poniedziałek, 9 lipca 2012

Rzecz o makijażu, czyli moje ulubione pędzle


Gdy zaczynałam swoją przygodę z makijażem (miałam wtedy jakieś 16 lat), jedynym pędzlem jaki posiadałam był pędzel do pudru. Nigdy nie lubiłam nakładać pudru dołączonym puszkiem i już przy swoim pierwszym pudrze w kamieniu jakim był puder Constance Carrol od razu kupiłam szeroki pędzel z krótką rączką, tzw. kabuki.
Nie wiedziałam, że do innych kosmetyków również powinno się używać pędzli, do cieni używałam zawsze załączonych pacynek, linery w żelu wtedy były jeszcze niedostępne, a te w tuszu miały swoje pędzelki. Różu nie używałam, o istnieniu bronzerów i rozświetlaczy nie miałam pojęcia, podkład o ile w ogóle jakiś używałam (a raczej tego nie robiłam) nakładałam palcami, ewentualnie silikonowymi gąbeczkami.
Z czasem, gdy moja wiedza o makijażu się rozwijała, a ja zachciałam mieć bardziej profesjonalny zestaw, dokupiłam pędzelki do cieni oraz jeden pędzel skośny do różu, którego używałam latami a obecnie zastąpiłam innymi modelami.
Ten zestaw zbierałam dłuższy czas, czasami coś dokupuję, testuję, sprawdzam. Te które przechodzą test, zostają ze mną na dłużej, te, które nie, są odkładane, być może kiedyś się przydadzą.
Poniżej przedstawiam Wam z krótkim opisem mój podstawowy zestaw pędzli do makijażu, z których korzystam najczęściej, z większości przy codziennym makijażu.

Zdjęcie: własne
Pędzle trzymam w łazience, tam się też maluję, w dwóch osobnych kubeczkach. W jednym pędzle to twarzy, w drugim - do oczu. Kubeczki kupiłam za niecałe 10 zł jeden w Ikei na dziale z wyposażeniem łazienek.

Pędzle do twarzy

Zdjęcie: własne
Pędzle do podkładu i korektora

Pędzle do podkładu i korektora (od góry)
HAKURO H51, Pędzel do podkład
Flattop, świetnie się sprawdza zarówno do podkładu jak i kremu tonującego, nie zostawia smug, ładnie rozprowadza kosmetyk po skórze nie robiąc efektu maski. Bardzo miłe w dotyku, mocno zbite włosie.

LANCRONE Foundation F117
Pędzel do podkładu
Kupiłam go w całym zestawie i jako jeden z niewielu został ze mną. Pędzel płaski, języczkowy, ładnie rozprowadza podkład, ale trzeba się z nim umiejętnie obchodzić bo może zostawiać smugi. Włosie bardzo przyjemne w dotyku, gładkie.

Pędzle do pudru
LANCRONE Concealer F129,
Pędzelek do korektora

Mały pędzelek języczkowy, dość precyzyjny, choć lubi 'pochłaniać' za duże ilości korektora. Włosie jest sztywne, ale miłe w dotyku. Również kupiony w zestawie.
Pędzle do pudru (od góry):
LANCRONE Large Powder F135
również kupiony w zestawie, wielki pędzel do pudru. Średnio poręczny i niespecjalnie wygodny, włosie dość drapiące, słabo zbite. Mam go bo mam, ale zasadniczo używam raczej
HAKURO H55
Cudownie miękkie, średnio zbite włosie, bardzo charakterystyczne dla tej marki. Pędzel jest
Pędzle do konturowania
bardzo wygodny i niesamowicie przyjemny w użytkowaniu.
Pędzle do konturowania (od góry):
HAKURO H13
Małe jajeczko o średnio zbitym włosiu, idealny do różu i rozświetlacza. Zastąpił mój wysłużony, skośny pędzel do różu.
MAESTRO 155
MAESTRO 150 w rozmiarze 20

Obydwa idealnie nadają się do konturowania twarzy, ich włosie jest identyczne, różnią się jedynie przekrojem - 155 jest w przekroju okrągły podczas gdy 150 - spłaszczony.
Włosie jest lekko drapiące, co może przeszkadzać w aplikacji, jednak mają idealny do konturowania twarzy kształt, dzięki czemu nie jest tu potrzebne duże doświadczenie czy precyzja. Same właściwie robią całą robotę za nas. Używam ich zamiennie do bronzera.

Pędzle do oczu
Zdjęcie: własne
Pędzelki języczkowe
 Pędzelki języczkowe + do rozcierania
(od góry):
Kulki
SEPHORA smudge 14
Mój najnowszy nabytek z Sephory, bardzo krótki, mocno zbity ale dość szeroki pędzelek do rozcierania kresek. Bardzo wygodny i skuteczny.
SEPHORA eyeshadow 9
Duży pędzelek do nakładania cienia na całą powiekę, słabo zbity, o miękkim włosiu, dość wygodny. To jeden z moich pierwszych pędzelków do cieni.
SEPHORA shadow 26
Wąski pędzelek języczkowy, o mocno zbitym, średniej długości włosiu. Bardzo precyzyjny, idealny do robienia grubszych kresem cieniami.
SEPHORA large eyeshadow 8
Szeroki pędzelek języczkowy, do nakładania cienia na całą powiekę, o mocno zbitym, precyzyjnym, dość długim włosiu.
Kulki (od góry):
HAKURO H78
Bardzo przyjemna w użytkowaniu, precyzyjna, średniej wielkości kulka, o średnio zbitym, elastycznym włosiu. Idealny do nakładania cienia przy linii rzęs i w załamaniu powieki.
ESSENCE
Kulka przeznaczona do blendowania i smużenia, o średnio miękki, średnio zbitym, dość elastycznym włosiu.

Pędzelki do blenowania
MAESTRO 420, rozm. 6
Bardzo precyzyjna kulka, o dobrze wyprofilowanym, mocno zbitym, elastycznym ale bardzo przyjemnym dla oka włosiu. Idealny do nakładania cienia w kąciku, na dolnej powiece i do robienia kresek cieniem.
Pędzelki do blenowania (od góry):
MAESTRO 497
Niby ma podany rozmiar 12, ale nie znalazłam go w innym rozmiarze. Pędzelek o średnio zbitym, dość długim, elastycznym i przyjemnym w dotyku włosiu, idealnie rozciera granice między cieniami, choć jego 'obsługi' trzeba się nauczyć.
Pędzelek do rozcierania NO NAME

Pędzelki do eyelinerów
Kupiłam go na allegro, nie ma nazwy, ale dla mnie jest ideałem jeśli chodzi o blendowanie. Krótka rączka idealnie leży w dłoni, włosie jest przyjemne w dotyku, średnio zbite, w sam raz elastyczne, ma idealny, kulkowy kształt. Wspaniale rozciera granice między cieniami. Nie znalazłam jeszcze lepszego pędzelka do blendowania.
MAESTRO 480 rozm. 10
Pędzelek ma bardzo długą rączkę (jak wszystkie pędzle Maestro z tej serii), co może bardzo utrudniać pracę z nim. Włosie jest miękkie, słabo zbite, bardzo elastyczne i przyjemne w dotyku, jednak jego wielkość miękkość i wielkość pędzelka może być przeszkodą przy mniejszych oczach.
Pędzelki do eyelinera (od góry):
HAKURO H85
Pędzelek skośny, miły w dotyku, średniej wielkości, bardzo dobrze wyprofilowany. Idealny do nakładania linera mineralnego lub robienia cienkiej kreski cieniem do powiek, zarówno na mokro jak i na sucho.
MAESTRO 790 rozm. 1
Zgięcie na pędzelku ułatwia operowanie nim przy oczach, pozwala zrobić bardzo precyzyjna kreskę niemal każdym żelowym czy kremowym linerem. Mój zdecydowany faworyt wśród pędzelków do linerów w formie żelowej.

I to by było na tyle. Wiem, że trochę tego jest, ale wiele z tych pędzli będzie mi służyło długie lata.
A jakie są wasze ulubione pędzle?

Ps. Teraz czekam jeszcze na kabuki do pudru :D

piątek, 6 lipca 2012

Co jest w mojej kosmetyczce, czyli codzienny makijaż

Dzisiaj pościk o tym, co się mieści w mojej podręcznej kosmetyczce w łazience.
Większość kosmetyków kolorowych trzymam w wielkim kufrze (może też kiedyś wrzucę post na ten temat), natomiast najczęściej w danej chwili używane kosmetyki kolorowe są wpakowane do pomarańczowej kosmetyczki i stoją sobie na półce w łazience. Na kufer niestety w mojej małej łazieneczce nie mam miejsca, sypialnia z kolei jest za ciemna aby robić w niej makijaż, siłą rzeczy muszę to robić albo w łazience, albo w pokoju, jeśli już jest światło.

Większość z nich już znacie, albo z recenzji albo z ulubieńców.
No to lecimy.


Tak wygląda moja podręczna kosmetyczka. Jest dość pojemna, wystarczająco aby pomieścić codziennie używane kosmetyki do makijażu.






A tu zestawienie wszystkiego co w kosmetyczce jest (zabrakło bazy pod cienie z Art Deco, która stoi zazwyczaj na półce za lustrem).









SEPHORA - puder w kompakcie - kolor D20, najjaśniejszy z dostępnych. Dość ładnie matuje, jest wydajny i ma przepiękny zapach.
SLEEK - lusterko dwustronne - dostałam jako gratis przy zakupie paletek Sleek.
BELL - paletka cieni nr 406 - znalazła się w moich ulubieńcach czerwca.
INGLOT - ultradelikatny róż do policzków, kolor 78 - rzadko go używam, bo jest słabo napigmentowany i za jasny do mojej cery, w ogóle praktycznie go nie widać na skórze. Ale jest.


BELL - korektor w płynie z minerałami, kolor 1 - całkiem dobrze radzi sobie pod oczami, wygonie się go aplikuje, jest już na wykończeniu.
BELL - puder brązujący nr 5 - o nim również w moich ulubieńcach, ja używam tylko części rozświetlającej.
INGLOT - korektor w kremie nr 60 w kolorze zielonym - średnio się sprawuje, używam go na zaczerwienienia na policzkach, ale jest taki sobie.
CELIA - superczarna maskara smoky eyes - o niej zarówno w ulubieńcach jak i w recenzji porównawczej maskar. Mój absolutny hit. Krótko: cudownie rozczesuje, nie osypuje się, wytrzymuje cały dzień, ładnie wydłuża rzęsy, ma piękny, głęboki kolor.


ORIFLAME - korektor pod oczy w kolorze gold - taki sobie, jak dla mnie ma zbyt kremową konsystencję, lubi się rolować pod oczami. Plus za bardzo jasny odcień.
GARNIER - krem tonujący w kolorze 02-light - o nim również pisałam recenzję, znalazł się też w moich ulubieńcach. Krótko - niezły krem tonujący, ładnie się rozprowadza, ładnie pachnie, dobrze się utrzymuje, niemiłosiernie świeci i długo wysycha po aplikacji.
L'OREAL - bare naturale eyeliner mineralny w kolorze czarnym - roniłam o nim recenzję porównawczą, dla tych co nie czytali króciutko - mój ukochany liner, nie osypuje się, wytrzymuje cały dzień, kreska jest subtelna jak zrobiona kredką, ale w ładnym, czarnym odcieniu.
ELF - eyebrow kit w kolorze ash - czyli zestaw do stylizacji brwi. Rrównież jeden z moich ulubieńców, wosk + cień do brwi. Mój zdecydowany KWC jeśli chodzi o brwi.



ELF - róż do policzków w kolorze pink passion - o nim także w moich ulubieńcach. W skrócie: piękny kolor, niestety trudny do uchwycenia na zdjęciu, zupełnie matowy, bardzo mocno napigmentowany. Mój zdecydowany ulubieniec.
ELF - warm bronzer - czyli mozaika bronzerów w odcieniu ciepłym. Lekko perłowe, bardzo delikatne, całkiem ok.




Tak prezentuje się moja kosmetyczka do codziennego makijażu. Zmieniają się czasem paletki z cieniami, czasami eyeliner, bardzo rzadko tusz czy podkład.

A jak wyglądają Wasze podręczne kosmetyczki? Macie w ogóle coś takiego?

Wyrzutki czyli jak zmarnowałam kosmetyki :(

Mam naturę zbieracza. Staram się ograniczać to do minimum i nie kupuję już ton kosmetyków i jeszcze większej ilości książek kucharskich Oliviera i Nigelli, które notabene uwielbiam. Niestety z czasów zbieractwa nagminnego zostało mi mnóstwo kosmetyków, które chciałam teraz sukcesywnie zacząć zużywać. Okazało się jednak, że wiele z nich jest przeterminowanych, niektóre bardzo dużo (rekordziści mieli termin przydatności z połowy 2009 roku!). Nie pozostało mi zatem nic innego jak dokładnie przejrzeć, wczytać się, zebrać te długo po terminie do wora i wywalić na śmietnik.
Skórę mam jedną, wolę z nią nie ryzykować. Wolę wyrzucić te kilkadziesiąt złotych niż potem nie wiadomo jak żałować. Tym bardziej, że większość tych produktów ma formuły kremowe lub serum, ale też takiego balsamowego, w związku z czym zjełczały.
A oto moje wyrzutki.
Więcej nie będzie takiego marnotrawstwa. To, czego nie używałam z kolorówki, a co oczywiście było w terminie przydatności, poleciało paczką na akcję ratowania kotków. Kosmetyki do ciała biorą aktywny udział w akcji denko, więc na pewno jest to ostatnie takie marnotrawienie kosmetyków w moim życiu. I to Wam tu teraz publicznie obiecuję.
Aż żal wyrzucać, ale co mogę zrobić?

środa, 4 lipca 2012

Ulubieńcy czerwca 2012

Dzisiaj przychodzę do Was z krótkim postem o moich ulubieńcach minionego miesiąca. Nie ma tego wiele, bo dużo kosmetyków dopiero testuję i trudno mi się wypowiedzieć na ich temat.
No to lecimy.

Kosmetyki pielęgnacyjne

Zdjęcie: własne

- Bourjois - dwufazowy płyn do demakijażu - właściwie używam go dopiero miesiąc, ale bardzo ładnie radzi sobie z demakijażem oczu, nie podrażnia, nie rozmazuje tuszu czy linera po całej buzi. Czegóż chcieć więcej.
- Bourjois - woda micelarna - to mój KWC, więc nie będę się rozpisywać.
- Ziaja Ulga - krem ochronny na dzień wzmacniający naczynka krwionośne - lubię go za lekką formułę, nie zostawia na twarzy tłustego filmu, ładnie nawilża, nie zapycha. Co do pozytywnego działania na naczynka trudno mi się wypowiedzieć, bo za krótko go stosuję. Jest tani i szalenie wydajny.
- Rival de Loop Revital - krem pod oczy z koenzymem Q10 - nie podrażnia, ładnie nawilża okolice oczu, jest wydajny i tani. Ma fajną konsystencję, nie za rzadką, ale też nie bardzo zbitą, świetnie się rozprowadza pod oczami. Działania przeciwzmarszczkowego nie zauważyłam.
- Floslek - żel do powiek i pod oczy ze świetlikiem i aloesem - jestem wielką fanką żeli z flosleku. Mają lekką formułę, ładnie nawilżają, chłodzą, nie podrażniają, idealne do stosowania na dzień. Dodatkowe atuty to niska cena i olbrzymia wydajność.

Kosmetyki kolorowe

Zdjęcie: własne

- E.L.F. - róż do policzków, pink passion - śliczny kolor (zupełnie matowy), fantastyczna pigmentacja, porządne opakowanie, dobra cena. W minionym miesiącu używałam go prawie codziennie.
- E.L.F. - zestaw do stylizacji brwi - ja mam w kolorze jasnym (ash), składa się z ciemniejszego wosku i jasnego cienia, dołożony jest bardzo wygodny pędzelek. Używam go już od kilku miesięcy i uważam, że jest rewelacyjny do podkreślania brwi. Tani, wydajny, dostępny w dwóch wersjach kolorystycznych. Polecam.
- Bell - paletka cieni numer 406 - odcienie beżu i brązu + baza (rozświetlacz). Ładne kolory, niezła pigmentacja, nie osypują się i na bazie wytrzymują bez problemu cały dzień. W tym miesiącu właściwie tylko ona gościła na moich oczach.
 - Art Deco - baza pod cienie - również mój KWC, więc także nie będę się rozpisywać. Nadmienię tylko, że bazy używam już rok, a nadal mam pół opakowania.
- Garnier - Miracle Skin Perfector - czyli BB krem z garniera, który BB kremem nie jest. Jego recenzję możecie przeczytać tutaj. także również nie będę się rozpisywać. Pomimo jego wad lubię ten produkt i stosuję praktycznie bez przerwy od kilku miesięcy.
- Bell - puder brązujący numer 5 - ja używałam właściwie tylko części jasnej, jako rozświetlacza.Cóż mogę o nim napisać. Ładnie rozświetla cerę, jest właściwie bezbarwny, ma delikatne, nienachalne drobinki. Jest tani i wydajny.
- L'Oreal - eyeliner mineralny, czarny - w tym miesiącu w każdym makijażu z kreską, była ona wykonana właśnie tym linerem. Recenzję możecie przeczytać tutaj.
- Celia Smoky Eyes - superczarna maskara - na chwilę obecną mój ulubiony tusz do rzęs. Recenzję możenie przeczytać tutaj.

I tak wyglądaliby moi ulubieńcy w tym miesiącu.
Z szamponów, balsamów/maseł do ciała czy żeli pod prysznic nie miałam w tym miesiącu ulubieńców, bo denkuję moje produkty i na razie nie mogę zbyt wiele o nich powiedzieć.
Mam nadzieję, że wkrótce pojawię się z projektem denko, choć przyznam, że strasznie opornie mi to idzie :(

wtorek, 3 lipca 2012

Zrób to sam - czyli domowy płyn do mycia i dezynfekcji pędzli

Ponieważ szkoda mi pieniędzy na takie wynalazki, postanowiłam poszperać w necie i sama zrobić sobie płyn do mycia i dezynfekcji pędzli. Jest to szybki, banalnie prosty i przede wszystkim tani sposób na domowy płyn, który przyda się każdej z nas.

Przepis pochodzi od nissiax83 i jest dostępny na jej youtube'owym kanale.

Potrzebne nam:
- 1 szklanka wody destylowanej
- 1/4 szklanki alkoholu (najlepiej powyżej 70%, na wzięłam spirytus)
- 1/2 łyżeczki szamponu do włosów
- 1/2 łyżeczki płynu do mycia naczyń
- opcjonalnie: 1 łyżeczka odżywki do włosów bez spłukiwania w płynie, ewentualnie kropelka gliceryny.


Wszystko mieszamy, przelewamy do butelek i voila. Własnoręczny płyn do mycia pędzli gotowy.


Co potrzebujemy, Zdjęcie: własne
Gotowy płyn, zdjęcie: własne

Recenzja - Estien Algi Nawilżające

Jestem wielką fanką maseczek algowych wszelkiego typu. Uważam, ze cudownie nawilżają, trochę napinają skórę, cera jest odżywiona, wygląda świeżo i promiennie.
Do tej pory w domu stosowałam maskę czekoladową z Bielendy, która jest po prostu fantastyczna (myślę, że również doczeka się recenzji). Niestety jest to dość drogi produkt, choć z przeliczeniu na jedną maskę wychodzi całkiem całkiem. Niemniej wydać 50 pln jednorazowo na maskę to spory wydatek, postanowiłam więc poszukać tańszej alternatywy. I wydawało mi się, że znalazłam.

Sklep Estien.pl ma w swojej ofercie nie tylko maski algowe, również inne półprodukty kosmetyczne czy pielęgnacyjne. Ja zrobiłam dość spore zakupy, nie obyło się bez przygód, ostatecznie wszystko dotarło, między innymi maska algowa, mocno nawilżająca.

Algi nawilżające

Zdjęcie: własne

Zdjęcie: własne
Skład: Solum Diatomeae (Diatomaceous Earth/Terre de Diatomees), Algin, Calcium Sulfate, Tetrasodium Pyrophosphate, Trisodium Phosphate.

Zdaniem producenta (estien.pl):
maseczka bogata jest w:
- polisacharydy najskuteczniejsze nawilżenie
- witaminy z grupy B - B1, B2, B5, B6, B12, E i C oraz β-karoten
- potas, magnez, wapń, fosfor, cynk, wapń, jod, żelazo, miedź, mangan. Cynk - pierwiastek odpowiedzialny za wzmocnienie naturalnej odporności organizmu i opóźniający proces starzenia się komórek. Dzięki specyficznej budowie składniki mineralne alg są dobrze przyswajane, łatwo przenikają przez barierę warstwy rogowej naskórka, zapewniając prawidłowe funkcjonowanie skóry aloes
- Aloe Vera  o właściwościach nawilżających, oczyszczających, antyseptycznych, przyśpiesza proces gojenia ran, reguluje gospodarkę wodną skóry, odżywia.

Właściwości alg
Algi wykorzystuje się do produkcji preparatów mających na celu wykonywanie zabiegów upiększających, gdyz zawierają niemal wszystkie pierwiastki. Substancje zawarte w algach wykazują silną przyswajalność przez skórę, są znakomicie przez nią tolerowane. W skład alg wchodzą białka, tłuszcze, węglowodany, potas, żelazo, jod, magnez oraz śladowe ilości cynku, miedzi, kobaltu, strontu i serii witamin A, C, B1, B2, B6, B12, PP. Algi poprawiają kondycję skóry wzmacniając ich naczynka, łagodząc trądzik i łojotok, cellulit, poprawiają także jej jędrność i elastyczność.

W składzie alg morskich zawarty jest kwas alginowy, który poprawia mikrokrążenie, wspomaga usuwani toksyn. Innym składnikiem alg jest jod, który przyspiesza spalanie tkanki tłuszczowej. Witaminy z grupy B, beta-karoten oraz enzymy wspomagają przemianę materii.

Pojemność: maseczka dostępna jest w dwóch gramaturach: 30 g i 200 g (500 ml), ponieważ nie znałam tej firmy zdecydowała się na początek na opakowanie mniejsze.

Opakowanie: dostajemy maskę w plastikowym słoiczku zabezpieczonym plombą, moje pudełeczko było wypełnione po sam brzeg.
I tu mała dygresja, okazuje się, że duże opakowanie jest cenowo porównywalne z Bielendą, z tą różnicą, że maskę Estien mieszamy w innych proporcjach, co w efekcie wychodzi na korzyść masce Estien.

Konsystencja, zapach: maska jest w formie proszku, który przed użyciem należy wymieszać z wodą do uzyskania konsystencji gęstej śmietany (niestety przy tej masce uzyskanie takiej konsystencji graniczy z cudem). Zapach jest trudny do określenia, wydaje mi się, że typowo algowy, ale zupełnie nie przeszkadza (w maskach Bielendy czasem jest on zbyt intensywny, a trudno go zaliczyć do zapachów przyjemnych).

Używanie: rozrabiałam już różne maski algowe Bielendy i nigdy dotąd nie miałam problemu z rozprowadzeniem maski na tyle, aby pozbyć się grudek. Rozrabianie tej maski było po prostu koszmarem. Bardzo trudno rozprowadzić ją tak, aby nie było grudek, poza tym o ile z początku jest za rzadka, co stwarza duże problemy przy nakładaniu (po prostu spływa) o tyle po chwili zaczyna tak szybko tężeć, że nie sposób jej już nałożyć. Niestety z tego powodu nie nakłada się równą warstwą, a co za tym idzie bardzo trudno ją po 20 minutach jakie zalecane jest trzymanie maski, zdjąć ją z twarzy.
Niestety musiałam bardzo dużo kawałków usuwać wacikiem nasączonym wodą micelarną.

Rezultaty: maska na prawdę cudownie nawilża skórę, pozostawia ją napiętą (ale w taki pozytywny sposób), niesamowicie gładką i nawilżoną. Działa fantastycznie.

Maskę bez najmniejszego problemu można po zastygnięciu usunąć zarówno z miseczki jak i szpatułki, to dodatkowy plus, z Bielendą zawsze jest problem.

Podsumowanie: generalnie mogę polecić zarówno sam sklep jak i tę konkretną maskę algową. Działa na prawdę fantastycznie, a to jej główne zadanie w końcu. Niestety mieszanie jej z wodą może nadszarpnąć naszą cierpliwość, niemniej za te pieniądze warto spróbować.

Ocena: 7/10
Cena: 13 pln za 30 g, 48 pln za 200 g + koszt przesyłki

Zbiórka dla zwierzaków - patronat sklepu e-naturalne.pl

Dziewczyny i chłopaki :) u jednej z blogerek: http://siempre-la-belleza.blogspot.com jest informacja o zbiórce dla zwierzaczków. Jeśli chcecie i możecie przyłączcie się.
Odsyłam po więcej informacji: http://siempre-la-belleza.blogspot.com/2012/06/blogowa-zbiorka-dla-zwierzakow-oddaj.html.

Zachęcam do udziału, każde wsparcie na pewno bardzo się przyda.

http://www.facebook.com/pages/Fundacja-Agapeanimali/269034387541


Zdjęcie pochodzi z: http://www.facebook.com/pages/Fundacja-Agapeanimali/269034387541

piątek, 29 czerwca 2012

Recenzja - porównanie maskar

Będąc przed ślubem poszukiwałam maskary idealnej, dzięki której moje jasne, krótkie rzęsy, będą się idealnie prezentować na ślubnych zdjęciach. Stąd też pozostało mi 8 maskar, które dzisiaj chciałabym Wam pokrótce przedstawić i zrecenzować.

Na pierwszy ogień idzie jak na razie najlepsza maskara w mojej kolekcji.

Celia Smoky Eyes - superczarna maskara - 10 ml

Zdjęcie: własne

Od producenta: Superczarny, wydłużająco-pogrubiający tusz do rzęs.

Opakowanie: Maskara zamknięta jest w bardzo estetycznym, połyskującym na srebrno opakowaniu.
Szczoteczka: Silikonowa szczoteczka zwężająca się ku końcowi, pozwala na bardzo precyzyjną aplikację tuszu na rzęsach, dość długa ale wąska.
Konsystencja: średnio gęsta, ładnie się zachowuje nawet przy kilku warstwach.





Celia - l: jedna warstwa; p: dwie warstwy
Działanie: Tusz rzeczywiście bardzo mocno wydłuża rzęsy, trochę je pogrubia, fantastycznie rozczesuje.
W ciągu dnia maskara nie osypuje się, nie odbija na górnej powiece, wytrzymuje bez problemu cały dzień, a wieczorem można ją zmyć przy pomocy zwykłego mleczka. Jak dla mnie - rewelacja.
Nie wiem jak z dostępnością w sklepach stacjonarnych, ja kupiłam ją na allegro.

Ocena: 10/10
Cena: ok. 12 zł (allegro)

Mariza Selective - Maskara 3D - Wydłuża, rozdziela, pogrubia - 12 ml


Zdjęcie: własne

Od producenta: Długie, mocno podkreślone rzęsy sprawiają, że spojrzenie jest bardziej wyraziste. Maskara 3D dzięki innowacyjnej, zwężonej na środku sylikonowej szczoteczce, lekko unosi rzęsy i perfekcyjnie je rozdziela.

Opakowanie: plastikowe, czarne, ze srebrną zakrętką. Z opakowania niestety bardzo szybko ścierają się napisy, poza tym poza nawzą nie mamy na nim praktycznie żadnych informacji.
Szczoteczka: silikonowa w kształcie zbliżonych do klepsydry, z dość krótkimi włoskami, długa i wąska.
Konsystencja: z początku była bardzo rzadka, słabo trzymała się rzęs, ale wtedy świetnie rozczesywała. W tej chwili trochę zgęstniała, przez co przy kilku warstwach ma tendencje do sklejania.

Mariza - l: jedna warstwa; p: dwie warstwy
Działanie: maskara Mariza miała fenomenalnie rozdzielać rzęsy i dlatego ją kupiłam. Fakt, dość ładnie rozdziela rzęsy, choć teraz jak już trochę przeschła, potrafi je również posklejać. Wydłuża rzęsy, to fakt, ale nie tak bardzo jak Celia. Na pewno rzęs nie pogrubia, choć producent to obiecuje. Nie osypuje się i ładnie zmywa. Na początku byłam z niej bardziej zadowolona, teraz nie jest już taka rewelacyjna jak zaraz po zakupie.

Ocena: 5/10
Cena: ok. 20 zł (allegro)

Maybelline - Illegal Lenghth - Maskara wydłużająca rzęsy - 6,9 ml

Zdjęcie: własne
Od producenta (wizaz.pl): Maskara Illegal Length dzięki formule zawierającej mikro włókna oraz specjalnej szczoteczce Fiber - Fix pozwala osiągnąć efekt maksymalnie wydłużonych rzęs - nawet do 4 mm. Wyjątkowa szczoteczka została zaprojektowana tak, aby dokładnie rozprowadzić włókna znajdujące się w tuszu, docierając do każdej rzęsy.

Opakowanie: Maskara zamknięta w plastikowym, srebrnym opakowaniu o dość ciekawym kształcie, napisy na opakowaniu w
kolorze różowym.
Szczoteczka: Klasyczna, długa i wąska szczoteczka, w kształcie stożka, zwężającego się ku końcowi, dość długie, rzadko rozłożone włoski.
Konsystencja: nigdy nie była rzadka, raczej kremowa, ale nie robi krzywdy nawet przy kilku warstwach.


Illegal - l: jedna warstwa; p: dwie warstwy
Działanie: maskara bardzo ładnie wydłuża rzęsy, nieźle je rozczesuje, nie osypuje się w ciągu dnia, wieczorem ładnie zmywa. Na pewno nie wydłuża rzęs o 4 mm jak zapewnia producent, ale jest całkiem niezła.

Ocena: 8/10
Cena: ok. 30 zł (w promocji ok. 20 zł)

MaxFactor - 2000 Calorie - Dramatic Look - 9 ml

Zdjęcie: własne
Od producenta (wizaz.pl): 2000 Calorie Mascara to super pogrubiający tusz, dzięki któremu rzęsy stają się widocznie grubsze o około 300%.2000 Calorie zawiera film wzmacniający, którego składniki (specjalnie dobrane polimery) odżywiają i wzmacniają rzęsy, zapobiegają kruszeniu się tuszu, jednocześnie czyniąc rzęsy elastycznymi.
Jednym z podstawowych składników maskary są naturalne woski, odporne na działanie wysokich temperatur, nie powodujące "topienia" i ścierania się tuszu z rzęs nawet w najgorętsze dni.
Doskonale zaprojektowana szczoteczka pozwala na zaaplikowanie zawsze odpowiedniej ilości tuszu i osiągnięcia pożądanego efektu.
2000 Calorie jest bezzapachowa, hipoalergiczna, dopuszczona do stosowania przez osoby noszące szkła kontaktowe.

Opakowanie: plastikowe, w kolorze grafitowym (tak mi się wydaje), ze złotymi napisami.
Szczoteczka: klasyczna spiralka, dość gęsta, średniej grubości i długości.
Konsystencja: tusz jest bardzo gęsty, przez co przy trzeciej warstwie zaczyna wyglądać niechlujnie.



2000 Calorie - l: jedna warstwa; p: dwie warstwy
Działanie: tusz ładnie pogrubia rzęsy i wydłuża je, jednak po nazwie spodziewałam się bardziej spektakularnych efektów. Jest niestety dość gęsty, przez co ma tendencje do sklejania rzęs. Problem jest również ze zmyciem, bo bardzo mocno przylega do rzęs. Podczas zmywania lubi również wchodzić do oczu. Nie jest prawdą, że nie ma zapachu, ma zapach charakterystyczny dla wszystkich tuszu do rzęs.

Ocena: 7/10
Cena: ok. 30 zł (ja go kupiłam, a gdzieżby, na allegro, ale nie pamietam ile zapłaciłam.

Oriflame - Maxi lash mascara - 8 ml

Zdjęcie: własne

Od producenta (wizaz.pl): Tusz na miarę XXI wieku: rewolucyjny 2-funkcyjny aplikator w formie grzebienia i wyjątkowa formuła zapewniają oszałamiające rzęsy w intensywnym kolorze. 16X większa objętość. Wzbogacony naturalnym woskiem pszczelim i pantenolem wzmacniającym rzęsy.

Opakowanie: plastikowe, w kolorze czerwonym, ze złotymi napisami.
Szczoteczka: bardzo nietypowa, w formie dwustronnego grzebyka.
Konsystencja: Kremowa, gładka, w sam raz.


Oriflame - l: jedna warstwa; p: dwie warstwy
Działanie: pięknie wydłuża rzęsy, już po jednej warstwie są one cudownie widoczne, niestety grzebyk uniemożliwia praktycznie rozczesanie rzęs, przez co są one nieestetycznie sklejone. Ładnie się zmywa.

Ocena: 6/10
Cena: 32,90 zł

Maybelline - The colossal volum' express mascara 100% black - 10,7 ml

Zdjęcie: własne

Od producenta (wizaz.pl): Kolagen i ekstremalnie gruba szczoteczka- to połączenie ma zapewnić rzęsom aż siedmiokrotne powiększenie. Teraz nowa odsłona tuszu: wersja 100% Black dla maksymalnie czarnego koloru rzęs.

Opakowanie: plastikowe, w kolorze żółtym, pękate, typowe dla tej marki. Napisy w kolorze czarnym.
Szczoteczka: klasyczna, średniej wielkości i długości, z gęsto ułożonymi, dość długimi włoskami.
Konsystencja: tusz jest dość suchy, trudno się go aplikuje, ale można za to nakładać wielowarstwowo, nie robi krzywdy.


Colossal volum' - l: jedna warstwa; p: dwie warstwy
Działanie: wydłuża rzęsy, pogrubienia niestety zupełnie nie zauważyłam, bardzo ładnie za to rozczesuje. Szczoteczka jest średniej wielkości, przy małych oczach trzeba uważać aby się nie pobrudzić. Jedna warstwa jest słabo widoczna, dwie wyglądają już ładnie, bardzo naturalnie.

Ocena: 7/10
Cebna: 23 zł

Rimmel - Volumeflash Scandaleyes mascara extreme black - 12 ml

Zdjęcie: własne
Od producenta (wizaz.pl): Tak duża, a jednocześnie tak precyzyjna- szczoteczka MaxDensity odkrywa rzęsy, których nigdy się nie spodziewałaś. Formuła ekstremalnej czerni daje 30% gęstsze rzęsy a więcej włosków na szczoteczce chwyta i pokrywa nawet najmniejsze rzęsy. Rozczesuje grudki, aby nadać doskonałe wykończenie. O maksymalnie głębokiej czerni.

Opakowanie: olbrzymia, plastikowa tuba w kolorze czarnym, z pomarańczową, mieniącą się perłowo nakrętką i napisami w kolorze pomarańczowym, lustrzanym.
Szczoteczka: olbrzymia, klasyczna spiralka, średniej długości, z bardzo długimi i gęstymi włoskami.
Konsystencja: bardzo kremowa.

Rimmel - l: jedna warstwa; p: dwie warstwy
Działanie: po pierwsze, tą gigantyczną szczotą na prawdę trudno się pomalować nie robiąc sobie krzywdy i nie brudząc całego oka. Maskara miała fenomenalnie pogrubiać rzęsy, niestety zupełnie tego nie robi. Trochę je wydłuża, w miarę dobrze rozczesuje, niestety przy tak wielkiej szczotce trudno dotrzeć do tych najmniejszych w kącikach. Ma dość głęboki odcień czerni i to tyle. Najsłabsza z maskar jakie mam. Dobrze się zmywa.

Ocena: 3/10 (plus za opakowanie, kolor i niezłe rozczesywanie rzęs)
Cena: ok. 30 zł

Sephora - lash plumper ultra black - 12 ml
Zdjęcie: własne

Od producenta (wizaz.pl): Maskara powiększająca objętość rzęs. Konsystencja lekkiego żelu, pozwala na wyjątkowo
łatwą aplikację, oraz możliwość aplikacji wielu warst bez efektu obciążenia rzęs.

Opakowanie: klasyczne sephorowskie, czarne, plastikowe, ze srebrnymi napisami. Minimalistyczne.
Szczoteczka: klasyczna, w kształcie jaja, dość gruba, średnio długa, z gęsto ułożonymi włoskami.
Konsystencja: jak dla mnie jest bardziej kremowa niż żelowa, ale faktycznie można nakładać wiele warstw bez uszczerbku na wyglądzie.

Sephora - l: jedna warstwa; p: dwie warstwy
Działanie: kolejna maskara która miała za zadanie pogrubiać rzęsy, u mnie niestety nie ma jakichś wielkich efektów. Trochę wydłuża, nieźle rozczesuje, ładnie się zmywa. Jednak nie jest warta tej ceny.

Ocena: 7/10
Cena: 34 zł

Podsumowanie: moim zdaniem najlepsza maskara to tania i niepozorna Celia. Genialnie rozczesuje, pięknie wydłuża, jest tania. Na drugim miejscu Illegal - również łanie rozczesuje i wydłuża, poza tym to właśnie ona towarzyszyła mi w dniu ślubu. Jeśli chodzi o pogrubienie, to najlepiej sprawdziła się 2000 Calorie.
Reszty na pewno nie kupiłabym ponownie, nawet w dużej promocji, choć mają swoje niewątpliwe zalety.
Żadna z maskar mnie nie uczuliła, nie podrażniła oczu, wszystkie mają ładny, czarny odcień i są w przystępnych cenach.

I jeszcze na koniec moje rzęsy bez niczego. Nie ma się czym chwalić niestety :(


A Wy jakie tusze najbardziej lubicie? Może wśród Waszych ulubieńców ukrył się mój ideał?

czwartek, 28 czerwca 2012

Informacyjnie

Dzisiaj króciutki post z informacją. Ten blog będzie się zmieniał, ponieważ cały czas nie wiem jak chcę aby ostatecznie wyglądał, dlatego będę tu mieszać, zmieniać, dodawać, odejmować...
Ale na pewno będę pisać, więc wpadajcie i czytajcie :)
Pozdrawiam.

środa, 27 czerwca 2012

Trochę makijażu

Nie jestem może specjalistką od makijażu, ale lubię się bawić z cieniami i kolorami.
Poniżej kilka efektów moich zabaw. Enjoy.

Kobiety lubią brąz ;)


Fiolet



Szarości



Ach te turkusy ;)



I na razie tyle moich makijażowych prób.