe odsunięcie z płytki, jednak przy bardziej problematycznych czy narośniętych skórkach może sobie z nimi nie poradzić, bo ich nie rozpuszcza (w odróżnieniu do mojego ulubieńca z Sally Hansen, który radzi sobie ze wszystkim).
Raczej nie kupię ponownie.


Jeśli chodzi natomiast o BioGena, wzmacniające serum do pielęgnacji skórek i paznokci, jest to świetny preparat. Przepięknie zmiękcza skórki, delikatnie je natłuszcza, ma wygodną formę pędzelka, dzięki czemu pozwala na bardzo precyzyjną aplikację. Już po krótkiej chwili od nałożenia można bez problemu odsunąć skórki z płytki i wyglądają one po tym zabiegu na prawdę dobrze. Często zdarza mi się aplikować go na skórki codziennie, a po chwili odsuwać gumowanym kopytkiem, dzięki czemu wreszcie wyglądają one elegancko i znacząco skracają czas manicure.
Zapewne kupię ponownie.



Po odtłuszczeniu płytki aplikuję na paznokcie bazę pod lakier, obecnie jest to Laura Conti Maximum Calcium. Preparat jest nazywany odżywką. Znalazłam na jej temat pewną recenzję mówiącoą o tym, że niszczy paznokcie. Ja nie używam jej jako odżywki, tylko typową bazę pod lakier, a, że nie maluję paznokci bardzo często, mnie krzywdy nie wyrządziła. Produkt jest bardzo gęsty, nie da się go zaaplikować cienką warstwą. Bardzo ładnie wyrównuje płytkę, nie barwi jej, natomiast nałożony pod lakier kolorowy sprawia, że paznokcie wyglądają jak żele/hybrydy. Jest wydajna i szybko wysycha. Idealnie się sprawdza jako baza pod lakiery kolorowe.
Być może kupię ponownie.


Kolejnym krokiem jest aplikacja lakieru kolorowego. Tym razem zdecydowałam się na dwa odcienie z gamy Oriflame The One.


Purple to piękny, głęboki fiolet. Bardzo ładnie prezentuje się na paznokciach, dzięki szerszemu, zaokrąglonemu na brzegach pędzelkowi, bardzo dobrze się aplikuje. Do pełnego krycia nie wystarczą niestety dwie warstwy, nawet wtedy widoczne były delikatne prześwity, a lakier niestety dość mocno smuży. Zmywał się średnio, nie odbarwił płytki.


Lime to odcień jasnej żółci, mnie przypomina kolorem kogel mogel. Lakier jest bardziej gęsty niż fioletowy brat i mocniej kryjący, niestety przez swoją gęstość bardziej też smuży. Do pełnego krycia wystarczają w zupełności dwie warstwy. Również zmywa się średnio, nie odbarwia płytki. Pędzelek identyczny jak w wersji fioletowej.


Lakiery mają bardzo dobrą trwałość, choć delikatnie starte końce pojawiają się już trzeciego dnia, sam lakier zaczął odpryskiwać dopiero po niemal tygodniu.
Lakierów z uwagi na trudna aplikację, nie kupię ponownie, nie ciekawią mnie również inne kolory z tej serii.


Po aplikacji lakierów kolorowych, zabezpieczam paznokcie lakierem nawierzchniowym, obecnie jest to top coat marki Indigo Nails, o którym mogliście już przeczytać na moim blogu TUTAJ.
Jeśli byłby dostępny, na pewno kupiłabym go ponownie.


Na zakończenie zabiegu na skórki wokół paznokci aplikuję oliwkę pielęgnujacą, obecnie jest to KillyS odżywcza oliwka do skórek i paznokci. Skład oczywiście oparty na parafinie, produkt ma miękki i dość cienki pędzelek co znacząco ułatwia aplikację na skórki. Preparat zadzwiająco szybko się wchłania, a skórki po jego zastosowaniu wyglądają na dobrze nawilżone i zadbane. Regularna aplikacja pozawala poprawić ich stan, niestety wymaga aplikacji nawet 4-5 razy dziennie, ponadto może to być jedynie pozorne. Oliwka jest wydajna i ma bardzo przyjemny, owocowy zapach, niestety efekty jej działania nie są zachwycające.
Nie kupię ponownie.


Na sam koniec na dłonie aplikuję krem do rąk.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Bardzo dziękuję producentom marek: Eveline, BioGena, Laura Conti, Oriflame
i KillyS za możliwość przetestowania produktów.
Opinia o produktach jest subiektywna, a fakt otrzymania produktów nieodpłatnie
nie miał na nią wpływu.

Pozdrawiam,

czwartek, 27 lutego 2014

Denko - jesień/zima 2013/2014

Po kolejnej długawej przerwie zapraszam Was dzisiaj na okrojone Denko.

Jak już zapewne wiecie zużywanie kosmetyków idzie mi w strasznie ślimaczym tempie, ale chyba odkryłam przyczynę. Nie mam jednego miejsca w którym zbieram zużyte opakowania (to błąd), a dwie lub nawet trzy takie torby. No i właśnie okazuje się, że dwie z nich zniknęły, zapewne zostały wyrzucone przez przypadek. Zostały mi opakowania po mydłach, pastach do zębów i innych drobiazgach, a reszty - nie ma. Ale nic to, następnym razem bardziej się postaram.
No to do dzieła.



Mitia - Kremowe Mydło Sensual Fresh
Fajne mydło w płynie, dobrze myło, świetnie się pieniło, nie pozostawiało na skórze filmu i nie przesuszało skóry, do tego bardzo przyjemny, świeży zapach. Szczegółową recenzję możecie przeczytać TUTAJ.


Mitia - Kremowe Mydło Apple & Aloe
Praktycznie identyczne jak jego fioletowy brat, pięknie pachnące zielonym jabłkiem, miałam jednak wrażenie, że przesuszało mi skórę. Raczej nie wrócę do niego.

Linda - kremowe mydło w płynie z mleczkiem oliwkowym
To mydło ogólnodostępne w każdej Bedronce. Dobrze myło, dobrze się pieniło, nie pozostawiało na skórze filmu, nie przesuszało skóry, pięknie pachniało, a do tego było tanie i wydajne. Całkiem przyjemne mydło. Zapewne jeszcze je kupię, choć może inny zapach :)


Bielenda Awokado - łagodny, 2-fazowy płyn do demakijażu oczu
Kupiłam dwie butelki, zachęcona pozytywnymi recenzjami w Internetach. Niestety u mnie się nie sprawdził, bardzo podrażniał mi oczy i pozostawiał tłustą warstwę, ale dobrze zmywał makijaż. Więcej nie kupię, a pełną recenzję możecie przeczytać TUTAJ.

Biochemia Urody - hydrolat z czarnej pożeczki EKO
Używałam jako toniku, po demakijażu i rano do przemywania skóry przed makijażem. Miał podobno łagodzić zaczerwienienia i działać pozytywnie na skórę naczynkową, nie zauważyłam takiego działania. Na pewno zaletą jest naturalny skład. Być może kupię ponownie.


Selsun Blue - szampon przeciwłupieżowy do włosów normalnych
Jeden z najlepszych szamponów przeciwłupieżowych z jakimi miałam do czynienia. Usunął łupież już po pierwszym użyciu. Nie jest ani, ale też nie wymaga używania codziennie, więc jest dość wydajny. Wadą jest również niezbyt przyjemny zapach, ale działanie - rewelacja. Teraz kupiłam mojemu P. drugą butelkę i ten już nie jest aż tak skuteczny. Być może kupię ponownie, a pełną recenzję znajdziecie TUTAJ.

Laboratorium Pilomax - regeneracja, maska do włosów farbowanych jasnych
Jedna z moich ukochanych maseczek do włosów. Pięknie wygładza, nawilża i ujarzmia włosy, sprawia, że są pięknie błyszczące i nie puszą się, nawet przy dużej wilgoci. Niestety jest dość droga.
Mam jeszcze jedną lub dwie w zapasie, a do większej recenzji odsyłam Was TUTAJ.

Rival de Loop - pianka oczyszczająca z wyciągiem z ginkgo i ogórka
Totalna porażka. Nic nie zmywałam potwornie wysuszała skórę. Strasznie się umęczyłam by ją zużyć.
Z całą pewnością nie kupię jej więcej, a do recenzji odsyłam Was TUTAJ.


Ziaja de-makijaż - dwufazowy płyn do demakijażu oczu
Całkiem niezły płyn, dobrze zmywał, nie podrażniał oczu, a tłusta warstwa jaką pozostawia jest na tyle delikatna, że bardzo nie przeszkadza. Ze względu jednak na obecność błękitu brylantowego w składzie, na pewno nie kupię ponownie, a recenzję możecie przeczytać TUTAJ.

Miraculum Ultra Slim - peeling myjąco-wygładzający
Całkiem nieżly peeling myjący, raczej d częstego stosowania. Ścierał bardzo delikatnie, ale po siłowni wystarczająco, ładnie pachniał i odświeżał skórę. Być może kupię ponownie, a do pełniejszej recenzji odsyłam Was TUTAJ.

Gillette for Women - Satin Care - żel do golenia o zapachu wanilii
Pianka jak pianka, nic szczególnego, robiła co miała robić, ładnie pachniała (choć wanilii tam nie wyczułam). Raczej nie kupię ponownie, bo jest to produkt dość drogi, a działa jak wiele innych, dużo tańszych produktów.

Ziaja Ulga - krem ochronny na dzień wzmacniający naczynka krwionośne
Bardzo przyjemny krem, dobrze nawilżał, nie podrażniał, szybko się wchłaniał, nie zauważyłam jednak aby wzmacniał naczynia krwionośne. Raczej nie kupię ponownie, a recenzję możecie przeczytać TUTAJ.

BeBeuty - micelarny żel do mycia i demakijażu
Hit blogosfery u mnie sprawdził się średnio. Nieźle oczyszczał skórę, ale pozostawiał ją straszliwie ściągniętą. Doskonale się sprawdził do mycia pędzli :) Pewnie kupię ponownie, a do recenzji odsyłam Was TUTAJ.


Oriflame - Optifresh Herbal - Ziołowa pasta wybielająca do zębów
Miała dziwny, miętowy smak, dobrze się pieniła, ładnie myła zęby, nie zauważyłam, żeby wybielała. Być może kupię ponownie.

Oriflame - Optifresh - Cool peppermint - wybielająca pasta do zębów
Bardzo polubiłam pasty do zębów tej marki, kupuję je zawsze gdy są w promocji. Ta akurat była mocno miętowa, trochę za mocna jak dla mnie, wolę wersję łagodniejszą. Wydajność standardowa, ładnie myje, dobrze się pieni. Na pewno kupię ponownie, choć może nie tę wersję.

Elmex - pasta do zębów
Używa jej mój P., dla mnie ma zdecydowanie za ostry smak. P. ją lubi, więc zapewne kupimy ponownie.

Lacalut aktiv - pasta do zębów
Ma za zadanie chronić przed krwawieniem dziąseł. To również pasta mojego P., podobno działa, więc zapewne kupimy ponownie.


Oriflame - Wonder lash mascara
Moja ulubiona obecnie maskara, ma głęboki czarny kolor, przepięknie wydłuża i cudownie rozczesuje rzęsy. Zapewne skuszę się na jej pełną recenzję (jak już stanę na nogi i będę mogła zrobić zdjęcia) i na pewno kupię (a nawet już kupiłam) ponownie. Wprawdzie w cenie regularnej jest dość droga, ale często dostępna jest w promocji za ok. 20 zł. Polecam

Rimmel Stay Matte - puder w kamieniu, Transparent
Jeden z moich ulubionych pudrów matujących. Daje przepiękny efekt satyny na skórze, długo się utrzymuje, jest wydajny. Mam już kolejne opakowanie. Polecam.

Oriflame - Giordani Gold - podkład adaptacyjny, light ivory
Bardzo lubię ten lekki podkład, ma bardzo delikatne krycie, doskonale stapia się ze skórą, wyrównuje jej koloryt, pięknie nawilża, ma śliczne opakowanie :). Jest dość drogi, ale w promocji ma całkiem rozsądną cenę :) Być może kupię ponownie.


Carea - płatki kosmetyczne, wersja fioletowa
Moje ukochane płatki kosmetyczne, dostępne w Biedronce. Nie rozwarstwiają się, są delikatne dla skóry. Nie nadaj się do używania ze zmywaczem Isana z Rossmana, bo pozostawiają na paznokciach biały osad, ale do demakijażu są idealne. Na pewno będę kupować ponownie.

Cleanic - chusteczki do higieny intymnej z nagietkiem
Dobrze nawilżone, ładnie pachnące, dobrze odświeżają, w małym, poręcznym opakowaniu, idealne do torebki przed wizytą u lekarza, gdy idziemy zaraz po pracy. Nie podrażniały, były delikatne dla skóry.
Obecnie mam chusteczki Intimea, ale pewnie jeszcze kiedyś je kupię. Te akurat były kiedyś w Biedronce :)

I to by było na tyle. Wiem, że jak na kilka miesięcy to niewiele, teraz muszę bardziej pilnować moich opakowań ;) Poza tym mam teraz mnóstwo jednocześnie otwartych produktów, więc pewnie następne zużycia będą bardziej imponujące :)

Pozdrawiam,