Obserwatorzy

czwartek, 31 grudnia 2015

Szczęśliwego Nowego 2016 roku


Nie udało mi się już w tym roku napisać dla Was recenzji, ale pamiętam o Was i wpadam złożyć Wam noworoczne życzenia :)



Życzę Wam wszystkim, i każdemu z osobna,
aby nowy 2016 rok
był rokiem wspaniałym i cudownym.
Rokiem spełnianych marzeń
i realizowanych planów.

Rokiem miłości i szczęścia,
zdrowia, bo ono jest najważniejsze.
By troski dnia codziennego
wynagradzane były wspaniałymi zdarzeniami,
godzinami, dniami, tygodniami i miesiącami.

By wasze serca pełne były miłości, wsparcia i współczucia,
dla słabszych i potrzebujących,
również tych futrzastych przyjaciół.

A Wasze umysły otwarte i chłonne,
by każda chwila 2016 roku była niezapomniania,
pozytywna i piękna.

Ps. Dziekuję za Wasze życzenia świąteczne i noworoczne :*

Pozdrawiam,

środa, 23 grudnia 2015

Wesołych Świąt


Moi drodzy, ponieważ przez czas Świąt robię sobie odpoczynek od internetu i wrócę zapewne w okolicach poniedziałku, chciałam Wam już dzisiaj życzyć

zdrowych, spokojnych i radosnych
Świąt Bożego Narodzenia,
dużo rodzinnego ciepła,
pysznych świątecznych potraw
i prezentów, które będą spełnieniem Waszych marzeń.
Pozdrawiam,

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Niekosmetycznie - Pharma Nord, Bio-Quinon Active Q10 GOLD

Wprawdzie dzisiaj nie niedziela, ale wczoraj robiłam sobie dzień bez internetu, dlatego recenzja ukazuje się w dniu dzisiejszym.

Suplementy diety są w naszym życiu niezwykle ważne. Choć żyjemy w czasach, gdy wystarczy wyjść do sklepu by kupić niemal wszystko, na co mamy ochotę, a społeczeństwo niebezpiecznie zmierza w kierunku otyłości, paradoksalnie nasze ciała są niedożywione. Pokarm, którego im dostarczamy często jest kompletnie bezwartościowy. Jemy owoce bez witamin, mięso bez żelaza i pijemy mleko bez wapnia. Dlatego też, aby utrzymać nasz organizm w dobrej kondycji coraz częściej sięgamy po wszelkiej maści suplementy - pigułki, tabletki, kapsułki, syropy...


Gdy zwróciła się do mnie pani Agnieszka Wiśniewska, reprezentująca firmę Pharma Nord z pytaniem o chęć przetestowania wybranego z oferty firmy suplementu, nie wahałam się ani chwili. W niedługim czasie otrzymałam dwa opakowania produktu, czyli dwumiesięczną kurację. A ponieważ mijają właśnie te dwa miesiące, chciałam się podzielić z Wami wrażeniami.

Pharma Nord
Bio-Quinon Active Q10 GOLD



Skład: Niestety zupełnie nie znam się na składach suplementów diety, mogę jedynie potwierdzić czy zawiera składniki o których zapewnia producent na opakowaniu i tutaj rzeczywiście te składniki się pojawiają w spisie. Moim jedynym zastrzeżeniem co do składu może być użycie jednego z najtańszych olejów, czyli palmowego. Wydaje mi sie również, że nie nadaje się dla wegetarian, gdyz zawiera w swoim składzie żelatynę, niestety brakuje informacji o jej pochodzeniu.

Olej palmowy
Żelatyna
Koenzym Q10 - ubichinon
Glicerol - substancja utrzymująca wilgoć
Kwas L-askorbinowy - witamina C
Karmel Amoniakalny - barwnik
Woda oczyszczona
Dwutlenek krzemu - substancja zagęszczająca
Dwutlenek Tytanu - barwnik

Cena regularna:ok. 65 zł za opakowanie (ale uważajcie, bo znalazłam go nawet za niespełna 100 zł w jednym z internetowych sklepów.
Pojemność: opakowanie 30 żelowych kapsułek
Dostępność: apteki stacjonarne i internetowe

Tabletki otrzymałam w eleganckim, dedykowanym opakowaniu reklamowym, w którym znalazły się nie tylko dwa pełnowymiarowe opakowania produktu wystarczające na dwumiesięczną kurację, ale także ulotki zarówno o tym preparacie jak i innych produktach tego producenta. Preparat ma postać żelowych kapsułek, zapakowanych w duży blister i dodatkowe eleganckie kartonowe pudełeczko z okienkiem, przez które figlarnie widać kawałek kapsułki. Dość trudno je wydobyć z blistra, same kapsułki są koloru brązowego, dość miękkie, żelowe, śliskie, ale sporej wielkości, jednak nie sprawiają problemów podczas połykania. Producent zaleca przyjmować jedną kapsułkę dziennie podczas posiłku, ja przyjmowałam je najczęściej rano.


Obietnice producenta a rzeczywistość...
"Naturalny koenzym Q10 oraz witamina C, która przyczynia się do zmniejszenia uczucia zmęczenia i znużenia, a także do utrzymania prawidłowego metabolizmu energetycznego".
Jak już wspomniałam kapsułki nie sprawiały żadnego problemu podczas połykania, nie pozostawiały nieprzyjemnego uczucia w przełyku, nie pozostawiały posmaku, nie powodowały też żadnych nieprzyjemności w postaci mdłości czy uczucia "odbijania".
Jeśli chodzi o działanie, nie zauważyłam jakiegoś nagłego przypływu energii, poranne wstawanie nadal jest koszmarem (a liczyłam, że jednak trochę mi w tym pomogą), zauważyłam jednak brak spadku energii w ciągu dnia. Zanim je przyjmowałam, ok. godz. 13.00 zauważałam u siebie wyraźny spadek formy, ospałość, najchętniej położyłabym się o tej godzinie na drzemkę. Obecnie nie mam tego problemu, dłużej też nie jestem śpiąca wieczorem pomimo, że godzina porannej pobudki nie uległa zmianie.


Podsumowując uważam, że jest to calkiem niezły suplement. Nie dodaje jakoś wyraźnie energii, zwłaszcza w godzinach porannych, jednak zapobiega popołudniowej ospałości, uczuciu znużenia, sprawia, że oczy się nie zamykają, a usta nie otwierają w odruchu ziewania. Dzięki niemu również, nie jestem wieczorem śpiąca tuż po "dobranocce" ;)
Z przyjemnością przyjrzę się bliżej innym suplementom marki.


Czy kupię ponownie? 
MOŻE

Ocena ogólna:
----------------------------------------------------------------------------------------
Bardzo dziękuję producentowi marki Pharma Nord za możliwość przetestowania produktu.
Opinia jest subiektywna, a fakt otrzymania produktu nieodpłatnie nie miał na nią wpływu.

Chciałam również w tym miejscu podziękować pani Agnieszce
za śliczną kartkę świąteczną otrzymaną od firmy :)


Pozdrawiam,

czwartek, 17 grudnia 2015

Recenzja - Fitomed, płyn lawendowy do twarzy

Tonizowanie skóry, jak wiecie, jest czynnością ważną i powinna na stałe wejść nam w nawyk podczas wieczornego demakijażu. Jednak tonik to nie jedyny produkt, którym możemy zakończyć codzienny demakijaż. Równie dobrze w tej roli spisze się płyn micelarny, różnego rodzaju hydrolaty czy też płyny przeznaczone do stosowania na cerze. I o takim produkcie będzie dzisiejsza recenzja.

Fitomed
Płyn lawendowy do twarzy


Skład: Może nie powala, ale nie jest zły. Na pierwszych miejscach woda, hydrolat lawendowy, gliceryna i pantenol. W składzie znajdziemy także allantoinę i delikatne konserwanty. Jedyny minus za barwnik w postaci błękitu brylantowego, który niestety nie należy do składników bezpiecznych.

Aqua - woda, rozpuszczalnik\
Lavandula Angustifolia Flower Water - woda lawendowa, hydrolat z lawendy, działa łagodząco, tonizuje, oczyszcza, odświeża 
Glycerin - hydrofilowa substancja nawilżająca, humekant 
Panthenol - prekursor witaminy B5, hydrofilowa substancja nawilżająca, substancja aktywna, działa przeciwzapalnie, przyspiesza procesy regeneracji naskórka, ma zdolność wnikania w strukturę skóry działając wygładzająco, humekant 
PEG-40 Hydrogenated Castor Oil - niejonowa substancja powierzchniowo czynna, hydrofilowa, substancja odtłuszczająca, emulgator O/W 
Allantoin - substancja aktywna, działa przeciwzapalnie, łagodzi podrażnienia, wspomaga procesy regeneracji i odbudowy naskórka, stymuluje procesy gojenia się ran, działa silnie nawilżająco i wygładzająco na skórę 
Cytric Acid - sekwestrant, regulator pH 
Phenoxyethanol - substancja konserwująca 
Ethylhexylglycerin - substancja konserwująca pochodzenia naturalnego, humekant, substancja nawilżająca 
Lavandula Angustifolia Oil (linalool) - olejek lawendowy, substancja zapachowa pochodzenia naturalnego 
CI 42090 - barwnik syntetyczny, błękit brylantowy, nie powinien być stosowany w kontakcie z oczami 
CI 16255 - barwnik pochodzenia naturalnego, organicznego, czerwień koszenilowa 
Źródło: Kosmopedia.org, CosIng

Cena regularna: 13,00 zł (internetowy sklep producenta) 
Pojemność: 200 ml
Dostępność: on-line w sklepie producenta, stacjonarnie w drogeriach z naturalnymi kosmetykami, zielarniach, itp.

Płyn lawendowy otrzymujemy w prostej, przezroczystej butelce z atomizerem. Takie proste opakowanie sprawia, że producent nie musi podnosić ceny za wymyślne buteleczki czy etykiety. Nie zrozumcie mnie źle, uwielbiam kosmetyki w eleganckich i ekskluzywnych, szklanych opakowaniach, jednak proste formy maja swoje niewątpliwe zalety. Tutaj mamy prostą etykietę, która średnio przypadła mi do gustu, ale nie o nią w końcu w produkcie chodzi. Atomizer działa bez problemu, rozpryskując produkt na skórze w postaci przyjemnej mgiełki. Jak sama nazwa wskazuje, produkt ma formę płynną, w pieknym błękitnym odcieniu. Płyn przepięknie pachnie naturalną lawendą. Wydajność oceniam jako wysoką.


Obietnice producenta a rzeczywistość...
Według producenta, woda lawendowa i olejek lotny poprawiają ukrwienie i zaróżowienie skóry. Płyn odświeża i poprawia napięcie naskórka nadając mu zdrowy połysk.
Płyn rzeczywiście odświeża skórę, doskonale się sprawdza jako ostatni etap wieczornego demakijażu, ale także jako poranne orzeźwienie dla skóry. Nie zauważyłam, aby wzmagał zaczerwienienie mojej różowej, naczyniowej cery, jednak działa odświeżająco, a po jego użyciu cera wygląda zdrowo i promiennie. Przepiękny zapach lawendy pozwala się zrelaksować i ukoić nerwy. Nie podrażnia, nie wysusza i nie ściąga skóry, przygotowując ją na przyjęcie kremu lub serum.



Jest to pierwszy produkt tej polskiej firmy kosmetycznej, który trafił w moje ręce i jestem z niego bardzo zadowolona. Lawendowa, przepięknie pachnąca mgiełka odświeża skórę, natychmiastowo nadaje jej zdrowy wygląd, nie przesusza i nie powoduje ściągnięcia. Dodatkowo jest w bardzo praktycznym opakowaniu z atomizerem, a cena nie jest wygórowana.
Jedyne zastrzeżenie jakie mam, to użycie jako barwnika niebezpiecznego dla zdrowia błękitu brylantowego. Firmie, która aspiruje do miana naturalnej i zdrowej nie przystoi taka "wpadka".
Choć mam na liście kilka produktów, które chętnie wypróbuję po jej zużyciu, zapewne wróci nie raz na moją łazienkową półkę za lustrem.


Czy kupię ponownie? 
TAK

Ocena ogólna:
Pozdrawiam,

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Krótko i na temat... Kosmetyki współczesnej kobiety



Niedawno podczas wieczornego zmywania z siebie kosmetyków i kurzu całego dnia natchnęła mnie myśl. Czy nasze mamy też potrzebowały aż tylu kosmetyków wieczorem?

Oczywiście, wszystko zależy od tego ile macie lat. Ja urodziłam się w latach 80-tych, doastałam gdy w sklepach nie było nic, później pomimo zachłyśnięcia się wolnym rynkiem nadal nikt nie miał łazienki pękającej w szwach od kosmetyków. O zapasach już nie wspomnę.

Źródło: freedigitalphotos.net by tiverylucky

Zapas kosmetyków pielęgnacyjnych mojej mamy był niewielki. Zwykłe (1) mydło w kostce, do twarzy (2) krem Nivea aplikowany na całą twarz, włącznie ze skórą pod oczami i na szyję, czasem też na dłonie, później dołączył (3) balsam do ciała tej samej marki. No i oczywiście (4) szampon do włosów, gdy weszły szampony 2w1 to właśnie ten kosmetyk stał na wannie. Czasem (5) sól Kinga lub płyn do kąpieli, ale to bardziej dla mnie niż dla mamy. Dla dziecka nie było nic fajniejszego niż kąpiel w ogromnej ilości piany. I jeszcze (6) lakier do włosów, czasem (7) pianka. Wiadomo, ulubiony (8) zapach i (9) dezodorant, (10) mleczko do demakijażu, kolorówkę celowo pominę.

Czyli jak łatwo policzyć, ilość kosmetyków pielęgnacyjnych i do stylizacji włosów mojej mamy nie przekraczała 10 sztuk.

Źródło: freedigitalphotos.net by winnond

A ilu kosmetyków potrzebuję ja podczas wieczornej toalety?
Zacznijmy od demakijażu: (1) płyn dwufazowy (do oczu), (2) płyn micelarny (do reszty twarzy), (3) GLOV lub jakiś krem do demakijażu, aby dokładnie doczyścić skórę, (4) tonik lub hydrolat, raz w tygodniu (5) peeling i (6) maseczka, (7) krem pod oczy, (8) krem na noc, rano osobny(9)  krem na dzień i (10) serum hialuronowe.
Wieczorny prysznic: (11) płyn do higieny intymnej, (12) peeling do ciała, (13) żel pod prysznic, (14) pianka lub żel do golenia + maszynka, (15) balsam do ciała lub masło, (16) balsam do biustu, (17) balsam antycellulitowy na miejsca newralgiczne, (18) krem do stóp, (19) krem do dłoni, (20) oliwka lub masełko do skórek.
Włosy: (21) szampon, (22) odżywka lub (23) maska, (24) spray termoochronny, (25) krem wygładzający, (26) olejek do końcówek.
Dodatkowo oczywiście ulubiony (27) zapach, (28) antyperspirant i (29) spray odświeżający do stóp, którego używam w okresie letnim.
O niczym nie zapomniałam?

Źródło: freedigitalphotos.net by dusky

Licząc prosto: 29 kosmetyków, bez kolorówki...
Moja mama mając niespełna 10 kosmetyków pielęgnacyjnych była piękna, zadbana i szczęśliwa. Czy my potrzebujemy do utrzymania formy niemal 3 razy tyle? A żadna z nas, nie czarujmy się, nie ogranicza się do pojedynczej sztuki peelingu, maseczki do twarzy, żelu pod prysznic czy odżywki do włosów.

Jesteśmy społeczeństwem wysoce konsumpcyjnym, a uginające się od wszelkiej maści kosmetyków drogeryjne półki, pękajacy w szwach od ofert Internet i łatwa dostępność niemal wszystkiego nie ułatwia nam zadania. Sama mam naturę chomika i moje zapasy kosmetyczne nie mieszczą się juz w półkach do tego przeznaczonych, pomimo regularnych przeglądów i wyzbywania się ich. Czy jednak rzeczywiście potrzeba nam do szczęścia tego wszystkiego?

Przed świętami idealny temat do przemyślenia, zachęcam Was również do dyskusji w komentarzach :)

Pozdrawiam,

piątek, 11 grudnia 2015

Kolorowo na paznokciach - Ingrid Estetic 286, czyżby czerwień idealna?

Czerwień na paznokciach, to klasyka w najczystszej formie. Pasuje do dżinsów, do balowej kreacji, do ślubnej sukni, ale też do kostiumu kąpielowego, wakacyjnych szortów czy dresu. Ale odcieni czerwieni jest całe mnóstwo, czasem różnią się bardzo, że na pierwszy rzut okaz widzimy różnicę. Czasem są to subtelności tak duże, że nawet bezpośrednie porównanie nie daje 100% pewności.
Każda z nas szuka czerwieni idealnej, tej jedynej, która będzie pasować zawsze i wszędzie.
I ja chyba właśnie taką idealną czerwień odkryłam...

Ingrid Cosmetics
Estetic Nail Polish 286

Niestety kolor ten jest niewdzięczny jeśli chodzi o fotografowanie, w rzeczywistości jest ciemniejszy

Lakier znajduje się w szklanej buteleczce o podstawie kwadratu. Opakowanie jest eleganckie i estetyczne, z czarną, satynową nakrętką. Odpowiedniej długości jednak dość szeroki pędzelek nie utrudnia malowania, choć jest mało precyzyjny. Nabieramy na niego jednak odpowiednią porcję lakieru, która nie spływa, nie zalewa skórek, a ładnie pokrywa płytkę zarówno najmniejszego jak i największego paznokcia.
Konsystencja jest bardzo odpowiednia, szybko schnie, nie trzeba czekać pomiędzy warstwami, bo lakier nie smuży, nie ściąga pierwszej warstwy, aplikuje się równomiernie i bezproblemowo.
Choć pełne krycie daje już jedna warstwa lakieru, dla uzyskania głębi koloru warto nałożyć drugą warstwę.


Lakier ma piękny połysk i głęboki odcień winnej czerwieni, staje się odrobinę jaśniejszy w świetle dziennym jednak nadal pozostaje w czerwieniach, nie ma w sobie nic z bordo, różu czy pomarańczu. Kolor mnie urzekł od pierwszej aplikacji stając się niespodziewanie ulubieńcem mijającego roku. Odcień nie jest ani za ciemny, ani za jasny, po prostu idealny i bezapelacyjnie skradł moje serce. Dla tego odcienia porzuciłam ulubione w tym roku hybrydy i mam go na paznokciach już trzeci raz z rzędu.
Co do trwałości, to po pięciu dniach widać było delikatnie starte końcówki i odrost, jednak gapa ja wygięłam jeden z paznokci i lakier niestety nieestetycznie popękał, więc musiałam go zmyć. Wytrzymał sprzątanie łazienki, szorowanie kuchennej płyty CIF'em z wybielaczem, a nawet peeling ciała. Zmywa się bez problemu, nie barwi płytki, nie brudzi skórek, choć przy zmywaczu w gąbce Delia (recenzja) ubrudzenie skórek jest wybitnie trudne.


Cena regularna: ok. 6 zł (wersja bezbarwna, drogeria internetowa strefaurody.pl)
Pojemność: 10 ml
Dostępność: niestety nie znalazłam tego odcienia w żadnym ze sklepów on-line, mam nadzieję, że jednak nie jest to jakaś wersja limitowana :(


To mój pierwszy lakier z tej serii i jestem nim absolutnie oczarowana. Zarówno trwałość, aplikacja jak i rewelacyjny odcień sprawiają, że będzie przeze mnie często eksploatowany. Do tego bardzo atrakcyjna cena, która absolutnie nie zdradza bardzo wysokiej jakości tego lakieru.
Nie wiem dlaczego nie potrafię go znaleźć w polskich drogeriach on-line i mam nadzieję, że to tymczasowy brak, bo nie wyobrażam sobie już mojego lakierowego pudełeczka bez tego odcienia... Jednak jeśli uda Wam się go gdzieś znaleźć, proszę Was o taką informację :)

Pozdrawiam,

środa, 9 grudnia 2015

Recenzja - Planeta Organica, Aleppo hair & body soap

Jak zapewne wiecie pod prysznicem i do mycia dłoni preferuję konsystencje żelowe i płynne niż mydła w klasycznej kostce. Skład nie ma dla mnie większego znaczenia, jednak im lepszy tym przychylniej na dany preparat patrzę. Mydła aleppo w każdej formie przechodziły swego czasu prawdziwy renesans wśród blogerek. Nie byłabym jedną z nich gdybym i ja się na jakieś nie zdecydowała. Wybór padł na markę Planeta Organica i produkt przeznaczony zarówno do mycia ciała jak i włosów. To właśnie głównie w tej drugiej roli go testowałam. Jak wypadł?

Planeta Organica
Aleppo Hair & Body Soap
Syria


Skład: Bardzo porządny, oparty na naturalnych olejach i wyciągach. Na początku woda, zaraz za nią organiczna oliwa z oliwek i olej laurowy, czyli główne składniki każdego prawdziwego Alepp. Dalej wyciąg z róży damasceńskieńskiej, organiczny olej z szafranu, olejek mirtu, olej z pestek winogron, olejek rumianku, następnie dwie dubstancje powierzchniowo czynne, sorbitol i substancje zapachowe. Na końcu karmel w roli barwnika i dwa konserwanty.

Aqua - woda, rozpuszczalnik 
Organic Olea Europaea Fruit Oil - organiczna oliwa z oliwek, kondycjoner, emolient 
Laurus Nobilis Leaf Oil - olej laurowy, substancja zapachowa, maskująca 
Rosa Damascena Oil - olej z róży damasceńskiej, kondycjoner, substancja maskująca i zapachowa 
Organic Crocus Sativus Oil - organiczny olej szafranu, kondycjoner 
Myrtus Communis Oil - olejek mirtu, działanie odkażające, dezodorujące, odświeżające, wzmacnia i nadaje połysk włosom 
Vitus Vinifera Seed Oil - olej z pestek winogron, emolient, tonizuje, reguluje wydzielanie sebum, zapobiega stanom zapalnym 
Chamomilla Recutita Oil - olejek rumianku pospolitego, działą antyseptycznie, przeciwzapalnie 
Potassium Olivate - sól potasowa oliwy z oliwek, emulgator, substancja powierzchniowo czynna 
Potassium Laurate -sól potasowa oleju laurowego, emulgator, substancja powierzchniowo czynna 
Sorbitol - substancja hydrofilowa, higroskopijna, wiąże wodę w naskórku dzięki czemu działa nawilżająco, zmiękcza i wygładza skórę i włosy, humekant 
Parfum - substancje zapachowe 
Caramel - barwnik 
Sodium Benzoate - substancja konserwująca 
Potassium Sorbate - substancja konserwująca 
Źródło: Kosmopedia.org, CosIng

Cena regularna: 49,95 zł (sklep internetowy)
Pojemność: 450 ml
Dostępność: stacjonarnie w mydlarniach, sklepach z kosmetykami rosyjskimi czy zielarniach, on-line wiele drogerii kosmetycznych


Mydło otrzymujemy w sporej wielkości, plastikowym słoju. Opakowanie wykonane jest solidnie, graficznie oszczędnie i elegancko, etykiety nie odklejają się i nie ścierają nawet po dłuższym użytkowaniu. Samo mydło ma bardzo gęstą, lepiącą się i ciągnącą konsystencję, należy uważać, żeby do opakowania nie dostała się woda, bo będzie rozcieńczać produkt, a co za tym idzie osłabiać jego działanie. Przepięknie pachnie różą, zapewne za sprawą wyciągu z róży damasceńskiej i choć nie jest to mój ulubiony aromat w przypadku tego produktu zupełnie mi nie przeszkadza. Z uwagi na konsystencję produkt jest szalenie wydajny.


Obietnice producenta a rzeczywistość...
Według producenta, "gęste mydło aleppo z organiczną oliwą z oliwek, przygotowane na bazie starodawnej, niezmiennej od wieków receptury intensywnie nawilża i odżywia skórę całego ciała. Chroni przed zanieczyszczonym środowiskiem, sprzyja normalizacji lipidowego bilansu skóry. Nadaje się do pielęgnacji ciała i włosów".
Rzeczywiście mydło jest niesamowicie gęste i doskonale sprawdza się do mycia zarówno ciała jak i włosów. Przy używaniu na ciało sugeruję skorzystać z gąbki, myjki lub rękawicy, bo samo mydło zanim się nie spieni bardzo ślizga się po skórze co negatywnie wpływa na jego wydajność. Jeśli chodzi o włosy, dobrze je najpierw rozprowadzić w dłoniach, a dopiero później na mocno wilgotnych włosach. Przepięknie, głęboko  oczyszcza włosy, dlatego też mocno je plącze, bez odżywki lub maski się nie obejdzie. Nie spowodowało powstania łupieżu czy innych nieprzyjemnych skutków ubocznych. Dobrze się wypłukuje z włosów i pozostawia je aż "skrzypiące". Trudno mi się odnieść do pochodzenia organicznego oliwy z oliwek czy też receptury według jakiej powstaje. Choć dobrze oczyszcza i skórę i włosy, z całą pewnością nie chroni przed zanieczyszczonym środowiskiem, swoją drogą nie bardzo rozumiem to zdanie. W jaki sposób niby kosmetyk ma chronić przed zanieczyszczonym środowiskiem?
Mydło nie przesuszyło mojej skóry, po spłukaniu pozostawia na niej delikatny film i przepiękny zapach, który także wyczuwalny jest podczas mycia. Mydło dobrze się pieni tworząc dość luźną pianę, na włosach jest ona bardziej gęsta i kremowa.


Pomimo wysokiej ceny produkt wart jest uwagi. Równie wysoka wydajność, dobry efekt oczyszczenia czy to skóry czy włosów, piękny zapach i bardzo dobry skład na pewno działają na jego korzyść. Polecam, jeśli lubicie naturalne mydła, ale zapach prawdziwego aleppo niekoniecznie Wam odpowiada.

Czy kupię ponownie? 
TAK

Ocena ogólna:
 -----------------------------------------------------------------------------------------
Pozdrawiam,

sobota, 5 grudnia 2015

Niekosmetycznie - filmowa sobota - W głowie się nie mieści [minirecenzja]

Źródło: freedigitalphotos.net by Greenleaf Designs


Lubicie animacje? Ja uwielbiam. Do filmów animowanych takich jak Shrek, Epoka Lodowcowa czy Potwory i Spółka z przyjemnościa powracam wielokrotnie, doceniając nie tylko ich techniczne stworzenie, ale również, a może przede wszystkim, świetny dubbing (moim ulubieńcem w tej kwestii od lat pozostaje Bartosz Wierzbięta).
Gdy mam ochotę na lekkie kino, typową rozrywkę i humor, wybieram właśnie filmy animowane.
Ten o którym napiszę dzisiaj polecił mi kolega z pracy jako świetny film animowany. Czy się nie rozczarowałam?

W głowie się nie mieści
Inside out (2015)

Źródło: filmweb.pl

Film opowiada o dorastającej dziewczynce Riley, w której głowie mieszka 5 emocji rządzących jej zachowaniem i życiem: nadpobudliwa Radość, depresyjna Smutek, wzgardliwa Odraza, nerwowy Gniew i płochliwy Strach.
Emocje decydują o tym, jaie są poszczególne wspomnienia dziewczynki, co dzieje się z filarami jej osobowości, w jakim kierunku sie rozwija. Wszystko świetnie się układa do czasu, aż rodzice dziewczynki postanawiają przeprowadzić się do San Franciscko, jednak prawdziwe problemy zaczynają się dopiero wtedy, gdy załamana Smutek postanawia "odejść z pracy".
Konsekwencje tej decyzji będą kluczowe dla dalszego życia i rozwoju dziewczynki.

Źródło: filmweb.pl

Film jest lekki i przyjemny, w bardzo zabawny sposób pokazuje, jak poszczególne emocje decydują o naszym życiu i przyszłości. [UWAGA SPOILER] Najzabawniejszymi fragmentami, dla mnie, był moment w którym pokazywane są emocje pozostałych członków rodziny (mamy i taty Riley) w momencie kryzysowym, komentujące nawzajem wydarzenia, oczywiście w głowie swoich właścicieli, jeśli można uzyć takiego słowa.

Źródło: filmweb.pl

Źródło: filmweb.pl

Film polecam jako lekkie i przyjemne kino, w sam raz na piątkowy lub sobotni wieczór, aby się zrelaksować, rozluźnić i pośmiać, dla dorosłych i starszych dzieci.

Źródło: filmweb.pl


Teraz z niecierpliwością czekam na kolejną zapowiadającą się świetnie animację, mianowicie "Sekretne Życie Zwierzaków Domowych", którego polska premiera zapowiedziana jest niestety dopiero na drugą połowę 2016 roku.



Pozdrawiam,

piątek, 4 grudnia 2015

Pięciu wspaniałych, czyli ulubieńcy miesiąca - listopad 2015



Dzisiaj zapraszam Was na ostatnich w tym roku ulubieńców miesiąca, grudzień bowiem podsumuję już ulubieńcami całego roku.


Bell Look Now!, puder prasowany HD
Jeśli liczyć ten sam puder jednak wyprodukowany pod szyldem Biedronki, to jest to już moje drugie opakowanie. Puder świetnie matuje, jest transparentny więc nie zmienia koloru podkładu, nie pozostawia na skórze pudrowego efektu, wymaga jednak nietypowej dla mnie aplikacji. Puder jest u mnie bowiem wykończeniem makijażu i aplikuję go na skórę metodą stempelkową miejsce przy miejscu. W przypadku tego produktu metoda ta nie sprawdza się, gdyż produktu zostaje wtedy za dużo na skórze i może dawać efekt bielenia. Świetną metodą aplikacji tego produktu jest natomiast lekkie omiatanie skóry pędzlem. Tak aplikowany daje mat na bardzo długo i świetnie spełnia swoje zadanie. Myślę, że to nie jest ostatnie opakowanie tego produktu w mojej kosmetyczce.


L'Oreal, True Match, podkład, 2N Vanilla
Po przerwie od tego podkładu wymuszonej koniecznością zużycia innych otwartych produktów, powróciłam do niego w minionym miesiącu i na nowo mnie oczarował. Drugi kolor w kolejności jest idealnie wprost dopasowany do odcienia mojej skóry, świetnie się z nią stapia wyrównując koloryt i delikatnie przykrywając zaczerwienione policzki. Zaaplikowany gąbeczką - jajkiem Ebelin, nie daje efektu maski, utrzymuje się cały dzień, nie ciemnieje  i wygląda świetnie. Pełną recenzję tego podkładu możecie przeczytać TUTAJ.


Ebelin, gąbeczka-jajko do aplikacji podkładu
Wspomniana powyżej, doskonale sprawdza się do aplikacji nawet najcięższych podkładów, dając bardzo naturalny efekt. Idealnie stapia podkłady ze skórą, nie pozostawia efektu maski, ale daje piękne, naturalne wykończenie. Gdy ta sztuka się zużyje, wypróbuję oryginalnego Beauty Blendera, który już czeka w mojej szufladzie, jednak z uwagi na jej znacznie bardziej przystępną cenę (ok. 15 zł) myślę, że jednak pozostanę przy gąbeczce Ebelin.
Na zdjęciu widzicie zmaltretowaną gąbeczkę po kilku miesiącach niemal codziennego używania, która po zrobieniu zdjęcia wylądowała w projekcie denko, oraz nowy egzemplarz, użyty zaledwie raz.


GLOV-ON THE GO, rękawica do demakijażu z użyciem wody
Również po długiej przerwie powróciłam do tej formy demakijażu. Rękawica świetnie spełnia swoje zadanie z użyciem zaledwie wody, nowa jest dla skóry bardzo delikatna, miękka i aksamitnie przyjemna, do jej wyczyszczenia wystarczy zwykłe mydło. Wersja mniejsza bardziej mi pasuje, bo zazwyczaj zaledwie dokańczam nia demakijaż po zmyciu go w pierwszej kolejności płynem micelarnym. Pełną recenzję produktu możecie przeczytać TUTAJ.


Alantan Dermoline, krem lekki
Po krótkiej przygodzie z miniaturą Vichy Idealia, która skończyła się ogromnym podrażnieniem skóry, zaczerwienieniem i zaognieniem z ratunkiem przyszła mi resztka kremu bardzo popularnego swego czasu w blogosferze, a który z początku wcale nie porwał mojego serca. Nawilżał bardzo przeciętnie, zostawiał na skórze film, którego bardzo nie lubię. Jednak z podrażnioną i czerwoną skórą poradził sobie doskonale. Natychmiast złagodził podrażnienie i zaczerwienienie, sprawił, że skóra szybko doszła do siebie i wyglądała po prostu dobrze. Na pewno doczeka się pełniejszej recenzji.


I to by było na tyle jeśli chodzi o listopadowych ulubieńców. A jak u Was?

Pozdrawiam,

środa, 2 grudnia 2015

Akcja nawilżanie, czyli krótkie zestawienie maseczek do twarzy [01]

Jak zapewne wiecie, mam skórę suchą, czasem aż do przesady. Zauważyłam jednak, że w ostatnim czasie moja skóra zaczęła się przetłuszczać, głównie na czole i na policzkach przy skrzydełkach nosa.
Ponieważ, paradoksalnie, przetłuszczanie się skóry może być efektem jej odwodnienia, postanowiłam nawilżać skórę. Akcję przeprowadziłam już jakiś czas temu, ale trudno było mi się zebrać do napisania tych kilku zdań na temat każej maski. Niemniej postanowiłam krótko o nich wspomnieć, jakbyście podobnie jak ja szukały spektakularnego nawilżenia.

Plan był prosty, robię peeling, a później przez 7 dni codziennie nakładam na twarz maseczkę nawilżającą. Jak mi poszło?


Powiem, że średnio. Udało mi się zrobić 4 maseczki w tym czasie, wszystkie były OK, jedna nadal pozostaje moim ulubieńcem. Pozostałe nie były złe, ale nie zrobiły na mnie większego wrażenia, dlatego raczej nie zagoszczą ponownie w moich zbiorach. A jakich maseczek używałam?

PureDerm, peeling enzymatyczny
Pierwszy etap po demakijażu, aby usunąć martwe komórki naskórka i sprawić, że składniki aktywne maski będą głębiej wnikały w skórę. Na pewno pojawi się pełna recenzja tego produktu, teraz zdradzę tylko tyle, że jest to jeden z najleoszych peelingów, jakie miałam okazję stosować do tej pory.

BodyClub, maska rozświetlająca z komórkami macierzystymi ryżu.
O komórkach macierzystych można napisać wiele, obecnie co drugi kosmetyk chwali się ich zawartością w składzie pomijając jeden drobny fakt - komórki macierzyste bardzo szybko obumierają i nie ma możliwości, aby przeżyły w opakowaniu z maseczką. Maska jest w płacie flizelinowym, nie podrażniła mnie, trochę nawilżyła skórę, zostawiła ją odświeżona i gładką. Maseczki te były swego czasu dostępne w Biedronce.








Bielenda, dotleniająco-nawilżająca maseczka enzymatyczna.
 Maseczka kremowa, lekka, przyjemna, dobrze się aplikuje. Na policzkach, czole i nosie wchłonęła się niemal całkowicie, resztę należy usunąć płatkiem kosmetycznym. Opakowanie dzielone jest na dwie porcje maseczki.
Ta maska również mnie nie uczuliła, nie podrażniła skóry, nawilżyła ją i odświeżyła. Przyzwoita maseczka, dla osób ze skórą nie wymagającą mocnego nawodnienia się sprawdzi.








Dermedic, Hydrain3 Hialuro, maska nawadniająca
To maseczka, do której powracam co jakiś czas. Jestem nią zachwycona, bo pięknie nawilża skórę, odświeża ją, pięknie pachnie, nie podrażnia ani nie uczula, jest wydajna. Pełną recenzję tej maseczki znajdziecie TUTAJ. Polecam każdemu, kogo skóra wymaga silnego, ale łagodnego nawilżenia.



Body Club, nawilżający okład, maska z komórkami macierzystymi szarotki
To również maseczka zakupiona w Biedronce, także w płacie flizelinowym. Sprawdziła się bardzo podobnie jak poprzedniczka, nawilżyła, ale bez spektakularnych efektów, nie podrażniła, nie uczuliła. Maseczki te są dobrze nasączone i po zalecanym czasie dużo serum zostaje na skórze, można je spokojnie w nią wklepać, choć zostawia lepki film.









Jak widzicie tydzień maseczek był niepełny, udało mi się zrobić 4 maseczki, co biorąc pod uwagę mojego lenia (jestem z nim bardzo blisko związana) i tak jest wynikiem niezłym. Zapewne akcję spróbuje niebawem powtórzyć, bo wietrzna pogoda i centralne ogrzewanie nie sprzyjają nawilżeniu skóry :(

A jak Wy dbacie o nawilżenie Waszej skóry?
Ps. Tęsknię za maseczkowymi akcjami Maliny...

Pozdrawiam,