Obserwatorzy

niedziela, 10 lipca 2016

Niekosmetyczna niedziela - Dominika Gwit, Moja droga do nowego życia

Po blogowych wakacjach powracam dzisiaj z postem niekosmetycznym.


Dominika Gwit znana jest z kilku ról, jednej filmowej i dwóch serialowych, ale dla najszerszego grona "zwykłych śmiertelników" znana się stała wtedy, gdy zaczęła z programem Konrada Gacy walczyć o szczupłą sylwetkę. Chudła w szybkim, wręcz niezdrowym tempie. Schudła tak bardzo, że wyglądała na chorą, nieapetycznie, chłopięco i bardzo nieproporcjonalnie. Schudła po to, by w niespełna rok po osiągnięciu swojej, jak podkreśla w książce, wymarzonej sylwetki... przytyć. I to nie mało, bo 25 kilogramów, jak deklaruje.


Choć jej poczynań aktorskich zupełnie nie śledzę, tematyka związana z odchudzaniem jest bliska memu sercu, dlatego, gdy dowiedziałam się, że Dominika napisała książkę o swoich przygodach z odchudzaniem, natychmiast weszłam na stronę empiku i zamówiłam ją w przedsprzedaży.

Książkę czyta się szybko i lekko, Dominika nie daje w niej rad dotyczących odchudzania, nie podaje jadłospisów czy programów ćwiczeń. Po pierwsze dlatego, że nie jest specjalistką, po drugie - bo za program odchudzający zapłaciła kupę kasy i pewnie nie wolno, albo szkoda jej, dzielić się tą wiedzą. Dla mnie książka to jej spowiedź. A, że niestety nie utrzymała wagi, co po programie, który stosowała jest niestety bardzo częste, wręcz nagminne, musi teraz "świecić oczami". Zrobiła ze swojego odchudzania historię, którą z zapartym tchem śledził niemal cały kraj, a przynajmniej fani telewizji śniadaniowych, to teraz musi się przed tymi tysiącami ludzi tłumaczyć dlaczego pozwoliła sobie na ponowne utycie.


"Otyłość, to choroba, która polega na tym, że metabolizm jest zwolniony i organizm nie spala tak jak u zdrowego człowieka. Jest uznawana za jedną z chorób cywilizacyjnych, a Światowa Organizacja Zdrowia ogłosiła, że osiąga rozmiary epidemii! Zbyt wiele kalorii w diecie, brak aktywności fizycznej, tempo życia, stres... Ogromną rolę pełnią też czynniki genetyczne, stąd "rodzinna" otyłość". [fragment książki].

Nie mam pojęcia skąd autorka czerpię tę wiedzę. Owszem, otyłość jest chorobą co nadal wielu lekarzom trudno przyznać. Ma podłoże fizyczne, ale przede wszystkim emocjonalne. Nie jest natomiast prawdą, że metabolizm jest spowolniony. Badania wykazują, że metabolizm u człowieka z nadwagą czy otyłością, poza nielicznymi przypadkami chorób metabolicznych, jest identyczny jak u osoby szczupłej. Problemem nie jest spowolnione spalanie kalorii, ale ich ilość dostarczana do organizmu każdego dnia.
Po drugie, nieprawdą jest, że otyłość jest uwarunkowana genetycznie. Otyłość rodzinna jest wynikiem odżywiania się według tych samych przyzwyczajeń i schematów, które utrzymujemy nadal po wyjściu z domu rodzinnego. W domu żywimy się tłusto i niezdrowo i tak samo odżywiamy się poza domem. Stąd często otyłość występująca u wielu osób w tej samej rodzinie.

Każdy, kto miał do zrzucenia więcej niż kilka kilogramów, a u Dominiki było to kilkadziesiąt, wie, że nie jest to ani łatwe, ani proste, ani przyjemne. Odchudzanie jest ciężką pracą i wymaga mnóstwa poświęceń nawet dla osób, które nie są rozpoznawalne i nie żyją na oczach tysięcy ludzi, a więc i w takich warunkach się nie odchudzają. Najtrudniejsze jednak jest utrzymanie tej nowej, niższej wagi.

Dominika kończąc pisać swoją książkę, wiedziała już, że poniosła porażkę, choć wtedy jeszcze nie wiedziała jak wielką. Teraz tłumaczy, że pogodziła się ze swoim ciałem i kilogramami, że dobrze się ze sobą czuje. Jednak ja tego nie kupuję.

W książce czytamy wiele gorzkich słów na jej temat, słów, które sama o sobie mówi. Nikt, kto myślał o sobie w wersji otyłej w taki sposób nie przekona mnie, że teraz już się pokochał i pogodził z własnym losem. Po prostu tego nie kupuję.

"Otyłość jest okropna, zwłaszcza dla kobiety, szczególnie młodej, która w głębi duszy pragnie być atrakcyjna, chociażby sama dla siebie. [...]  Opróżniłam lodówkę i na koniec jeszcze kupiłam sobie chipsy, żeby przed dietą poczuć ich smak. Wiedziałam, że czeka mnie długa droga i że następne chipsy zobaczę za jakiś rok... Teraz gdy to piszę, śmieję się sama do siebie, bo dziś nie potrzebuję do szczęścia takich przekąsek, ale wtedy nie spodziewałam się tego, jak bardzo kolejny rok zmieni moje życie i myślenie o jedzeniu" [fragment książki].

Czyżby? Jeśli tak, to dlaczego efekty są aż nadto widoczne na Twoim ciele? Dlaczego, skoro nie potrzebujesz takiego jedzenia, jesz je?


Dominika podkreśla jak rewelacyjnie się czuła będąc osobą szczupłą, jaka była szczęśliwa i zadowolona z siebie, a jednak teraz, ważąc grubo ponad 20 kg więcej niż po skończeniu diety Konrada Gacy zapewnia, że jest szczęśliwa, zdrowa, że wszystko jest ok.

Nie, nie jest, i to widać aż nazbyt wyraźnie w książce jej własnego autorstwa. Moim zdaniem za szybko zdecydowała się na opowiedzenie własnej historii, bo teraz musi się obcym ludziom tłumaczyć z tego, dlaczego wtedy jako gruba była nieszczęśliwa, a teraz już jest, choć znowu jest gruba.
Nie mogę powiedzieć, że wiem co ona czuje, bo każdy z nas przeżywa takie historie we własny, unikatowy i typowy tylko dla siebie sposób. Jednak sama mając olbrzymią nadwagę, chudnąc i tyjąc na powrót mogę podejrzewać, że nie jest jej wcale tak dobrze, jak to próbuje wszystkim wmówić. Nie wierzę po prostu, że tak lekko do tego podchodzi. Jednak przecież ludziom trzeba coś powiedzieć.



Pamiętam pewien wywiad z Dominiką, przeprowadzony tuż przed premierą książki. Zapewniała, że nie uważa, aby poniosła porażkę. Owszem, poniosłaś. Pięknie schudłaś na wycieńczającej i bardzo restrykcyjnej diecie, ale nie wytrzymałaś ciśnienia i rzuciłaś się na jedzenie, które lubisz i którego Twojemu zagłodzonemu organizmowi najwyraźniej brakowało. Dlatego efekt jest, jaki jest.

Moja rada dla Dominiki, to terapia u dobrego terapeuty, specjalizującego się w zaburzeniach odżywiania pod kątem otyłości i kompulsywnego objadania się, o ile uda Ci się takiego znaleźć, bo nie jest to proste. Wiem, czym jest wielka otyłość i sama uczę się z nią walczyć. Każdy może tego dokonać, tylko trzeba się za to zabrać od odpowiedniej strony. Niestety bez wsparcia terapeutycznego, bez zrozumienia, dlaczego mamy problem z jedzeniem, żadna dieta i żaden program odchudzania nie przyniesie trwałych efektów. A program pana Gacy niestety nie zapewnia psychologicznego wsparcia. Wiem, bo sama go stosowałam przez kilka miesięcy. Pomoc ograniczała się do rozliczania z efektów, ale to temat na inny post.


"Zdrowe, racjonalne żywienie - to od razu przyszło mi do głowy. [...] Dobra, zdrowa, zbilansowana dieta dostarcza organizmowi wszystkich najważniejszych składników i lekki głód na prawdę nie jest oznaką, że czegoś nam brakuje. [...] to na prawdę szalenie ważne, aby trening był układany indywidualnie, tak samo jak dieta. Jeżeli tylko możemy sobie na to pozwolić - skorzystajmy z porad specjalistów. [...] Tylko dieta, która jest różnorodna i bogata we wszystkie wartości odżywcze, daje zdrowy efekt!" [fragmenty książki].

Skoro tak, to dlaczego nie wybrałaś się do wykwalifikowanego dietetyka? W połączeniu z dobrym trenerem i psychoterapeutą myślę, że, choć znacznie wolniej, to jednak osiągnęłabyś trwały efekt. A nie rozpoczynać dietę, która, wbrew temu, co piszesz, nie jest ani odpowiednio skomponowana, ani zbilansowana, ani zdrowa. A już przede wszystkim nie jest indywidualnie dopasowywana do nas. "Specjaliści" Konrada Gacy mają gotowe rozpiski w kilku wersjach i generalnie każdy dostaje ten sam jadłospis zmieniający się w zależności od etapu odchudzania. Dokładnie to samo dotyczy treningu.
Racje żywnościowe są wręcz głodowe, jadłospis bardzo ograniczony a możliwość komponowania posiłków praktycznie żadna, bo nie wolno nam wychodzić poza to, co w jadłospisie. Nie ma nawet możliwości zamienienia produktów, które nie przechodzą nam przez gardło (w moim przypadku to np. suszone śliwki, które powodują odruch wymiotny) na inny, bardziej zjadliwy produkt i zbliżonej wartości odżywczej.
Do tego w programie jest sporo ćwiczeń fizycznych, czy lubimy czy nie.

"Uda już nie ocierały się o siebie tak, że je raniłam, a na dodatek nie miałam zadyszki. Poza tym założyłam krótkie spodenki! Matko! Jak wielka to była radość! Mogłam w końcu latem swobodnie spacerować! Nie wstydziłam się! To było Piękne uczucie... [...] Czułam się wolna. Czułam, że uwalniam się od koszmaru otyłości, że on nadchodzi, a ja mogę wszystko! [...] Wiem, powtarzam się, ale było to dla mnie na prawdę wielkie przeżycie. Cały czas siedziały mi w głowie zakupy w dziale "big size" i t-shirty w rozmiarze XXL lub zwiewne spodnie na gumce w rozmiarze 50. Dlatego ta 'eska' tak mnie cieszyła. Coś niebywałego". [fragmenty książki].

Czy na prawdę jesteście gotowi uwierzyć, że ktoś, kogo tak radowała szczupła sylwetka, nie ocierające się o siebie uda i możliwość założenia krótkich spodenek nie ma problemów z tym, że znowu utył? Że wszystkie problemy powróciły, a on mimo to jest szczęśliwy i pogodzony ze sobą? Ja, powtórzę to raz jeszcze, nie kupuję tego.

Link do artykułu i zdjęć Dominiki z promocji książki. [źródło: Pudelek.pl]

Podsumowując lekturę, książka jest słaba, marnie napisana, do tego historia Dominiki kompletnie mnie nie przekonuje. Choć, jak wspomniałam, czyta się ją lekko i szybko, nie wniosła nic nowego, nic odkrywczego w moje życie czy poglądy na temat odchudzania. Ot, kolejna historyjka znanej osoby, która schudła..., ale tak nie do końca. Do tego premiera i promocja książki oparta jest na jednym wielkim kłamstwie, bo autorce nie tylko nie udało się utrzymać nowej wagi i figury, którą tak szczerze lubiła i którą się chwaliła, ale wręcz przekonuje teraz wszystkich, że jest jej z tym dobrze, że kocha siebie, swoje ciało i swoje kilogramy. A może najbardziej próbuje przekonać o tym siebie samą? To "nowe życie" okazało się dla Dominiki zbyt trudne, zbyt monotonne i zbyt restrykcyjne, aby zechciała w nim pozostać. Cóż, szkoda. Pozostaje mi życzyć jej powodzenia, jeśli ponownie postanowi schudnąć, tym razem w bardziej racjonalny i zbilansowany sposób.

Nie polecam. Lepiej te pieniądze wydać na inną, ciekawszą i coś wnoszącą w nasze życie pozycję, niekoniecznie o odchudzaniu.

Jeśli ktoś z Was ma ochotę na poznanie całej historii, proszę o informację w komentarzu + adres maila. Z przyjemnością podzielę się moim egzemplarzem.

Pozdrawiam,

18 komentarzy:

  1. witaj po przerwie blogowej :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja chudnę od marca. Powolutku, ale chudnę. Wcześniej odchudzałam się wiele razy, ale tym razem po raz pierwszy nie mówię, że się odchudzam, tylko że zmieniam nawyki żywieniowe. I to daje efekty :) I nie mogę się doczekać kiedy moje uda przestaną się o siebie ocierać :P
    A takich książek nigdy nie kupuję, bo jakoś nie widzę w tym większego sensu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też staram się zmieniać nawyki żywieniowe, ale jak się całe życie nie lubiło sałaty, to trudno nagle uwierzyć, że smakuje jak baleron czy czekolada... Ale też staram się uważać na to, co jem i też powolutku chudnę :)

      Usuń
  3. mnie wystarczył jeden przeczytany artykuł na temat tej pani, żeby wiedzieć, iż jej ksiązka to jedno wielkie kłamstwo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja niestety tak mam, że lubię kupować takie książki i skusiłam się :(

      Usuń
  4. Mnie też zapewnie nie kupiłaby ta historia, w ogóle jakoś książki celebrytek mnie nie przekonują pod żadnym kątem i nie są dla mnie wiarygodne. Jak dla mnie to prostu kolejny pretekst do zbicia kasy i tyle :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Z całą pewnością jej nie wierzę :) kto schudł i przytył to wie, że nigdy w życiu nie jest się zadowolonym ze swojego ciała..
    Odchudzałam się u Gacy 2 razy - dwa razy schudłam spektakularnie i jeszcze bardziej spektakularnie przytyłam, nawet więcej niż 20 kilo.. Dziwi mnie, bo nie znam ani jednej osoby, która by utrzymałaby szczupłą figurę po tej pseudodiecie (głodówce tak naprawdę) i nikt głośno nie mówi o programie tego "wybitnego" specjalisty..

    OdpowiedzUsuń
  6. Fakt, że chciała się najeść przed dietą już nie wróżyło dobrze. Nie cudowne diety, a zmiana nawyków dają rezultaty na dłużej. Do pewnych rzeczy trzeba po prostu dojrzeć. Niemniej książka jest, kasa z książki pewnie też, więc korzyść z tego eksperymentu na zdrowym organizmie też jakaś jest.

    OdpowiedzUsuń
  7. ciężki temat, odchudzała się... nie udało się, wróciła do dawnej wagi i wielkiego rozmiaru, twierdzi, że jest zadowolona - może w końcu się zaakceptowała, zrozumiała to i owo:)
    widziałam ostatnio wywiad w tv z nią i nawet jej uwierzyłam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. może i tak może uwierzyła że się nie zmieni na siłę;p

      Usuń
  8. średnio mi się widzi pisanie książki o tym ze tak naprawdę wystarczyło tylko polubić siebie;p

    OdpowiedzUsuń
  9. Z ciekawością obserwowałyśmy jej zmiany w mniejszą i większą stronę. Bardzo ją podziwiamy, że wreszcie znalazła spokój i polubiła się z własnym ciałem :) Zdecydowanie gdy tak bardzo schudła wyglądała bardzo źle i dobrze, że w porę z tego wyszła :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Podziwiam bardzo tą aktorkę, ostatnio dużo oglądałam wywiadów z nią <3 Po prostu zrozumiała, że żeby być szczęśliwą nie musi chudnąć i że lubi się tak naprawdę taka jaka jest :D

    OdpowiedzUsuń
  11. A mnie dawno u Ciebie nie było , to akurat ponadrabiam :) Nie znam historii Dominiki, poznałam ją z Twojej recenzji i nie zachęciła mnie do sięgnięcia po książkę. Zgadzam się z Tobą, restrykcyjne diety na dłuższą metę nie wychodzą, a czynniki psychologiczne są według mnie niezwykle istotne. Sama dużo przytyłam podczas studiów, które nie sprawiały mi przyjemności, jadłam nieregularnie, uzależniłam się od napojów energetycznych, a teraz dalej walczę ze słabościami ;) Być może zainteresuje Cię książka "Dieta bez diety, czyli jak schudnąć przy okazji", nie jest to czyjaś historia, ale garść porad jak zastąpić niektóre niezdrowe rzeczy. Ma kilka niedociągnięć i abstakcyjnych jak dla mnie alternatyw, ale zawiera całkiem sporo wartościowej treści :)

    OdpowiedzUsuń
  12. bardziej kojarzę ją jako aktorkę - ale uważam, y dobrze opisać swoje przeżycia trzeba czasu i większej ilości doświadczeń, chyba faktycznie za szybko podjęła się tego działania.

    OdpowiedzUsuń
  13. Czytałam niedawno o tej Pani w gazecie ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Też nie myślę że odniosła porażkę, każda taka sytuacja to dla nas lekcja :)

    OdpowiedzUsuń