Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maybelline Color Tattoo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maybelline Color Tattoo. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 listopada 2015

Pięciu wspaniałych, czyli ulubieńcy miesiąca - październik 2015

Sobota i niedziela były tak piękne, że aż żal było siedzieć w domu. W sobotę odwiedziliśmy z P. groby naszych bliskich, a popołudniu wybraliśmy się na spacer po pięknym, jesiennym lesie. Warto wykorzystać te ostatnie, piękne, słoneczne chwile. Czy Wy też kochacie kolory jesieni, jej zapachy, spadające liście... Ja uwielbiam. To najpiękniejsza pora roku.


Przechodząc jednak do meritum... Kolejny miesiąc tego roku dobiegł końca tak szybko, że nie zdążyłam się spostrzec, pora więc na...



Norel Dr Wilsz, żel hialuronowy 3%
Do tej pory stosowane żele hialuronowe niespecjalnie miały jakis spekakularny wpływ na moją cerę. Ten kosmetyk poleciła mi Nuneczka, która zachwycała się działaniem kosmetyku. A ponieważ w sklepie, w którym zaopatruję się w kosmetyki dla moich klientek, była akurat promocja na ten produkt, postanowiłam się skusić. I nie żałuję. Żel przepięknie nawilża moją skórę, nawet w połączeniu z najzwyklejszym kremem. Rano skóra jest świetnie nawilżona a suche skórki odchodzą w niepamięć. Piękna, szklana buteleczka i opakowanie z pompką jedynie dopełniają obrazu tego kosmetyku, o którym z pewnością za jakiś czas napiszę więcej.


Norel Dr Wilsz, tonik w żelu z kwasem migdałowym
Do kwasów w czystej postaci trudno mi sie przekonać, ale tonik z ich niewielką zawartością to już całkiem inna sprawa. Korzystając z okazji również i ten produkt profesjonalny trafił do mojego koszyka. Ponieważ mam cerę suchą i wrażliwą nie byłam pewna jaki skutek przyniesie jego używanie, ale zaryzykowałam i absolutnie nie żałuję. Tonik nie tylko rewelacyjnie tonizuje skórę i przygotowuje na przyjęcie żelu hialuronowego i kremu. Pomógł mi się pozbyć pojawiających się co jakiś czas na mojej brodzie wyprysków, a także rozjaśnił przebarwienia pod oczami, ale o tym na pewno przeczytacie w recenzji, której z pewnością się doczeka.


Maybelline Color Tattoo, cień do powiek w kremie, 25-Everlasting Navy
W ubiegłym miesiącu jednym z ulubieńców był również cień z tej serii, którego z uporem maniaka używam do brwi. Tym razem króluje wersja barwna, perłowa, konkretnie w odcieniu granatu, choć jego seledynowy brat również czasem ma swój udział w codziennym makijażu. Cienia używam do malowania kresek na powiece, po genialnie sie do tego sprawdza. Odcień seledynowy jest nieco bardziej suchy od granatu, przez co może się osypywać podczas aplikacji, ale z użyciem łamanego pędzelka do linera (w moim przypadku Zoeva 315 fine liner) można dzięki tym cieniom wyczarować przepiękną kreskę na powiece, która nie osypuje się, nie blaknie i utrzymuje się cały długi dzień. Nie rozmaże nam się na powiece i nie sprawi, że pod koniec dnia będziemy wyglądały, jakby ktoś nam podbił oko. Zapewne również i te cienie doczekają się pełniejszej recenzji.


Catrice Glamour Doll, Curl & Volume Mascara, tusz do rzęs
Maskara ta skradła moje serce. Przepięknie rozczesuje i pogrubia rzęsy, delikatnie je podkręca. Po nałożeniu dwóch warstw i rozczesaniu rzęsy wyglądają niemal jak sztuczne. Maskara nie osypuje się, łatwo się z nią pracuje pomimo dość dużej szczoteczki. Kolejny egzemplarz czeka już w szufladzie.


Wibo Diamond Illuminator, rozświetlacz prasowany
Znalazłam go w pudełku Joy Box, pierwszym typowo kosmetycznym pudełku na jakie się skusiłam. Nie używam go w tradycyjny sposób, bowiem mam już swoje ulubione produkty w tym zakresie, genialnie jednak sprawdza się jako cień do powiek. W połączeniu z kreskami wykonanymi cieniamy Maybelline Color Tattoo i na bazie Avon (swoją drogą również rewelacyjnej, o której możecie poczytać TUTAJ) utrzymuje sie cały dzień i wygląda absolutnie pięknie. Odcień wygląda na ciepły, ale na powiece wyrównuje jej koloryt, trochę sie stapia i daje jedynie ładny, mieniący się efekt nie dominując w makijażu. Kosmetyk nie zbiera się w załamaniu, nie blaknie w ciągu dnia, nie osypuje się, ma piękny odcień i perłowy połysk bez drobin czy brokatu. Do tego świetnie się aplikuje, jest delikatnie kremowy przez co dobrze trzyma się pędzla i wystarczy jego odrobina, aby pokryć całą powiekę, więc jest szalenie wydajny. Polecam z czystym sumieniem.

Tak wyglądają moi ulubieńcy na początek jesieni. A jak u Was?


 Pozdrawiam,

wtorek, 11 sierpnia 2015

Pięciu wspaniałych, czyli ulubieńcy miesiąca - Lipiec 2015

Lipiec minął tak szybko, że nawet nie wiem kiedy. Więc nadeszła pora na ulubieńców tego letniego miesiąca. Z drobnym opóźnieniem, bo wakacje ;)




Mustela Sun - mleczko przeciwsłoneczne do twarzy, SPF 50+
Ponieważ słoneczko operowało dość solidnie w lipcu, pierwszym ulubieńcem po raz drugi jest mleczko do opalania do twarzy z wysokim filtrem. W letnich miesiącach ten kosmetyk towarzyszy mi codziennie, nie tylko na twarz ale również na dekolt, który najmocniej wystawiony jest na działanie promieni UV.
O kremie nie będę się rozpisywać, bo był już w moich ulubieńcach w czerwcu, nadal jestem z niego równie zadowolona.
http://www.mustela.pl/

Mama Mio, lucky legs
O tym cudownym specyfiku niedawno pisałam. Jest to prawdziwe wybawienie dla zmęczonych upałem czy opuchniętych stóp i nóg, przynosi natychmiastową ulgę, delikatnie chłodzi, drenuje i przepięknie pachnie subtelną miętą. Pomimo wysokiej ceny, zapewne znajdzie stałe miejsce w mojej kosmetyczce, bo jak dotąd nie znalazłam dla niego godnego zastępcy.
Więcej o tym kosmetyku przeczytacie TUTAJ.

Balea, After Sun Dusche (żel pod prysznic)
Mnie ominął szał na kosmetyki marki Balea. Nie są złe, jednak nie skradły mojego serca w podobnym stopniu jak wśród innych blogerek. Ten żel kupiłam z myślą o wakacyjnym wyjeździe i nie zawiodłam się. Skład średni, ale w końcu to tylko żel. Dobrze oczyszcza, fajnie się pieni, jest gęsty. Jednak jego największym atutem jest cudowny zapach subtelnego kokosa. Pachnie latem, tropikami, ale nie nachalnie, tylko delikatnie, a zapach utrzymuje się przez jakiś czas na skórze. To prawdziwa rozkosz dla zmysłów po długim, gorącym dniu biegania po zabytkach.

Maybelline Color Tattoo, cień do powiek w kremie, 40-Permanent Taupe
O tym cieniu krążą już legendy, ja, zachęcona opinią Basi (CallMeBlondieee), również postanowiłam go wypróbować na swoich brwiach. Efekt jest mocniejszy niż w przypadku cienia czy kredki, ale ładnie podkreśla moje brwi, nie daje dramatycznego czy przerysowanego efektu, a jego największą zaletą jest chłodny odcień, tak trudny do znalezienia wśród innych tego typu kosmetyków, w tym słynnego Aqua Brow. Osobiście jestem oczarowana tym cieniem i na pewno zostanie ze mną na długi czas.

Golden Rose, Mineral Terracotta Powder, odcień 04
Puder kupiłam zachęcona recenzją jednej z blogerek, niestety zupełnie nie pamiętam już kogo dokładnie. Idealnie nadaje się dla uzyskania letniego look, ładnie podkreśla kości policzkowe, czy załamanie pod nimi, efekt jest subtelny, lekko rozświetlony, trudno z nim przesadzić, bo kolor jest bardzo jasny. Towarzyszył mi przez cały miesiąc niemal codziennie i choć nie lubię błyszczących brązerów ten ma w sobie coś wyjątkowego. Jedyne zastrzeżenie mam do dziadowskiego opakowania, które, o dziwo, przetrwało wakacyjną podróż, i ścierających się napisów. Ale to w sumie nie najważniejsze w takim kosmetyki, prawda?

Pozdrawiam,