Z pierwszą częścią niniejszej relacji możecie się zapoznać TUTAJ.
Trzeci dzień pobytu rozpoczęliśmy znowu śniadaniem w naszym hostelu, a że po śniadaniu zostało nam trochę czasu do spotkania z A. i J. poszliśmy na krótki spacer w kierunku Starego Rynku, jakże spokojnego w porannych godzinach poniedziałku. Poszliśmy też do ruin dawnych murów obronnych miasta.
Gdy spotkaliśmy się z A. i J. pojechaliśmy do Bazyliki Archidiecezialnej. Kościoły zawsze robią na mnie ogromne wrażenie, ten tym bardziej, bo był dość skromny, nie ociekał złotem i rubinami.
Następne kroki skierowaliśmy w stronę Jeziora Maltańskiego. Zaskoczyło mnie, że jest to sztuczny zbiornik, okresowo opróżniany z wody w celu oczyszczenia dna.
Trochę przeżyć dostarczył mi proces parkowania przez A., już ona doskonale wie co mam na myśli ;)
Przejechaliśmy się też mocno zatłoczoną kolejką wąskotorową, Maltanką.
Kolejnym punktem na naszej mapie był przepiękny Ogród Botaniczny, gdzie również nie zabrakło nam samochodowych doznań ;)
Za to sam park jest absolutnie przepiękny, z liczną roślinnością, oporem zieleni, wspaniale utrzymanymi alejkami. Jest to jedno z miejsc, które mogę polecić z czystym sumieniem, nawet osobom niespecjalnie lubiącym przyrodę, jak ja.
W ogrodzie botanicznym znajduje się również oczko wodne, w którym pływają ryby, kaczki, a nawet dwa żółwie wodne, które z zaciekawieniem podpływają do przybyłych by sprawdzić, czy nie wrzucają przypadkiem czegoś do jedzenia :)
I tutaj znowu nie polecam kawiarni znajdującej się na terenie parku. Bardzo niemiła obsługa, sprawiająca wrażenie jakby robiła nam łaskę, że poda kawę.
Po cudownym, długim spacerze po ogrodzie wróciliśmy do ścisłego centrum by spojrzeć na Zamek Cesarski oraz stojącą tuż obok, bardzo ciekawą rzeźbę - Pomnik Pogromców Enigmy.
Spacerując z powrotem do samochodu odkryliśmy nowe wspaniałe miejsce z prawdziwymi shake'ami. Kawiarnia nazywa się Cafe Route 66, a prowadzi je najprawdziwszy Amerykanin ze swoją żoną, Polką. Polecam w szczególności shake o smaku Bounty, z wspaniale wyważonym smakiem kokosu i gorzkiej czekolady, z prawdziwą bitą śmietaną na szczycie. Pycha.
Tego dnia na kolację zostaliśmy ponownie zaproszeni do naszych wspaniałych poznańskich znajomych, były kiełbaski i mięcho z grilla... Ale o tym nie będę pisać ;)
Ostatniego dnia pobytu planowałam wizytę w Rogalowym Muzeum Poznania, jednak wycieczka po muzeum zajmuje niemal godzinę, także sobie odpuściłam. Gdybyście jednak się wybierali, uważajcie na wejście, bo jest ono ulokowane na tyłach, od podwórka, a nie od frontu, ze strony rynku.
Pojechaliśmy za to po wyjątkowo pyszny i bardzo długo świeży chleb z Pracowni Godny Chleb. Bochenek kosztuje 10 zł, ale jest to na prawdę wyborne pieczywo. Później jeszcze trochę pochodziliśmy po centrum, wpadliśmy ponownie na shake'i, by ostatecznie pojechać na poznański dworzec i wsiąść w pociąg powrotny do domu.
Wizyta udała się bardzo, głównie ze względu na wspaniałe towarzystwo A., M. i ich syna J., wielkiego miłośnika kolei i kolejek :) Sam Poznań nie jest miastem brzydkim, jednak na więcej niż 2 dni (jeśli nie wchodzicie do muzeów) nie znajdziecie zajęcia.
Restauracji żadnych nie polecam, poza wspomnianym Cafe Route 66, bo żywili nas głównie A. i M., za co bardzo dziękujemy.
Jeśli macie okazję odwiedzić Poznań, to z pewnością warto go zwiedzić, warto także zobaczyć okoliczne atrakcje jak wspomniana w poprzednim poście Makieta Kolejowa w Borówcu.
Pozdrawiam,





















