Obserwatorzy

piątek, 25 stycznia 2013

(prawie) Wszystko o hennie + Recenzja


Bo skoro można zrobić coś samemu, to po co przepłacać u kosmetyczki?
Zrobienie henny brwi u kosmetyczki wraz z regulacją to wydatek od 15 do ok. 30 złotych w zależności od miejscowości i salonu kosmetycznego. Opakowanie henny kosztuje do 10 złotych a wystarczy nam na co najmniej 10 zabiegów, więc po co płacić za coś, co nie jest na tyle skomplikowane abyśmy nie mogły zrobić tego same?


Henna była używana od niepamiętnych czasów w cywilizacjach wschodnich, obecnie jest to bardzo modny i popularny sposób przyciemniania naturalnego koloru oprawy oczu. Pokrywa ona włosy twardniejącą warstwą ochronną, dzięki czemu zapewnia im trwałość i pogrubia je, uzupełniając wszystkie pęknięcia oraz sprawiając, że włosy nabierają pięknego połysku.
Substancją barwiącą henny jest lawson - związek bardzo łatwo utleniający się w powietrzu, tworząc ciemne barwniki o różnym odcieniu. Barwnik ten jest nieszkodliwy dla włosów i skóry, obecnie coraz częściej naturalny barwnik zastępowany jest syntetycznymi substancjami utleniającymi się w powietrzu lub w kontakcie z wodą utlenioną.

Henna jest pojęciem umownym, gdyż na prawdę henna jest barwnikiem naturalnym barwiącym włosy na rudo. Pozostałe barwniki stosowane w gabinetach kosmetycznych służące do barwienia brwi i rzęs to basma - odpowiedzialna za barwienie na czarno, jak również syntetyczne farby w postaci kremów i proszków.
Te w proszku występują w dwóch kolorach, wśród barwników dostępnych w formie kremowej (lub żelowej) wybór kolorów jest znacznie bardziej zróżnicowany, co daje większą swobodę.
Zarówno hennę w proszku jak i preparaty w żelu czy kremie rozprowadzamy z 3% wodą utlenioną do uzyskania kremowej konsystencji. Konsystencja preparatu nie może być za gęsta, bo nakładanie będzie bardzo trudne, nie może też być zbyt rzadka, aby barwnik nie spływał z włosków na skórę.
Do barwienia brwi konsystencja powinna być nieco rzadsza niż do rzęs, jeśli robimy zabieg drugiej osobie barwienie zaczynamy od lewego oka, w takiej kolejności również zmywamy farbę.
Henny proszkowe farbują zdecydowanie mocniej niż te w kremie czy żelu, a efekt jest bardziej długotrwały. Jeśli jednak nie lubimy mieć mocno zafarbowanej skóry, wybierzmy hennę w formie żelowej lub kremowej.

Przeciwwskazaniami do wykonania henny brwi i rzęs są:
- stany zapalne i alergiczne skóry, choroby zakaźne
- niektóre dermatozy
- jakiekolwiek uszkodzenia lub otarcia naskórka w okolicy brwi
- świeżo wydepilowane brwi

a w przypadku henny rzęs dodatkowo:
- choroby i uszkodzenia oka (jęczmień, zapalenie spojówek, zaczerwienienia)
- soczewki kontaktowe.

Przed wykonaniem koloryzacji bezwzględnie należy wykonać próbę uczuleniową, aby uniknąć przykrych niespodzianek w postaci wysypek czy innych reakcji alergicznych.
Do testu płatkowego bierzemy małą ilość farby i mieszamy ją z wodą utlenioną. Kroplę mieszanki nakładamy na skórę na plecach lub ramieniu, a następnie zaklejamy plastrem. Odczyt następuje po 24-48 godzinach.

Podczas wykonywania henny, zwłaszcza na początku, gdy nie mamy jeszcze wprawy, dobrze jest zabezpieczyć skórę wokół brwi wazeliną, aby zapobiec odbarwieniu skóry. Można też nałożyć wazelinę na całą powierzchnię farbowanej skóry brwi, wtedy farba chwyci tylko na włoskach, a efekt będzie bardziej naturalny i subtelny.
Przy farbowaniu rzęs, pod oczy należy położyć specjalne ochronne płatki, a powieki zabezpieczyć wazeliną.
Samodzielne wykonanie henny rzęs może być jednak dość trudne i kłopotliwe, lepiej poprosić o to drugą osobę. Należy też bardzo uważać, aby farba nie dostała się do oczu, gdyż henna może bardzo silnie podrażniać.

Podczas barwienia brwi, ruch powinien być płynny, najgrubsza brew powinna być przy nosie, następnie rysujemy kreskę do jej najwyższego punktu i coraz cieńszą aż do końca brwi. Kształt brwi powinien być dopasowany zarówno do twarzy i oczu klientki jak i jej osobistych preferencji.
Hennę na rzęsach trzymamy do 10 minut, na brwiach - w zależności od grubości i rodzaju włosa a także życzenia klientki na temat intensywności barwy.
Hennę zaczynamy od nakłądania na rzęsy, najpierw lewe oko, potem prawe, następnie nakładamy farbę na brwi. Zmywanie rozpoczynamy od brwi - najpierw lewej, potem prawej, za pomocą zwilżonych płatków kosmetycznych. Aby usunąć nadmiar farby ze skóry możemy użyć zmoczonych wacików z dodatkiem mydła. Na końcu zmywamy preparat z rzęs, przy użyciu nerki i mocno zwilżonych tamponów z waty, do czasu aż wacik będzie czysty. Następnie rzęsy osuszamy i odchylając dolną powiekę, przy pomocy patyczka kosmetycznego usuwamy ewentualne pozostałości preparatu z worka spojówkowego, zasze w kierunku od zewnętrznego do wewnętrznego kącika oka.

Źródło: Joanna Dylewska-Grzelakowska, Kosmetyka stosowana

Moją ulubioną henną jest henna w kremie marki Delia Cosmetics w kolorze grafitowym.


Opis produktu (wizaż.pl):
Henna w kremie pozwala na szybką i wygodną koloryzację brwi i rzęs. Kremowa konsystencja i specjalny aplikator umożliwiają precyzyjne nałożenie preparatu. Dostępna w trzech wariantach kolorystycznych: czarna, brązowa, grafitowa. Bardzo wydajna (wystarcza na co najmniej 10-cio krotne zastosowanie).

Opakowanie zawiera:
Tubkę z kremem - poj.15 ml
Buteleczkę z aktywatorem - poj.15 ml
Szpatułkę do przygotowania i nałożenia kremu

Składniki:  
Krem: Aqua, Cetearyl Alcohol, PEG-100 Stearate, Glyceryl Stearate, Toluene-2,5-Diamine Sulfate, Aminomethyl Propanol, Coco Glucoside, Stearic Acid, Dibutyl Adipate, Panthenol, Disodium EDTA, Sodium Erythorbate, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, Butylparaben, Isobutylparaben, CI 77266, BHT.
Aktywator: Aqua, Hydrogen Proxide, Disodium EDTA, Citric Acid.

Cena/Pojemność: 7,50 zł/opakowanie (wystarcza na ok. 10-12 aplikacji)

Moja opinia.
Opakowanie: kompletny zestaw do wykonania henny otrzymujemy w kartonowym pudełku. Znajdziemy w nim metalową tubkę z kremem koloryzującym, buteleczkę z aktywatorem oraz szpatułkę do rozrobienia henny, którą możemy również nakładać preparat na brwi czy rzęsy, ja osobiście wolę przeznaczony do tego pędzelek. (1 pkt/1).

Konsystencja/kolor: po rozrobieniu w odpowiednich proporcjach henna ma idealną konsystencję, lekko żelową, nie za gęstą i nie za rzadką. Ładnie nakłada się na brwi (rzęs nie barwiłam), nie spływa z nich. Ja posiadam hennę w kolorze grafitowym, widziałam, że jest dostępna również w kolorze czarnym i brązowym. (1 pkt/1). 

Zapach: jak dla mnie produkt jest bezzapachowy. (1 pkt/1).

Pojemność/wydajność: opakowanie zawiera produktów na 10-12 aplikacji, przy oszczędniejszym stosowaniu i rozrabianiu preparatu z połowy opisanych na według instrukcji składników, myślę, że spokojnie wystarczy na 20-25 aplikacji. (1 pkt/1).





Działanie (4 pkt/6):
+ nie podrażnia
+ łatwo schodzi ze skóry przy pomocy wody i mydła
+ jest bardzo łatwa w przygotowaniu i aplikacji
+ bardzo wygodne opakowanie aplikatora z praktycznym 'dziubkiem' który ułatwia odmierzenie zalecanej ilości produktu
+ tubka z kremem jest metalowa, bardzo wytrzymała, łatwo wydobyć z niej produkt do ostatniej kropli oraz dozować krem koloryzujący
+ jest dostępna w kolorze grafitowym
+/- barwi dość delikatnie, aby uzyskać mocniejszy efekt należy wydłużyć czas trzymania lub kupić hennę w proszku
+/- załączona szpatułka idealnie nadaje się do mieszania preparatu, natomiast do nakładania już niekoniecznie
- efekty utrzymują się dość krótko, przy codziennym demakijażu maksymalnie 2 tygodnie
- aby uzyskać zadowalający efekt muszę ją trzymać na brwiach co najmniej 15 minut, a więc dłużej niż zaleca producent
- może być trudno dostępna (widziałam ją w Rossmannie, ewentualnie w internecie)

Podsumowanie: jest to moja ulubiona henna, występuje w kolorze grafitowym, nie barwi mocno skóry a mnie taki efekt bardzo odpowiada, jest bardzo wygodna w użyciu, tania i wydajna. Odejmuję punkty za trwałość i długość trzymania na włoskach.
Czy kupię ponownie? TAK
Ocena: 8/10 pkt

piątek, 18 stycznia 2013

Recenzja - Tisane - balsam do ust

Nie przepadam za tą formą mazideł do ust, zdecydowanie wolę sztyfty lub tubki, nie mogłam jednak pozostać obojętna na setki pozytywnych opinii na temat tego balsamu do ust.
Dzisiaj recenzja Tisane, balsamu do ust w najbardziej klasycznej wersji czyli w słoiczku.


Opis producenta (wizaz.pl):
Naturalny kosmetyk, przeznaczony do pielęgnacji i ochrony ust. Wygładza szorstkie, spierzchnięte usta, przywracając aksamitną gładkość. Chroni usta przed wpływem czynników środowiskowych jak słońce, wiatr, deszcz, mróz. Odżywia delikatną skórę warg. Nawilża i chroni usta przed wysychaniem. Regeneruje naskórek uszkodzony wskutek działania czynników atmosferycznych, otarć oraz opryszczki. Dostępny w aptece.
Składniki aktywne: wosk pszczeli, miód, olej rycynowy, oliwa, ekstrakt z melisy, jeżówki purpurowej i ostropestu plamistego, witamina E. 

Skład: Cera alba, Olea Europea oil, Petrolatum, Ricinus communis oil, Isopropyl Mirystate, Honey, Echinacea purpurea & Melissa officinalis & Silybum Marianum Extract, Aqua, Glyceryl Stearate, Cetyl Alcohol, Propylene glycol, Cholesterol, Tocopheryl acetate, Ethyl Vanillin. 

Cena: ok. 6,70 zł/4,7g 

Moja Opinia. 
Opakowanie: plastikowy słoiczek, mało higieniczny, utrudnione wydłubywanie kosmetyku przy dłuższych paznokciach, za to zapewnia zużycie produktu do samego dna. Ja używam go tylko w domu, więc konieczność wygrzebywania kosmetyku palcem nie stanowi dla mnie problemu. (0,5 pkt/1).

Konsystencja/kolor: z początku konsystencja była bardzo zbita, co utrudniało wydobycie kosmetyku, z czasem trochę zmiękł i jest już łatwiej. Dobrze się rozprowadza po ustach, zostawia ochronny film. Balsam ma kolor miodowy. (0,75 pkt/1).

Zapach: mnie osobiście bardzo odpowiada, słodki, lekko waniliowy, bardzo przyjemny dla nosa. (1 pkt/1). 

Pojemność/wydajność: opakowanie zawiera 4,7 g balsamu, jednak dzięki konsystencji jest szalenie wydajny. (1 pkt/1).

Działanie (3 pkt/6):
+ dobrze nawilża usta
+ chroni je przed działaniem czynników atmosferycznych
+ pozostawia delikatny film na skórze
+ idealny na noc, rano usta są miękkie, nawilżone i doskonale odżywione

- nawilżenie jest bardzo krótkotrwałe, po nałożeniu na noc szybko znika w ciągu dnia
- dla podtrzymania efektu trzeba często powtarzać aplikację, bo balsam w ciągu dnia bardzo szybko się 'zjada'

Podsumowanie: jest to całkiem niezły produkt, choć zachwyty nad nim są dla mnie mocno przesadzone. Nawilża, ale krótkotrwale. 
Czy kupię ponownie? Raczej NIE
Ocena: 6,25 pkt/10

wtorek, 15 stycznia 2013

Niekosmetycznie - majowe wspomnienie - 11 maja 2012

Chociaż od naszego ślubu minęło już trochę czasu, często wracam wspomnieniami do tamtego dnia.
Przepiękna pogoda, słońce, miłość w powietrzu, ja i mój ukochany na zawsze razem.
Poniżej kilka zdjęć z tego cudownego dnia. Enjoy.

Makijaż
Makijaż cd.

Moja suknia z gorsetem
wiązana przez Ciocię

W drodze do USC

Na schodach USC


Portret

Nasze obrączki,
jedno z moich ulubionych zdjęć

To również jedno z moich
ulubionych zdjęć

Tak w dużym skrócie wyglądał najpiękniejszy dzień mojego życia.

Niestety nie mam zdjęć samej sukni z przodu i z tyłu, ale myślę, że z grubsza widać na zdjęciach jak wyglądała. Sukienka za kolano, na wiązanym gorsecie, w kolorze ecru z dodatkami beżowymi, szyta na zamówienie, do zestawu bolerko z krótkim rękawkiem w tej samej kolorystyce. Suknia kupiona była przez allegro u sprzedawcy atelier_artistia (klik). Przesympatyczna Pani, doskonały kontakt, a suknia po prostu zaparła mi dech w piersiach.
Bukiet: słoneczniki, ku pamięci mojej mamy, która uwielbiała te właśnie kwiaty.
Makijaż robiłam sama, bo niestety wizażystka czarno-białej sieci kosmetycznej nie trafiła w mój gust, zwłaszcza jeśli chodzi o ilość i jakość podkładu.

czwartek, 10 stycznia 2013

Recenzja - Bourjois - dwufazowy płyn do demakijażu

Jak już wspominałam nie raz, nie przepadam za płynami do demakijażu, wolę mleczka. Jednak ten produkt skradł moje serce i sprawił, że przychylniej patrzę na tego typu preparaty do demakijażu.

Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją wspaniałego płyny do demakijażu, a mowa o Bourjois, płyn do ekspresowego usuwania wodoodpornego makijażu oczu.


Opis producenta (opakowanie):
Płyn do ekspresowego usuwania wodoodpornego makijażu oczu. Nietłusty. Testowany dermatologicznie. Przed użyciem energicznie wstrząsnąć w celu dokładnego wymieszania.

Skład: Aqua (Water), Isohexadecane, Isopropyl Palmitate, Cyclopentasiloxane, Cyclohexasiloxane, Glycerin, Sodium Benzoate, Methylparaben, Tetrasodium EDTA, Citric Acid, Ethylparaben, CI 61565 (Green 6).

Cena: ok. 15 zł/200 ml

Moja Opinia. 
Opakowanie: Standardowa butelka dla tego producenta, ja mam wersję MAXI FORMAT (200 ml), niestety nie wiem jaka jest standardowa pojemność, podejrzewam, że 150 ml. Mnie niestety już przy pierwszym użyciu urwała się kulka, która jest nie tylko ozdobą, ma również ułatwiać otwieranie opakowania, przez co muszę je podważać paznokciami :( Zamknięcie na klapkę typu klik, dość solidne. Otwór średniej wielkości, czasami powoduje spływanie płynu z płatka kosmetycznego, ale to raczej kwestia konsystencji. (0,5 pkt/1).

Konsystencja/kolor: Produkt jest płynem, więc jak sama nazwa wskazuje ma konsystencję płynną, po wymieszaniu lekko tłustawą. Warstwa tłuszczowa ma kolor niebieski, wodna - lekko błękitny, obydwie są przejrzyste. Po zmieszaniu płyn ma lekko błękitną barwę i jest nieprzezroczysty a na jego powierzchni tworzy się szybko znikająca pianka. (1 pkt/1).

Zapach: Płyn ma typowy zapach dla produktów 'bezzapachowych', dziwny, trudny do określenia, zupełnie niewyczuwalny podczas zmywania makijażu. (0,5 pkt/1). 

Pojemność/wydajność: Jak już wspomniała, ja mam wersję maxi format w 200 ml buteleczce, wydajność oceniam na bardzo dobrą. (1 pkt/1).


Działanie (5 pkt/6):
+ bardzo ładnie usuwa makijaż z oczu, wystarczy chwilę przytrzymać nasączony płatek i makijaż właściwie zmywa się sam
+ nie podrażnia oczu
+ nie powoduje pieczenia ani mgły
+ usuwa zarówno delikatny makijaż dzienny jak i solidny smoky eye, nie ma problemu z usunięciem żelowych linerów czy kilku warstw tuszu
+ nie rozmazuje makijażu wokół oczu i po całej twarzy
+ gładko sunie po skórze, nie jest tępy jak niektóre płyny
+ nie pozostawia na skórze tłustej warstwy
- mam wrażenie, że na rzęsach lekko się pieni (?)
- bardzo trudno jest połączyć warstwy ze sobą, po czym i tak się rozwarstwiają na płatku, nie ma to jednak wpływu na skuteczność preparatu
- jak już wspomniała, przy pierwszym użyciu odpadła mi kuleczka z zamknięcia, przez co muszę je podważać paznokciami


Podsumowanie: Płyn doskonale spełnia swoje zadanie, jest wydajny. Najlepszą reklamą niech będzie to, że przekonał mnie do tej właśnie formuły demakijażu -płynów dwufazowych. Ze względu na genialną wręcz skuteczność zostaje moim ulubieńcem.
Czy kupię ponownie? TAK, jak tylko zużyję inne preparaty.
Ocena: 8 pkt/10

wtorek, 8 stycznia 2013

Recenzja - AVON Solutions - Winter Day - Ochronny krem na dzień na zimę

Dawno temu AVON miał w swojej ofercie krem zimowy dostępny w dużym opakowaniu (chyba 200 ml, ale dokładnie nie pamiętam), w plastikowym białym słoiku, z seledynową nakrętką. Uwielbiałam go za działanie, zapach i ochronę jaką dawał, poza tym był nieziemsko wydajny. Było to w czasach gdy właściwie nie malowałam buzi, więc mogłam ją smarować kremem kilka razy dziennie, co przy długotrwałym przebywaniu w zimowych warunkach na dworze było bardzo ważne.
Gdy ujrzałam w katalogu ten krem, pomyślałam, że w sumie czemu nie spróbować.

Dzisiaj przedstawiam Wam zatem AVON Ochronny krem na dzień na zimę z SPF 15.


Opis producenta (opakowanie):
Ochronny krem na dzień na zimę SPF 15. (Bardziej lakonicznie już chyba nie można).

Skład: Aqua, Glycerin, Ethylhexyl Methocinnamate, Helianthus Annus (Sunflower) Seed Oil, Benzophenone-3, Ethylhexyl Salicylate, Cyclopentasiloxane, Butylene Glycol, Dimethicone, Mica, Ethoxydiglycol, PEG-40 Stearate, Steareth-2, Carbomer, Hydrogenated Polydecene, Imidazolidinyl Urea, Parfum, Sodium Hydroxide, Xanthan Gum, Disodium Edta, Dimethicone Crosspolymer, Methylparaben, Trimethylsiloxysilicate, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Propylparaben, Lecithin, BHT, Sodium Polyacrylate, Glycine Soja (Soybean) Oil, Pvm/Ma Copolymer, Panthenol, Phosphoric Acid, Hordeum Distichon (Barley) Extract, Phellodendron Amurense Bark Extract, Santalum Album (Sandalwood) Extract, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Acrylates/Carba,ate Copolymer, Biotin, Folic Acid, Cyanocobalamin, Niacynamide Panthothenic Acid, Riboflavin, Thiamine, Yeast Polypeptides, Pyridoxine, Lavandula Stoechas Extract, CI 77891, CI 14700 <1000895-018>.

Nie mam w zwyczaju komentowania składów, bo się na nich specjalnie nie znam, jednak przy tym kremie muszę zrobić wyjątek.
Mamy tutaj kilka dobroczynnych składników, jednak głównie pod koniec składu. Nie rozumiem po co w krem do twarzy pakować całą tablicę Mendelejewa? Myślę, że krem o krótszym składzie byłby równie skuteczny, a jednak zdrowszy i lepszy dla naszej skóry. Ale to tylko moja opinia.

Cena: cena regularna 20 zł/50 ml
często dostępny w promocji nawet za 9,99 zł  

Moja Opinia. 
Opakowanie: Szklany słoiczek z plastikową nakrętką w kolorze srebrnym, całość dostajemy dodatkowo w kartoniku. Opakowanie jest schludne i bardzo 'ekskluzywne' - lubię szklane słoiki kremów, choć przez szkło jest dość ciężkie. (0,75 pkt/1).

Konsystencja/kolor: krem ma dość lekką konsystencję, kremowo-żelową, dobrze i szybko się wchłania. Dla kosmetyku z przeznaczeniem do stosowania w ziemie konsystencja jest zdecydowanie za lekka. Kolor biały z bardzo delikatną różową nutką zupełnie nie wiem po co oraz delikatnymi, rozświetlającymi drobinami. (0,25 pkt/1).

Zapach: krem ma dość intensywny, trudny do określenia zapach. Ja wyczuwam delikatnie ogórka? Zapach jest też kwiatowy, kremowy. Mnie bardzo nie przeszkadza, ale dla niektórych może być zbyt intensywny i może się nudzić. Zapach utrzymuje się na skórze. (0,5 pkt/1). 

Pojemność/wydajność: ze względu na konsystencję, wystarczy niewielka ilość kremu aby nakremować całą twarz. Bardzo wydajny. Trwałość: 12 miesięcy od otwarcia, a więc przy odrobinie szczęścia możemy zahaczyć o drugi sezon. Jeśli już, to dla całej rodziny, choć przy tej ilości chemii dziecku buzi bym raczej nim nie posmarowała. (0 pkt/1) (Ze względu na sezonowość tego kosmetyku, jego wydajność niestety zapisuję na minus).



Działanie (1,5 pkt/6):
+ bardzo szybko się wchłania
+/- zawiera filtr UV, choć SPF 15 na zimę gdy słońce jest bardzo ostre może być za mało
+/- pozostawia bardzo delikatny film na skórze (na zimę mógłby być jednak trochę bardziej wyczuwalny)
- bardzo wydajny (jest to produkt sezonowy więc jego wydajność nie jest dla mnie zaletą)
- nie wyczuwam w ogóle nawilżenia, moja skóra go wchłania i po chwili znowu muszę go użyć, gdyż skóra jest nieprzyjemnie napięta
- zawiera rozświetlające drobiny, połyskujące na skórze
- nałożony grubszą warstwą maże się po skórze i słabo wchłania
- gdy damy go więcej, może się rolować w połączeniu z podkładem/fluidem
- ma bardzo 'bogaty' skład, jak dla mnie składników jest za dużo, a te dobroczynne są bardzo daleko w składzie

Podsumowanie: krem niestety jest dużo gorszy niż jego poprzednik sprzed lat. Właściwie nie robi z moją skórą nic, jedyna zaleta, że jej nie szkodzi i ma dość ładne opakowanie, takie jakie lubię. Cena regularna jest dość wygórowana, za 20 zł można kupić na prawdę dobry, spełniający swoje zadanie krem. Jeśli miałabym go określić jednym słowem, to niestety muszę napisać bubel.

Czy kupię ponownie? Z całą pewnością NIE
Ocena: 3 pkt/10

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Przedświąteczna akcja oszczędzania - podsumowanie etapu II

Skończył się grudzień, a więc pora na podsumowanie II etapu Przedświątecznej Akcji Oszczędzania, której inicjatorką była tusenskonaa (klik).



W grudniu również byłam na poziomie Extra Hard, czyli moje wydatki miały nie przekroczyć 50 zł.
I udało się :)
Moje grudniowe zakupy to:
- 3 lakiery w Douglasie, ale była promocja (przy zakupie dwóch produktów, trzeci najtańszy dostajesz gratis) a więc zapłaciłam za 3 lakiery 20,40 pln


- 4 woski Yankee Candle, po 6 zł sztuka, czyli 24pln

w sumie: 44,40 pln :)

Jestem z siebie dumna, choć mogłabym jednak przestać wydawać kasę na rzeczy, które zasadniczo są mi zbędne. Przynajmniej do czasu aż zacznę pracować i zarabiać. Niemniej jednak akcję uważam za udaną :)
A Wy jak sobie poradziłyście z grudniowymi wyprzedażami?

piątek, 4 stycznia 2013

Niekosmetycznie - Burpees Challenge u Tygryska

W związku z noworocznym postanowieniem poprawy kondycji i zrzucenia sporej części nadprogramowych kilogramów, postanowiłam przystąpić do Burpees Challenge u Tygryska (klik).

Źródło: http://tygryskowym-okiem.blogspot.com/2013/01/wyzwanie-na-poczatek-roku.html?showComment=1357291847684#c1491136380009890266

Na czym polega akcja?
Czas: ćwiczymy 20 dni
System: każdego dnia zwiększamy burpee o zadaną ilość powtórzeń 1,2 lub 3 w zależności od poziomu
Start: 04.01.2013


Powyższe tabelki można wydrukować i skorzystać przy treningu, aby się nie pomylić. Ostatnia kolumna "realizacja" może Wam służyć jako miejsce do zaznaczania, że dany dzień już zrealizowałyście ;) 
Wzorcowe burpee
Początkujący
Wykonują damską pompkę.
Wiem, że mogą się pojawić osoby, które stwierdzą, że pompki nie potrafią, itp. Ale to ma być wyzwanie, więc czas się nauczyć ;) 
Średniozaawansowani
Wykonują męską pompkę i nie ma, że się nie da :P 
Zaawansowani
Wykonują męską pompkę oraz przy wyskoku ciągną kolana do klatki piersiowej :D
Proszę nie marudzić, cieszcie się, że nie robicie burpees na jednej ręce ;P
Jeśli chcecie wziąć udział w tym wyzwaniu, zapraszam do Tygryska (klik).
Życzcie mi powodzenia, bo przy moim totalnym braku kondycji zadanie to jest prawdziwym wyzwaniem.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
EDIT: Ze względu na inny program treningowy w którym obecnie biorę udział muszę niestety zrezygnować z tego wyzwania, gdyż po tamtych treningach jestem tak wykończona, że nie jestem w stanie zrobić już nic innego :(

czwartek, 3 stycznia 2013

Akcja Chwyć Jabłuszko - Fiore

Przeglądając jak zwykle Wasze blogi natknęłam się na ciekawą akcję u jednej z blogowych koleżanek - Małgoś Qa (klik), mianowicie Akcję Chwyć Jabłuszko (klik).



Ponieważ u mnie podobna akcja 'Chudnę powoli, ale zdrowo' chętnie obydwie połączę i przystąpię do zabawy.

A o co chodzi?
1) Zostań obserwatorem inicjatorki akcji Małgoś Qa (klik), w komentarzu o tym napisz i podaj e-mail. Inicjatorka również zostanie Twoją obserwatorką. Dzięki temu będziecie na bieżąco ze swoimi sukcesami, będziecie mogły się wspierać.

2) Celem akcji jest nie tylko schudnięcie.
Jeśli uważasz, że jest Ciebie za mało, przystąp również- wiele jest kobiet, które chcą przytyć, a nie wiedzą jak- być może znajdziesz bratnią duszę, osobę z która wymienisz się doświadczeniami. Celem nie jest również WYŁĄCZNIE zmiana swoich rozmiarów. Chodzi o to by zadbać o ciało, figurę i zdrowy styl życia.

3) Przystępując do akcji zobowiązujesz się do zamieszczenia jakiejkolwiek informacji na swoim blogu o tym, że taka istnieje. Nieważne czy to banner czy osobna notatka. I nie chodzi o reklamę- chcę po prostu by było nas jak najwięcej bo jak to się mówi "w kupie" raźniej !!!

4) Zanotuj swoją wagę oraz wymiary na dzień rozpoczęcia akcji. Nie musisz ich ujawniać, ale zrób zdjęcie tej karteczki, udokumentuj jakoś jej prawdziwość. Jeśli osiągniesz wymarzony wynik, być może odważysz się pochwalić wszystkim swoim sukcesem i pokażesz ile ważyłaś przed.

5) Co tydzień w poniedziałek piszemy na blogu posta z bannerkiem akcji i opisujemy swój tydzień pod kątem diety, ćwiczeń i innych podjętych działań. Piszemy o osiągniętych przez ten tydzień sukcesach, o porażkach, wątpliwościach i obserwacjach.
Postaraj się to robić skrupulatnie ! Skorzystasz na tym zarówno Ty, ucząc się systematyczności i uczciwości wobec siebie, skorzystają z tego też inni, być może odkrywając w Twoim dzienniczku siebie, odnajdując być może klucz do sukcesu.

6) Nie chcę by do akcji przystępowały zwolenniczki niezdrowego odchudzania. Nie bez powodu akcja nazywa się CHWYĆ JABŁUSZKO, a nie np wypij szklankę wody. Chce propagować bowiem zdrowy tryb życia połączony z uprawianiem sportu, rozsądne podejście do zmiany wagi i zdrowe podejście do siebie. Nie chodzi tylko o to by schudnąć, ale również o to by poprawić wygląd cery, kondycję skóry oraz kondycję swoją.

7) Akcja trwa do 31. maja 2013 r . Myślę, że to doskonały czas na to by wiele w sobie zmienić.
A 1 czerwca 2013 r wszystkie dzielimy się swoimi wrażeniami, a całą akcję uwieńczę jakimś fajnym rozdaniem dla uczestniczek.

Po więcej szczegółów odsyłam na bloga inicjatorki (klik).
Zachęcam do udziału, bo w kupie siła ;)

środa, 2 stycznia 2013

Niekosmetycznie - off topic

Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net

Zakończył się stary rok i wkroczyliśmy mało hucznie i bardzo spokojnie, niepostrzeżenie wręcz, w nowy, 2013.

Ubiegły rok minął mi szybko i dość zaskakująco w niektórych dziedzinach. Jak zapisał się w mojej pamięci?
Stycznia szczerze mówiąc nawet nie pamiętam. Z lutego pamiętam tylko to, że przedostatniego dnia tego miesiąca dowiedziałam się, że zostaję bez pracy (której notabene nadal szukam). Marzec i kwiecień upłynęły na planowaniu i dopinaniu ostatnich spraw związanych ze ślubem i szukaniem pracy. Z maja zapamiętałam w zasadzie tylko nasz ślub oraz krótki poślubny wyjazd do Szczyrku (zimno było jak diabli). Czerwiec to koniec wypowiedzenia i dalsze poszukiwania pracy. Lipiec to głównie rocznica śmierci mojej mamy, końcówka lipca i początek sierpnia to nasze wymarzone wakacje, podróż poślubna, która nie do końca była taka, jaka być miała (klik). Ale było fajnie. Wrzesień minął - szukanie pracy. Październik minął - szukanie pracy. Listopad minął - dalsze, bezowocne szukanie pracy. Grudzień to głównie moje urodziny, koniec świata, którego jakoś nie zauważyłam (a miałam świetne miejscówki), rocznica z moim Misiem (czwarta) oraz Święta. No i oczywiście szukanie pracy.
Jak zapowiada się ten rok? Szukanie pracy, w czerwcu - koniec szkoły. Co dalej? Nie mam pojęcia.

Nowy Rok prawie przeoczyliśmy, gdyby nie fakt, że sąsiedzi walili fajerwerkami, przeszedłby pewnie w ogóle niezauważony.

Nie oczekuję, że ten rok będzie lepszy niż 2012, który minął. Mam cichą nadzieję, że nie będzie gorszy.
Choć z zasady uważam noworoczne postanowienia za bzdurę, bo postanowić coś można każdego dnia, co roku robię sobie krótką listę postanowień i staram się ją realizować z mniejszym lub większym sukcesem.
Jakie są moje postanowienia na najbliższych 365 dni?
1. Znaleźć pracę - to mój podstawowy cel. Wiem, że nie do końca jest to zależne ode mnie, ale postaram się zrobić wszystko, aby już niedługo przestać być bezrobotną.
2. Doprowadzić się wreszcie do porządku z dietą i ćwiczeniami - moja akcja 'Chudnę powoli, ale skutecznie' (klik) niestety utknęła w martwym punkcie. Grudzień to nie jest czas sprzyjający takim akcjom.
3. Trochę pooszczędzać, a przynajmniej spłacić grubą część długów, choć jest to tak ściśle związane z punktem pierwszym, a więc nie do końca zależne ode mnie, że aż boli.
4. Na bieżąco robić pranie i prasowanie, a nie czekać aż jedno i drugie się wysypuje.
5. Więcej czytać a mniej oglądać, głównie seriali, zacznę się uczyć rysować (marzę o tym od długiego czasu, a niestety poskąpiono mi talentu w tej kwestii), nauczę się jakiegoś dodatkowego języka (może francuski albo włoski?).
6. Zacznę bardziej dbać o porządek w domu, bo generalnie szkoda mi życia na sprzątanie.
7. Nauczę się gotować przynajmniej 1 nową potrawę miesięcznie.
8. Będziemy bardziej towarzyscy, choć to może być trudne do zrealizowania.

To by było na tyle jeśli chodzi o moją listę postanowień.Ciekawa jestem ile z tego uda mi się zrealizować.
A Wy macie jakieś noworoczne postanowienia?