Obserwatorzy

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Ulubieńcy roku, czyli hity 2015

Po dłuższej niż zwykle przerwie powracam do Was w pełni sił witalnych i z przyjemnością, której od pewnego czasu zwyczajnie mi brakowało podczas prowadzenia bloga. Okres świąteczny pozwolił mi jednak odpocząć i podładować akumulatory, dzięki czemu przychodzę dzisiaj z ciepłym jeszcze postem podsumowującym kosmetycznie ubiegły rok, a więc...


Zamysł tego posta miał być trochę inny, ale doszłam do wniosku, że wolę Wam pokazać kilka prawdziwych hitów tego roku niż wielu ulubieńców, produktów często używanych i lubianych, ale jednak dość przeciętnych. Wybrałam więc te produkty, które faktycznie skradły w minionym roku moje serce i w pewnym stopniu zmieniły moje kosmetyczne życie.


Suche szampony - Batiste/Biedronka
Kiedyś zupełnie mnie nie przekonywały tego typu produkty, obecnie nauczyłam się je doceniać. Moim pierwszym produktem tego typu był słynny Batiste, który doskonale spełnia swoje zadanie - odświeża włosy, daje im drugie życie nawet na dwa kolejne dni, a my możemy pospać rano o tych 15 minut dłużej. Każdy kto jest śpiochem jak ja i nie cierpi porannego wstawania docenia każdą dodatkową minutę, którą może spędzić w ciepłym łóżku.
Jednak szampon z Biedronki w niczym mu nie ustępuje, jest tylko trochę mniej wydajny. Tak czy inaczej suchy szampon zostanie ze mną na zawsze, bo to dobre wyjście awaryjne gdy nie mamy czasu umyć rano wymagających tego włosów.



Balsamy pod prysznic
Tutaj dla odmiany nie chodzi o jeden konkretny produkt, ale ich grupę. Zakochałam się w tym roku w tej formie dbania o skórę. Zaoszczędza czas, pozwala zaraz po wyjściu spod prysznica i wytarciu skóry do sucha założyć cokolwiek, jednocześnie zapewniając skórze odpowiednie nawilżenie. Nie sprawdzi się do bardzo suchej skóry, bo efekt nawilżenia jest raczej przeciętny, ale podczas letnich upałów bardzo fajnie się spisywały i na długo pozostaną w mojej łazience. Obecnie na mojej łazienkowej półce znajdują się dwa produkty tego typu, resztka balsamu Oillan oraz przepięknie pachnący wanilią balsam Eveline.



Diamond Cosmetics, Dry & Shine
Choć moim ulubieńcem w kwestii wykańczania zwykłego manicure pozostaje Sally Hansen Insta Dri, często przy grubszych warstwach lakieru okazywało się, że suche są tylko wierzchnie warstwy, podczas gdy głębsze pozostają plastyczne i podatne na odgniecenia. Do tej pory nie znalazłam preparatu przyspieszającego wysychanie lakieru w formie olejku, który faktycznie sprawiałby, że lakier staje się suchy i twardy w zaledwie moment. Do czasu aż poznałam Diamond Cosmetics Dry & Shine. Przyznam, że jestem oczarowana tym produktem. W połączeniu z SH błyskawicznie wysusza lakier, sprawia, że staje się twardy i błyszczący, nie trzeba martwić się o jakiekolwiek odgniecenia czy uszkodzenia. Jest szalenie wydajny, przyjemnie pachnie i natłuszcza dodatkowo skórki. Jedyna wada to tłusty film jaki zostawia, ale za działanie, jestem mu to w stanie wybaczyć. Jest to zdecydowanie najlepszy preparat tego typu i w tej formie, z jakim miałam okazję się zetknąć.


Pasta cukrowa
Wprawdzie nie stosowałam jej sama, a oddałam się w ręce profesjonalistki (serdecznie pozdrawiam z tego miejsca panią Magdę), jednak jest to idealny sposób depilacji intymnych okolic naszego ciała. Wystarcza na długo, bo nawet na 4-6 tygodni, nie podrażnia skóry, nie pozostawia typowych dla ciepłego wosku czerwonych śladów, nie ma ryzyka zdarcia naskórka, a ewentualne podrażnienie szybko znika. Pozostawia skórę gładką jak pupa niemowlaka. Wprawdzie zabieg jest dość bolesny, ale czegóż nie zrobimy dla gładkiej i pozbawionej zbędnego owłosienia skóry.


CelluBlue
Mój prezent świąteczny z ubiegłego roku. Idealny gadżet do masażu miejsc objętych cellulitem. Wymaga pewnej wprawy, ale gdy już jej nabierzemy efekty na pewno nas zadowolą. Stosowany regularnie przepięknie napina skórę i niweluje widoczność cellulitu. Nie wymaga od nas długich masaży, wystarczy 10 minut raz lub dwa razy dziennie, a już po miesiącu zobaczycie pierwsze efekty. Wprawdzie jest dość drogi i chyba nadal niedostępny bezpośrednio w Polsce, ale zakupy on-line nie są dla nas już żadnym problemem ani tajemnicą, więc może warto zaryzykować? Jeśli się na niego zdecydujecie, wybierzcie do masażu wolno wchłaniający się olejek, bo wtedy masaż jest znacznie przyjemniejszy i nie wymaga ciągłego przerywania w celu ponownej aplikacji preparatu.



Rękawica do demakijażu GLOV
Po dłuższej przerwie powróciłam do tej formy demakijażu i ponownie odkryłam jej wspaniałe właściwości. Rękawica jest wygodna w użyciu, nie wymaga używania preparatów chemicznych, czyścimy ją zwykłym mydłem. Jedyną wadą jest dość wysoka cena i długi czas schnięcia, ale warto ją wypróbować. Pełna recenzja TUTAJ.



Norel Dr Wilsz, Tonik z kwasem migdałowym
Tonizowanie skóry po demakijażu to punkt, którego staram się nie opuszczać. W tym roku, nie mogąc się zdecydować na kurację kwasem migdałowym, skusiłam się na tonik Norela z zawartością tego kwasu. Ma on żelową formułę, która wydawała się, że będzie bardzo nieekonomiczna, jest natomiast wprost odwrotnie. Używam go regularnie, a ubytek w buteleczce jest niewielki. Nie pachnie może pięknie, ale dobrze tonizuje skórę i choć do codziennego stosowania jest dla mnie trochę za mocny, to stosowany co drugi dzień na przebarwienia posłoneczne pod oczami pomógł mi je mocno zredukować (jeszcze nie usunął, ale jestem dobrej myśli). A nie radziły z tym sobie nawet dedykowane takim problemom kremy, maski i serum. Jestem oczarowana jego działaniem i z pewnością będę do niego wracać.



Norel Dr Wilsz, Żel hialuronowy
Z uwagi na jego wysoką cenę długo zastanawiałam się nad zakupem. Gdy pojawił się w promocji w on-line'owym sklepie producenta przestałam się zastanawiać i kupiłam. I nie żałuję. Żel przepięknie nawilża skórę, wygładza ją, nie wchodzi w reakcję z kremami czy podkładem, choć może powodować ich ślizganie się na skórze podczas aplikacji. Jest bardzo wydajny. Pozostawiam na skórze lepki film, ale po aplikacji kremu czy podkładu znika on. Z całą pewnością jest wart swojej ceny.



Peeling kawitacyjny
Gdy nie używam peelingu enzymatycznego, to właśnie peeling kawitacyjny jest w użyciu najczęściej. W tym roku zainwestowałam w nowe urządzenie, które jest nieporównywalnie lepsze z moim poprzednim, tanim peelingiem. Ten również nie był drogi, a jest bezprzewodowy i... czerwony :) Radzi sobie doskonale ze złuszczaniem martwego naskórka, ma również funkcję kawitacji ultradźwiękowej dzięki czemu pozwala głębiej wtłoczyć substancje aktywne z preparatów wgłąb skóry.



Delia, zmywacz do paznokci w gąbce
Na blogu możecie znaleźć już jego recenzję, więc nie będę się zbytnio rozpisywać. Nadal jestem tym produktem oczarowana, świetnie zmywa lakier nie brudząc przy tym skórek, nie wysusza ich, nie niszczy paznokci, nie wymaga pocierania, działa szybko i skutecznie. Na chwilę obecną poza drobnym kruszeniem się gąbki, nie zauważyłam żadnych negatywów.


Pilnik elektryczny Scholl
Długo wahałam się przed zakupem tego gadżetu, bo byłam zadowolona z mojej dotychczasowej tarki (również marki Scholl). I nawet po jego zakupie nie poszła ona w odstawkę. Za to gdy nie mam czasu i chcę tylko na szybko złuszczyć martwy naskórek stóp, pilnik sprawdza się wyśmienicie. Jest szybki, skuteczny, ale delikatny zarazem, nie sposób zrobić sobie nim krzywdę (w odróżnieniu do frezarek, które stosowane nieumiejętnie mogą poczynić na prawdę duże szkody na naszej skórze). Może nie jest tani i wymaga "wyjątkowych" jak na domowe warunki zabiegów, aby zachować higienę (odpowiednie mycie i dezynfekcja), wart jest jednak przemyślenia.


Maybelline ColorTatto
Brwi maluję od zawsze. Odkąd zaczęłam swoją przygodę z makijażem mając 15 czy 16 lat, używałam do brwi kredki, bo moje są jasne i bardzo marne. Przeszłam chyba przez wszystkie produkty do brwi, od kredek, poprzez cienie i woski, tusze, farbki (w tym słynny Aqua Brow), w końcu odkryłam kremowy cień Maybelline polecany na wielu blogach i youtube i... zakochałam się. Cień ma idealny, nie za ciemny i nie za jasny, chłodny odcień brązu, można stopniować efekt nakładając kolejne warstwy, cienkim pędzelkiem można dorysować nawet pojedyncze włoski, jednak ja rysuję brwi po prostu w całości, używam do tego pędzelka bdelium tools, który jest cieniuteńki i doskonale się sprawdza w tym zadaniu. Ponadto cień jest bardzo wydajny, ma ładne i trwałe opakowanie (przeżyło nawet bliskie spotkanie z łazienkowymi płytkami), nie rozmazuje się, nie płowieje w ciągu dnia, nie schodzi, nie migruje. Idealny produkt do moich brwi.



Gąbeczki-jajka do podkładu (Ebelin)
Są podkłady, które bez problemu aplikują się dłońmi, ale są takie, które wymagają pomocy. Do tych ciężkich i trudnych podkładów używałam w tym roku wyłącznie gąbek - jajeczek do podkładu, a ponieważ oryginalnego BB dorobiłam się stosunkowo niedawno (a jego cena sprawia, że raczej nie będzie stałym bywalcem mojej kosmetyczki) szukałam więc tańszego zamiennika. I znalazłam. Jajko do makijażu Ebelin doskonale spełnia swoje zadanie, pięknie aplikuje trudne i problematyczne podkłady nie dając efektu maski, idealnie stapia je z cerą wydobywając z nich to, co najlepsze. Daje świetne krycie, które jednak jest niewidoczne gołym okiem. Z całą pewnością gąbeczka ta zmieniła moje makijażowe życie i sprawia, że żaden podkład mi nie straszny. Do tego ma bardzo przystępną cenę. Dwie jej największe wady to słaba dostępność (ale od czego mamy internet) oraz średnia trwałość (wymaga wymiany po ok. 6-8 tygodniach używania). Obecnie testuję gąbeczkę innej marki i jak na razie jestem szalenie zadowolona, szczegóły niebawem.


Pędzle do różu - Zoeva i Real Techniques
Nie mogłam wybrać jednego, gdyż obydwa lubię równie mocno, ale do innych produktów.
Jajko Real Techniques świetnie sprawdzi się przy różach miękkich i mocno napigmentowanych, do łagodnego konturowania czy zaledwie muśnięcia policzków różem. Pięknie aplikuje produkt, doskonale go blenduje nie pozostawiając ostrych linii czy plam.
Pędzel Zoeva w kształcie bardziej ściętym, jest mocniej zbity dlatego dobrze się sprawdzi przy różach twardszych, np. wypiekanych, jaśniejszych, gdy chcemy uzyskać bardziej ostry i wyraźny efekt.
W zależności od produktu używam ich obu równie chętnie i równie często.



Lakiery hybrydowe NeoNail
W tym roku, podobnie jak wiele z Was, rozpoczęłam też swoją przygodę z hybrydami. Wybrałam markę NeoNail, bo mają rozsądne ceny i lakiery nie wymagające użycia bazy czy top coatu, co bardzo mnie skusiło. A że miałam już lampę, którą dostałam w prezencie od bratowej, to zaryzykowałam. I po raz kolejny przepadłam. Malowanie paznokci raz na 2 tygodnie, bez odprysków, bez poprawek, bez ryzyka, że coś się wydarzy, jest na prawdę fantastyczną sprawą i choć nadal czasem używam klasycznych lakierów (niektórym kolorom wprost nie można się oprzeć) to jednak hybrydy zajęły swoje miejsce w moim sercu. Ponadto wykonuję je również dla moich klientek, dlatego moja kolekcja jest spora.



Kailas - krem
O tym kremie możecie przeczytać więcej TUTAJ, dlatego tylko krótko wspomnę, że to kosmetyk doskonały. Osobiście stosuję go na podrażnienia czy kocie zadrapania, zastosowany zanim pojawi się krwawy ślad sprawia, że nie pojawiają się nieprzyjemne skutki takiego zadrapania, co jest dla mnie niezwykle ważne przy małym, szalejącym kocie. Polecam.

Uff, trochę się tego mimo wszystko nazbierało, ale wszystko o czym wspomniałam jest na prawdę warte uwagi i pewnością pozostanie ze mną i w tym nowo rozpoczętym roku.
A jak u Was z odkryciami 2015 roku?

Pozdrawiam

55 komentarzy:

  1. Suchy szampon to mój ulubieniec od lat. Z Batiste jeszcze nie miałam, ale polecam z Isany :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Isany niestety nie mam pod ręką, stąd wybieram Batiste lub Biedronkowy. Ale może kiedyś wpadnie w moje łapki :)

      Usuń
  2. U mnie suchy szampon się nie sprawdził:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie zależy to od rodzaju włosów, na moich spisują się doskonale :) Szkoda, że u Ciebie się nie sprawdziły.

      Usuń
  3. Maybelline jako produkt do brwi to też mój hit. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie najlepszy produkt jaki miałam do brwi od lat.

      Usuń
  4. Urządzenie do peelingu wpadło mi w oko :)

    OdpowiedzUsuń
  5. urządzenie do peelingu kawitacyjnego mam i bardzo lubię, ten cień z Maybelline to i mój ulubieniec - takie wyjście awaryjne kiedy nie mam czasu na makijaż

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja go używam niemal codziennie, zawsze gdy robię makijaż.

      Usuń
  6. jajeczko Ebelin bardzo mnie zaciekawiło, szkoda mi pieniędzy na oryginalny Beauty Blender

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też było szkoda, ale w końcu się skusiłam. Jednak na razie testuję inne jajo. jak dotąd trochę lepsze od Ebelin, ale niebawem pewnie pojawi się recenzja.

      Usuń
  7. Znam jedynie jajeczko Ebelin i cień Maybelline Color Tattoo i bardzo je lubię ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Krem Kailas również uważam za bardzo skuteczny:) Zaciekawiłaś mnie tym cieniem Maybelline do brwi.

    OdpowiedzUsuń
  9. Sporo ciekawych produktów, zainteresowało mnie to urządzenie do peelingu kawitacyjnego, pierwszy raz spotykam się z takim produktem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pierwszy raz się z nim zetknęłam podczas zajęć w szkole kosmetycznej i tak bardzo polubiłam, że natychmiast kupiłam własny. Ale pierwszy był dość słaby, ten jest znacznie lepszy i dużo efektywniejszy.

      Usuń
  10. Od pewnego czasu zastanawiam się nad peelingiem kawitacyjnym. Bardzo lubię efekt jaki daje, często robi mi go kosmetyczka, ale w sumie czemu by nie robić go sobie w domu?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli nie masz przeciwwskazań, to pewnie, że tak. Tylko jak będziesz się decydować, to uważaj na to co będziesz kupować, bo można marnie trafić, jak ja z pierwszym urządzeniem.

      Usuń
  11. Zainteresował mnie peeling kawitacyjny :) jeszcze takiego nie próbowałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam do wypróbowania u kosmetyczki. Nie u każdego efekt jest spektakularny, ale u większości osób ładnie iczyszcza cerę z martwego naskórka.

      Usuń
  12. Jestem uzależniona od Batiste i gąbeczek, zapraszam na rozdanie - torebka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja może nie jestem uzależniona, ale na pewno ułatwiają moje życie :)

      Usuń
  13. Duuużo tego :) Ja mm chęć na pilnik elektryczny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli nie masz dużych problemów z rogowaceniem skóry stóp, to polecam z czystym sumieniem.

      Usuń
  14. Jajko Ebelin i suchy szampon Batiste to także moi ulubieńcy roku :)

    OdpowiedzUsuń
  15. też bardzo lubię te dwa pędzle :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetnie się sprawdzają w swojej roli :)

      Usuń
  16. Świetny blog :)

    Obserwuję i zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  17. mam ten elektryczny pilnik, fajna sprawa,i zaskakująco długo działa na jednych bateriach, myślałam, że będzie gorzej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie jeszcze baterie nie "padły", więc trudno mi się odnieść, ale mam nadzieję, że i u mnie tak będzie :)

      Usuń
  18. Tyle dobrych kosmetyków! Kiedyś też miałam zmywacz do paznokci w gąbce i bardzo za nim tęsknię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama byłam zdziwiona, że aż tyle się tego nazbierało :)

      Usuń
  19. Koniecznie muszę sprawić sobie porzadny pędzel do różu, zastanawiałam się własnie nad RT :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, jednak jak wspomniałam, raczej do miekkich róży. Różu wypiekanego nie nabierze :(

      Usuń
  20. Odpowiedzi
    1. Ja również sie w nich zakochałam :)

      Usuń
  21. Ja również jestem uzależniona od lakierów hybrydowych:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uzależnienie to mocne słowo, tak bym tego nie nazwała, natomiast doceniam ich trwałość i fakt, że przez 2 tygodnie manicure wyglada nienagannie :)

      Usuń
  22. Mi podoba się ta rękawica do demakijażu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To świetne rozwiązanie, zwłaszcza dla leniuszków :) Raz dwa i makijaż zmyty.

      Usuń
  23. Ciekawi ulubieńcy, widzę nawet kilka znajomych produktów. Również podkreślam brwi tym cieniem z Maybelline, jest świetny :) W ubiegłym roku też polubiłam nakładanie podkładu za pomocą gąbeczki, mam Beauty Blender, ale rozglądam się za czymś na zastępstwo dla niego i chyba padnie na pomarańczowe jajko z Real Techniques :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie skusiłam sie na RT, bo odkryłam Ebelin, a obecnie używam innego jajka, jeszcze lepszego niż Ebelin, a niewiele droższego :) Na pewno za jakiś czas pojawi się jego recenzja.

      Usuń
  24. O Kailas już w pozytywach gdzieś czytałam - muszę zapisać go sobie ;) Pilnik kuszący, ja zastanawiałam się nad tym do paznokci :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do paznokci mnie zupełnie nie kusi, wole klasyczny bloczek i pilnik.

      Usuń
  25. Dla mnie ulubieńcem 2015 roku stała się maskara Lash sensational od Maybelline :)

    OdpowiedzUsuń