Obserwatorzy

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Recenzja - Oillan Balance, Nawilżający balsam pod prysznic

Należę do osób wyjątkowo leniwych jeśli chodzi o pielęgnację ciała. O ile o twarz staram się dbać regularnie, o tyle skóra na ciele traktowana jest po macoszemu. A ponieważ rzadko chce mi się nakładać balsam czy masło do ciała, staram się wybierać produkty, które podczas kąpieli nie wysuszają zanadto skóry.
Gdy pierwszy raz usłyszałam o balsamach do ciała pod prysznic uznałam, że to zbędny, nikomu niepotrzebny gadżet. No bo niby jaka to oszczędność czasu, skoro trzeba go zaaplikować, a potem spłukać? Gdy jednak pierwszy raz miałam okazję użyć tego rodzaju produktu, przepadłam. To na prawdę szybszy sposób, bo nie trzeba czekać, aż balsam się wchłonie w skórę, no i skoro i tak już myję ciało dajmy na to żelem, zaaplikowanie na skórę dodatkowego produktu nie jest żadnym problemem.
I dzisiaj właśnie będzie o tego typu produkcie.

Oillan balance
Nawilżający balsam pod prysznic


Co mówi producent? (www) 
Balsam przeznaczony do codziennej pielęgnacji suchej i wymagającej skóry, skłonnej do podrażnień i reakcji alergicznych. Bogaty w witaminy i mikroelementy olej z awokado intensywnie odżywia, zmiękcza i wygładza skórę. D-pantenol (5%) łagodzi podrażnienia, skutecznie regeneruje i wzmacnia barierę lipidową naskórka. Gliceryna zwiększa poziom nawilżenia oraz ogranicza przeznaskórkową utratę wody. Balsam tworzy na powierzchni skóry delikatny film ochronny.

Do skóry suchej, odwodnionej i wrażliwej intensywnie nawilża i odżywia chroni przed przesuszeniem wygładza, przywraca miękkość i elastyczność
  • Testowany dermatologicznie z udziałem osób z alergicznymi chorobami skóry
  • Nie zawiera: parafiny, parabenów, barwników, alergenów, kompozycji zapachowej
  • pH fizjologiczne
Skład: Bardzo porządny, tuż po wodzie gliceryna, potem panthenol, pod koniec składu jeszcze alantoina, na samym końcu... substancje zapachowe? A podobno ich tutaj nie ma. Wprawdzie producent pisze o "kompozycji zapachowej", więc może ma na myśli coś innego, jednak dla przeciętnego "Kowalskiego" to jedno i to samo. Pomimo tego skład godny jest uwagi, bo krótki i poza "Parfum" na prawdę nie ma się do czego zanadto przyczepić.

Aqua - woda, rozpuszczalnik 
Glycerin - hydrofilowa substancja nawilżająca, humekant 
Panthenol - substancja aktywna, prekursor witaminy B5,hydrofilowa substancja nawilżająca, działa łagodząco, przeciwzapalnie, przyspiesza rocesy regeneracji naskórka 
Cetearyl Alcohol - niejonowa substancja powierzchniowo czynna, emolient tłusty, substancja konsystencjotwórcza 
Glyceryl Stearate Citrate - niejonowa susbtancja powierzchniowo czynna, emulgator W/O, modyfikator reologii 
Palmitic Acid - emolient tłusty, emulgator W/O 
Glyceryl Stearate - emolient tłusty, emulgator W/O, substancja konsystencjotwórcza 
Glycereth-7 Caprylate/Caprate - emulgator, kondycjoner, substancja powierzchniowo czynna 
Persea Gratissima Oil - olej z awokado, emolient tłusty 
Glyceryl Caprylate - niejonowa substancja powierzchniowo czynna, emolient tłusty, emulgator W/O, modyfikator reologii 
Xanthan Gum - modyfikator reologii, zagęstnik 
Allantoin - substancja aktywna, działa przeciwzapalnie, łagodzi podrażnienia, wspomaga procesy odbudowy i regeneracji naskórka, stymuluje proces gojenia się ran, działa silnie nawilżająco 
Parfum - substancje zapachowe, których produkt podobno nie zawiera! 
Źródło: Kosmopedia.org, CosIng

Cena regularna: 16,98 zł [według ceneo.pl]
Pojemność: 200 ml 
Dostępność: apteki stacjonarne i internetowe

O produkcie.
Balsam otrzymujemy w tubie z błyszczącego, śliskiego plastiku, stojącej na klapce typu 'klik'. Dodatkowo zapakowany jest w kartonik na którym znajdziemy wszystkie niezbędne na jego temat informacje. Graficznie prosto, czytelnie i ładnie, jest to produkt paramedyczny i grafika na opakowaniu niezbicie o tym świadczy. Konsystencją przypomina lekki balsam do ciała, jest biały i bezzapachowy (ma typowy dla mnie, jak dla takich produktów, smrodek). Wydajność przeciętna.

Moja opinia.
Balsam dobrze rozprowadza się po wilgotnej skórze, nie spływa z niej, nie ślizga się. Równie dobrze się spłukuje pozostawiając jedynie delikatny, satynowy film, który po wytarciu skóry do sucha przestaje być wyczuwalny. Nieźle nawilża skórę, choć ja nie mam problemów z przesuszeniem skóry na ciele, nie wiem zatem jak by się sprawdził u takich osób. Po wytarciu skóry do sucha jest ona przyjemnie gładka i miękka w dotyku, nietłusta, ale chroniona delikatnym, satynowym filmem. Balsam nie pieni się, nie zatłuści całej kabiny, ma także doskonały skład pozbawiony parafiny, parabenów, pochodnych ropy naftowej czy formaldehydu. Jedyną, jak dla mnie, wadą jest brak zapachu. Lubię gdy po prysznicu skóra przyjemnie pachnie. Jednak dla alergików czy osób ze skórą wrażliwą, będzie to kolejny plus. Minus także za "parfum" czyli substancje zapachowe na końcu składu, których produkt podobno nie posiada...

Podsumowując, produkt doskonale spełnia swoje zadanie, choć w okresie zimowym nawilżenie może być zbyt delikatne. W okresie letnim jednak to doskonałe rozwiązanie, aby nasza skóra była odpowiednio nawilżona, gładka i miękka, bez konieczności czekania na wchłonięcie się kosmetyku.


Czy kupię ponownie?
Z uwagi na brak zapachu raczej NIE

Ocena ogólna:
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Bardzo dziękuję producentowi marki Oillan balance za możliwość przetestowania produktu.
Opinia jest subiektywna, a fakt otrzymania produktu nieodpłatnie nie miał na nią wpływu. 

Pozdrawiam,

piątek, 28 sierpnia 2015

Blogerski Brunch w Krakowie z The Secret Soap Store - Relacja

Gdy na początku lipca otrzymałam od pani Danuty Zicz mail z zapytaniem, czy zechciałabym wziąć udział w Blogerskim Brunchu w Krakowie organizowanym przez Scandia Cosmetics SA, mile połechtało to moją blogerską próżność. Po raz pierwszy bowiem firma zaprosiła mnie na tego typu spotkanie. Oczywiście z przyjemnością przyjęłam zaproszenie i z niecierpliwością czekałam na szczegóły.
Kolejny mail dotarł miesiąc później, dowiedziałam się z niego, że 21. sierpnia w piątek, w samo południe w krakowskiej Metaforma Cafe odbędzie się spotkanie blogerskie organizowane przez markę The Secret Soap Store.


Marka nie jest mi obca, uwielbiam ich pięknie pachnące kremy do rąk. Z jeszcze większą przyjemnością dowiedziałam się, że zaproszenie otrzymały również Alicja (klik) i Karolina (klik), a więc na podbój miasta smoka wawelskiego nie wyruszałam sama.

Wyjechałyśmy dość wcześnie, ponieważ ja nie cierpię się spóźniać, a do Krakowa kawałek jest. Najpierw odebrałam Alicję, później pojechałyśmy po Karolinę i całą "ekipą" wyruszyłyśmy w stronę słynnej autostrady A4.

Droga upłynęła szybko, w cudownej, radosnej atmosferze. Rozmawiałyśmy, śmiałyśmy się, opowiadały sobie anegdotki niekoniecznie z blogowego życia.
Około 10.00 dotarłyśmy do słonecznego, choć zakorkowanego Krakowa (ale taka niestety specyfika wszystkich większych miast, nie tylko w Polsce).
Okazało się, że miejsce naszego spotkania mieści się u podnóża samego Wawelu, znalazłam parking tuż obok (chyba najdroższy w mieście Kraka), co jednak okazało się zbawienne, ale o tym później.

Ponieważ miałyśmy trochę czasu, wybrałyśmy się na spacer brzegiem królowej polskich rzek, następnie skierowałyśmy kroki w stronę krakowskiej Helfy. Po drodze moje ulubione w tym sezonie mokasyny nie wytrzymały napięcia dłuższej wędrówki i spowodowały powstanie na stopach bolesnych pęcherzy. Ale nic to, kupiłam w kiosku dwa plasterki z opatrunkiem (które notabene marnie się spisały) i ruszyłyśmy dalej.
Drogeria którą odwiedziłyśmy okazała się ciekawym sklepem z naturalnymi produktami, aczkolwiek nie znalazłam tam niczego, co koniecznie musiałabym mieć, wyszłam więc z pustymi rękoma.

Wolnym krokiem ruszyłyśmy w drogę powrotną, z obowiązkowym przystankiem na zdjęcie ze Smokiem Wawelskim w tle ;)


Metaforma Cafe to kawiarnia będąca jednocześnie swoistą galerią sztuki współczesnej, w której zakupić można wystawiane tam rękodzieła. Wystrój dość surowy, bardzo specyficzny, przez szklany sufit wlewają się promienie słońca rozjaśniając całe pomieszczenie.
Na miejscu nie byłyśmy pierwsze, powitała nas pani Danuta, poprosiła o rozgoszczenie się i zaoferowała kawę oraz lemoniadę, którą można było zamawiać w barze, co niebawem uczyniłyśmy.


Po krótkim powitaniu blogerek, wśród których znalazło się kilka znajomych twarzy (pozdrawiam Anetę i Gosię), spotkanie rozpoczęły kosmetyczki z gabinetu kosmetycznego Dotyk Lata. Dziewczęta mówiły ogólnie o pielęgnacji paznokci, o najpopularniejszych obecnie typach manicure (hybrydy, manicure japoński), a także o odżywce do paznokci IBX przeznaczonej wyłącznie do użytku profesjonalnego. Odżywka szalenie mnie zainteresowała, bo można na nią aplikować lakiery hybrydowe, a nadal spełnia swoje zadanie. Myślę, że zastanowię się nad szkoleniem z zakresu jej stosowania.

Gabinet kosmetyczny "Dotyk Lata"
Odżywka do paznokci IBX i jej aplikacja

Kolejną prezentacją zaszczyciła nas pani Barbara Żurek, stylistka fryzur z wieloletnim stażem. Mówiła o pielęgnacji włosów po upalnych i słonecznych miesiącach. W tym samym czasie Karolina z Dotyku Lata aplikowała jednej z koleżanek-blogerek odżywkę na paznokcie, co mnie szalenie zainteresowało.

Pani Barbara Żurek

Kolejną atrakcją spotkania była pani Dorota Budzyńska z Ginger Med Spa, i to była część, która mnie osobiście najbardziej zainteresowała, zarówno prywatnie, blogersko jak i, poniekąd, zawodowo. Pani Dorota mówiła bowiem o filtrach przeciwsłonecznych, o ochronie skóry przed szkodliwym działaniem promieniowania słonecznego, a także o tym czym się różnią filtry chemiczne od mineralnych, które są lepsze i których powinno się używać. Pani Dorota nie tylko bardzo ciekawie mówiła, ale wniosła też do spotkania swoją niesamowitą energię.

Pani Dorota Budzyńska
Ginger Med Spa

Na sam koniec wystąpiły przedstawicielki naszego gospodarza, czyli krakowskiego The Secret Soap Store. Mówiły o nowych liniach produktów dostępnych w sklepie, zachęcały do zapoznania się z zapachami a także do odwiedzin sklepu, na które chętnie bym przystała gdyby nie pęcherze na stopach :(

Secret Soap Store

Spotkanie było bardzo udane. Miałam okazję poznać kilka nowych osób, między innymi Kasię z Mineralnego Świata Kasi (serdecznie Cię pozdrawiam :*). Przepyszne jedzenie dopełniło wspaniałą atmosferę tego dnia. Tarta kurkowa na kruchym cieście czy tarta z sosem czekoladowym i malinami to dania, które na długo pozostaną w mojej pamięci, podobnie jak rewelacyjny hummus. Metaforma Cafe to z pewnością miejsce, które odwiedzałabym częściej, gdyby nie odległość mnie od niego dzieląca, właśnie z uwagi na pyszne dania jakie oferują.


Po zakończeniu oficjalnej części posiedziałyśmy jeszcze chwilkę po czym pożegnałyśmy nieliczne już towarzystwo i wyruszyłyśmy w drogę powrotną na Śląsk.
Oczywiście nasz dzień na tym się nie skończył, korzystając z okazji wstąpiłyśmy bowiem do Galerii Katowickiej na drobne zakupy ;)


Dzień był szalenie udany, dowiedziałam się kilku nowych, bardzo ciekawych rzeczy, była okazja odwiedzić Kraków, który mojego serca nie ujmuje wprawdzie tak bardzo jak Alicji, jednak dostrzegłam niezaprzeczalny urok tego miasta.

Zdjęcia: Karolina

Na zakończenie spotkania otrzymałyśmy również drobne upominki od marki Secret Soap Store. Mnie przypadł w udziale mus pod prysznic Red Love o znanym mi już zapachu arbuza, mydło w kostce ogórek z koperkiem oraz mój absolutny, zapachowy hit, balsam do ciała z serii Pastel Love, o cudownie urzekającym zapachu grejpfruta. Z pewnością, pomimo mojej niechęci do smarowideł do ciała, stanie się on moim ulubieńcem.


Bardzo dziękuję za zaproszenie, za wspaniałą organizację oraz za mile spędzony czas zarówno organizatorom, współorganizatorom, sponsorom, jak i uczestniczkom spotkania.

  


Pozdrawiam,

środa, 26 sierpnia 2015

Konkurs z AyurVedik - WYNIKI

Dzisiaj krótko i zwięźle, a mianowicie wyniki konkursu z marką AyurVedik, producentem ajurwedyjskiego kremu z himalajskich ziół na problemy skórne KAILAS, którego 8-gramowe wersje były do wygrania w niniejszym konkursie.



A trójka zwycięzców to...

Zwiciężczyniom serdecznie gratuluję i proszę o przesłanie na maila katarzyna@seredin.pl Waszych adresów pocztowych, na które producent bezpośrednio prześle wygrane nagrody. Na przesłanie adresów macie czas do 1. września.

Pozostałym bardzo dziękuję za udział w konkursie, a już niedługo kolejne rozdanie, tym razem na początek jesieni :)

Sponsorem nagród jest
http://ayurvedik.pl/

Pozdrawiam,


wtorek, 25 sierpnia 2015

Recenzja - Farmona Radical - szampon odbudowujący do włosów suchych i łamliwych

Moje włosy nie są bardzo wymagające. Ich podstawową wadą jest fakt, że w nadmiernej wilgoci lubią się puszyć, czym doprowadzają mnie do szału. Generalnie jednak ani specjalnie się nie przetłuszczają (myję je co 3, czasem nawet co 4 dni), nieźle się układają, zakręcone wytrzymują kilka godzin, a wyprostowane zbyt szybko nie ulegają falowaniu. Obecnie też nie traktuję ich farbami i pozwalam sobie spokojnie rosnąć, a one odwdzięczają mi się w miarę znośną fryzurą i brakiem fochów. Z tego też względu nigdy nie zwracałam szczególnej uwagi na szampony jakich używam, o ile nie są bardzo mocno oczyszczające (te uniemożliwiają wręcz ich rozczesanie) nie mam właściwie żadnych szczególnych preferencji odnośnie szamponu. Ten o którym napiszę dzisiaj otrzymałam na blogerskim spotkaniu, a że markę znam, nie wahałam się i zaczęłam go dość szybko używać. Czy spełnił moje niewygórowane oczekiwania?

Farmona Radical
Szampon odbudowujący do włosów suchych i łamliwych 


Co mówi producent? (www) 
Wyjątkowo skuteczny szampon do częstego mycia i pielęgnacji włosów suchych i łamliwych.
Specjalnie dobrany zestaw składników aktywnych – naturalny ekstrakt z kiełków pszenicy, ekstrakt z owsa, skrzyp polny, ceramidy i inutec – wyraźnie wzmacnia, nawilża i odbudowuje zniszczone włosy oraz zapobiega ich łamaniu i rozdwajaniu się.
Dzięki regularnemu stosowaniu szampon Radical® chroni włosy przed utratą wilgoci i szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych oraz regeneruje uszkodzenia i wypełnia pęknięcia na powierzchni, przywracając włosom witalność, sprężystość i blask.

Skład: Szału nie robi, ale nie jest też najgorszy. Po wodzie dwie substancje myjące i pianotwórcze, kilka kondycjonerów i roślinnych substancji aktywnych na dalszych miejscach składu, substancje zapachowe na szarym końcu, a przed nimi kilka konserwantów w tym dwa pochodzące od formaldehydu. Mogłobny być lepiej, jednak najgorzej nie jest.


Aqua - woda, rozpuszczalnik
Sodium Laureth Sulfate - substancja oczyszczająca, myjąca, pianotwórcza
Cocamidopropyl Betaine - substancja myjąca, pianotwórcza, powierzchniowo czynna, regulator lepkości
Sodium Chloride - substancja maskująca, wiążąca, regulator lepkości
Silicone Quaternium-22 - kondycjoner
Polyglyceryl-3 Caprate - emulgator
Dipropylene Glycol - rozpuszczalnik, regulator lepkości, substancja zapachowa
Polysorbate 20 - emulgator, substancja powierzchniowo czynna
Propylene Glycol - humekant, kondycjoner, rozpuszczalnik, regulator lepkości
Equisetium Arvense (Horsetail) Herb Extract - skrzyp polny, kondycjoner
Triticum Vulgare (Wheat) Bran Extract - ekstrat z kiełków pszenicy
Ceramide 3 - kondycjoner
Milk Lipids - kondycjoner
Glycerin - hydrofilowa substancja nawilżająca, humekant
Avena Sativa (Oat) Kernel Extract - ekstrakt z ziarna owsa, antyoksydant, łagodzi podrażnienia i działa przeciwzapalnie
PEG-60 Hydrogenated Castor Oil - emulgator, substancja powierzchniowo czynna
Helianthus Annus (Sunflower) Seed Oil - olej słonecznikowy, emolient
Rosmarinus Officinalis Leaf Extract - ekstrakt z liści rozmarynu, antyoksydant, działa przeciwzapalnie i przeciwbakteryjnie
Inulin - kondycjoner
Cetrimonium Chloride - antystatyk, substancja antybakteryjna, emulgator, substancja konserwująca, substancja powierzchniowo czynna
Polyquaternium-7 - antystatyk, substancja filmotwórcza
Citric Acid - substancja chelatująca, buforująca, maskująca
Disodium EDTA - substancja chelatująca, regulator lepkości
Methylchloroisothiazolinone - substancja konserwująca, pochodna formaldehydu
Methylisothiazolinone - substancja konserwująca, pochodna formaldehydu
2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol - substancja konserwująca
Parfum - substancje zapachowe 
Źródło: Kosmopedia.org, CosIng

Cena regularna: 10,00 zł [sklep producenta]
Pojemność: 330 ml
Dostępność: drogerie stacjonarne i internetowe, sklep producenta 

O produkcie.
Szampon znajdziemy w przezroczystej butelce z klasyczną nakrętką. Butelka przywodzi na myśl starodawne, apteczne opakowania ze szkła, wykonana jest jednak z solidnego plastiku. Dobrze leży w dłoni, nie wyślizgnie się nawet gdy są wilgotne. Graficznie prosto i elegancko, bez zbędnych ozdobników.Sam produkt jest bezbarwny, lekko mętny, ma też dość przyjemny choć subtelny zapach zwykłego szamponu.
Konsystencja jest dość rzadka, może przeciekać przez palce, co wpływa na jego wydajność, którą oceniam na przeciętną.

Moja opinia.
Szampon dobrze się pieni i rozprowadza po wilgotnych włosach. Oczyszcza je z wszelkiego rodzaju zabrudzeń, jednak nie splątuje, co mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło. Dobrze się wypłukuje z włosów, pozostawia je miłymi w dotyku, lekko satynowymi. Nie ułatwia, ale też nie utrudnia układania, nie powoduje puszenia się włosów czy szybszego ich przetłuszczania. Nie przesusza włosów, nie wzmaga ich wypadania czy łamania się, nie zauważyłam też jednak aby znacząco wpływał na ich kondycję. Nie matowi ich, ale też nie nabłyszcza.
Podsumowując, szampon robi co ma robić, nie plącze włosów, dobrze je oczyszcza, jednak nie ma specjalnego wpływu na kondycję włosów. Ot zwykły szampon.



Czy kupię ponownie?
NIE

Ocena ogólna:
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Bardzo dziękuję producentowi marki Farmona Radical za możliwość przetestowania produktu.
Opinia jest subiektywna, a fakt otrzymania produktu nieodpłatnie nie miał na nią wpływu. 

Przypominam Wam również o konkursie z AyurVedik. Zgłoszenia przyjmuję jeszcze tylko dzisiaj.
Szczegóły znajdziecie TUTAJ.



Pozdrawiam,

sobota, 22 sierpnia 2015

Recenzja - Delia Dairy fun, jagodowy żel pod prysznic

Wybaczcie, że bywam tu teraz tak rzadko. Lato może i rozpala każdego górala (cytując pewien utwór), ale też bardzo rozleniwia. Mam nadzieję, że we wrześniu wszystko wróci do normy, a ja będę się pojawiać częściej.
Przechodząc jednak do meritum... Gdy zapisywałam się do pewnej firmy kosmetycznej prowadzącej sprzedaż katalogową usłyszałam, że sprzedaż kosmetyków to prosty biznes, bo każdy używa żelu pod prysznic. Nie będę się wdawać w polemikę, gdyż jadąc w środku lata komunikacją miejską można odnieść inne wrażenie, niemniej żele pod prysznic to produkty, które chyba w [niemal] każdym domu schodzą w ilościach największych.
Osobiście nie wymagam zbyt wiele od takiego kosmetyku. Ma oczyszczać skórę, nie przesuszać jej i ładnie pachnieć. Czy produkt o którym napiszę dzisiaj spełnia te wymagania? Zapraszam an recenzję.

Delia Dairy Fun
Jagodowy żel pod prysznic


Co mówi producent? (www) 
Jagodowa przyjemność dla ciała i zmysłów
- Kremowy żel do kąpieli i pod prysznic o zapachu aromatycznej jagody
- Delikatnie myje i nawilża
- Cudownie kremowa piana to wyjątkowa przyjemność dla ciała i zmysłów
- Cudowny jagodowy aromat otula ciało i relaksuje zmysły

Skład: Jak to w drogeryjnym żelu pod prysznic. Substancje myjące na początku składu, znajdziemy tutaj rónież alantoinę i pantenol oraz dwie pochodne formaldehydu jako konserwanty.


Aqua - woda, rozpuszczalnik 
Sodium Laureth Sulfate - anionowa substancja powierzchniowo czynna, substancja myjąca i pianotwórcza 
Cocamide DEA - niejonowa substancja powierzchniowo czynna, substancja myjąca, pianotwórcza, stabilizująca i poprawiająca jakość piany, modyfikator reologii 
Cocamidopropyl Betaine - amfoteryczna substancja powierzchniowo czynna, substancja myjąca, pianotwórcza, stavilizująca i poprawiająca jakość piany 
Sodium Chloride - modyfikator reologii, regulator lepkości 
Allantoin - substancja katywna, działa przeciwzapalnie, łagodzi podrażnienia, wspomaga procesy regeneracji i odbudowy naskórka 
Panthenol - Hydrofilowa substancja nawilżająca, substancja aktywna, ma działanie przeciwzapalne, przyspiesza procesy regeneracji naskórka 
Glycol Distearate - niejonowa substancja powierzchniowo czynna, emolient tłusty, substancja renatłuszczająca, emulgator W/O 
Steareth-4 - emulgator, substancja powierzchniowo czynna 
PEG-40 Hydrogenated Castor Oil - substancja odtłuszczająca, emulgator O/W 
Aroma - substancje zapachowe 
Citric Acid - sekwestrant, regulator pH 
Methylchloroisothiazolinone - substancja konserwująca, pochodna formaldehydu 
Methylisothiazolinone - substancja konserwująca, pochodna formaldehydu 
CI 42090, CI 16255, CI 14720 - barwniki 
Źródło: Kosmopedia.org, CosIng

Cena regularna: 9,99 zł
Pojemność: 400 ml 
Dostępność: drogerie stacjonarne i internetowe

O produkcie.
Żel otrzymujemy w plastikowej butelce przypominającej kształtem butelkę na mleko/śmietanę. Generalnie cała linia Dairy Fun ma cudowne opakowania, peelingi i pudry do kąpieli znajdują się w kamionkowych słoiczkach i dzbanuszkach, wygląda to fantastycznie. Kolorowa etykieta z ślicznym logo dopełnia całości. Butelka zamykana jest na klapkę typu 'klik'. Żel ma dość gęstą, ale nie klejącą się konsystencję, jest bezbarwny i mętny. Bardzo przyjemnie pachnie jagodami, lekko kwaskowo. Wydajność oceniam jako standardową.

Moja opinia
Żel dobrze się rozprowadza na skórze, nie spływa i nie przecieka przez palce. Tworzy na skórze mocno napowietrzoną pianę. Dobrze oczyszcza skórę, nie pozostawia na niej filmu czy wyczuwalnej warstwy, ale nie przesusza. Pozostawia na skórze delikatny, jagodowy zapach, który jednak nie utrzymuje się zbyt długo. Za to podczas samego prysznica, jagodowy zapach unosi się w powietrzu umilając kąpiel. Generalnie jest to porządny żel pod prysznic o bardzo przyjemnym zapachu, chętnie wypróbuję inne wersje zapachowe.


Czy kupię ponownie?
TAK, jednak inne wersje zapachowe

Ocena ogólna:
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Bardzo dziękuję producentowi marki Delia Dairy Fun za możliwość przetestowania produktu.
Opinia jest subiektywna, a fakt otrzymania produktu nieodpłatnie nie miał na nią wpływu.

Przypominam Wam również o konkursie z AyurVedik. Zgłaszać się możecie jeszcze do wtorku, a szczegóły znajdziecie TUTAJ.


Pozdrawiam,

wtorek, 18 sierpnia 2015

Konkurs z AyurVedik

Dzisiaj przychodzę z postem poniekąd kosmetycznym, a mianowicie z szybkim konkursem dla Was.



Kilka dni temu otrzymałam przesyłkę z ajurwedyjskim kremem z himlajskich ziół na problemy skórne KAILAS do przetestowania, dostałam również propozycję zorganizowania konkursu dla Was, na co chętnie przystałam.

Kilka słów o produkcie. 

KAILAS – ajurwedyjski krem z himalajskich ziół na problemy skórne
Receptura produkcji kremu Kailas jest rezultatem wieloletniej pracy ekspertów ajurwedyjskich zajmujących się badaniem właściwości ziół rosnących w Himalajach . W oparciu o receptury zawarte w ajurwedzie , we współpracy z dermatologami stworzony został krem jakiego jeszcze nie było!
Wyjątkowa skuteczność i szerokie spektrum działania kremu Kailas wynika z tego iż do jego produkcji używa się wielu rzadkich esencji ziołowych pochodzących z dziewiczo czystych terenów Himalajów, jak również jest to zasługa prastarej ajurwedyjskiej metody łączenia esencji ziołowych w odpowiedniej kolejności i w specjalnych proporcjach, dzięki czemu uzyskuje się zwielokrotnienie ich mocy.

Więcej na temat produktu przeczytacie TUTAJ.

Sama używam kremu od kilku dni, głównie na ukąszenia komarów, ale także na kocie zadrapania i muszę przyznać, że jestem bardzo mile zaskoczona jego działaniem.

Zasady konkursu.

Aby wziąć udział w Konkursie należy:
- być publicznym obserwatorem bloga "O kosmetykach spostrzeżenia własne"
- zgłosić chęć udziału w komentarzu do niniejszego posta
- polubić profil producenta kremu AyurVedik na FB TUTAJ
- po ogłoszeniu wyników, na maila katarzyna@seredin.pl wysłać adres, na który ma zostać wysłana nagroda

Sponsorem nagród jest AyurVedik, a do wygrania są kremy Kailas (o pojemności 8g) dla trzech osób.
Konkurs trwa od 18. sierpnia do 25. sierpnia 2015 roku (wtorek), a wyniki podam następnego dnia, 26. sierpnia (środa).

http://ayurvedik.pl/

Zachęcam Was do udziału w konkursie i życzę powodzenia :)


Pozdrawiam,

piątek, 14 sierpnia 2015

Recenzja - Diamond Cosmetics, Nail Hardener

Z uwagi na lato i panujące tropikalne upały, jest mnie tu trochę mniej, mam nadzieję, że od przyszłego tygodnia będę mogłą bywać tu częściej. Przechodząc do tematu dzisiejszej notki...

Paznokcie są naszą ozdobą. Lubimy gdy są mocne, zadbane, błyszczące, śnieżnobiałe. Jednak używanie lakierów, zmywaczy do paznokci, a także obowiązki domowe (mycie naczyń czy okien) mogą osłabiać płytkę, prowadzić do łamliwości paznokci czy ich rozdwajania się. Dobrze jest mieć zatem w domu odżywkę, która pomoże zadbać nam o ich stan. Odżywek do paznokci stosowałam wiele, przez moją kosmetyczkę przewinęły się najróżniejsze marki od słynnego Eveline, poprzez Laurę Conti po Sally Hansen. Poza rozdwajaniem się paznokcia na prawym kciuku nie mam z nimi problemów. Nie lubię za długich paznokci, więc raz na tydzień je piłuję na ulubioną długość, wtedy też aplikuję, w zależności od nastroju, albo kolorowy lakier (obecnie jest to najczęściej hybryda) albo samą odżywkę.
Dzisiaj chciałabym napisać o odżywce marki, z którą wcześniej nie miałam styczności. Czy się sprawdziła?

Diamond Cosmetics
Nail Hardener 


Dostępność: Niestety nie mam pojęcia gdzie można kupić ten produkt, nie znalazłam go na stronie producenta słynnych lakierów hybrydowych Semilac
Cena: nieznana
Pojemność: 10 ml

Co mówi producent (opakowanie):
Preparat utwardzający płytkę paznokcia. [Zwięźle]

Moja opinia.
Odżywka znajduje się w wygodnej, walcowatej buteleczce. Pędzelek jest dość długi, szeroki, ale zbity, dobrze się trzyma w dłoni i świetnie aplikuje preparat na płytkę. Odżywka jest dość rzadka, jednak nie rozlewa się na skórki. Preparat bardzo szybko wysycha na paznokciach, już po kilku minutach możemy powrócić do codziennych zajęć. Na paznokciach daje przepiękne wykończenie naturalnej, dobrze wypolerowanej płytki. Wykończenie na wysoki połysk, jednak nie wygląda sztucznie. Aplikuje się bardzo cienką warstwą, niestety również dość szybko się ściera z płytki. Można jednak aplikować kolejną warstwę bez szkody dla naturalnego, zdrowego wyglądu.
Jak wspomniałam moim jedynym problemem z paznokciami było rozdwajanie się płytki na prawym kciuku. Odżywka zapobiegła temu efektowi, stosowana regularnie (z krótkimi przerwami) wzmocniła paznokcie, uelastyczniła je i sprawiła, że teraz paznokieć się nie rozdwaja. Jeśli ją zużyję i znajdę gdzieś do kupienia, zapewne zaopatrzę się w kolejne opakowanie.

Krótko i na temat.
Odżywka robi co ma robić, do tego zapewnia paznokciom piękny, zadbany i naturalny wygląd. Polecam.

Ocena ogólna:
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Bardzo dziękuję producentowi marki Diamond Cosmetics za możliwość przetestowania produktu.
Opinia jest subiektywna, a fakt otrzymania produktu nieodpłatnie nie miał na nią wpływu.

Pozdrawiam,

wtorek, 11 sierpnia 2015

Pięciu wspaniałych, czyli ulubieńcy miesiąca - Lipiec 2015

Lipiec minął tak szybko, że nawet nie wiem kiedy. Więc nadeszła pora na ulubieńców tego letniego miesiąca. Z drobnym opóźnieniem, bo wakacje ;)




Mustela Sun - mleczko przeciwsłoneczne do twarzy, SPF 50+
Ponieważ słoneczko operowało dość solidnie w lipcu, pierwszym ulubieńcem po raz drugi jest mleczko do opalania do twarzy z wysokim filtrem. W letnich miesiącach ten kosmetyk towarzyszy mi codziennie, nie tylko na twarz ale również na dekolt, który najmocniej wystawiony jest na działanie promieni UV.
O kremie nie będę się rozpisywać, bo był już w moich ulubieńcach w czerwcu, nadal jestem z niego równie zadowolona.
http://www.mustela.pl/

Mama Mio, lucky legs
O tym cudownym specyfiku niedawno pisałam. Jest to prawdziwe wybawienie dla zmęczonych upałem czy opuchniętych stóp i nóg, przynosi natychmiastową ulgę, delikatnie chłodzi, drenuje i przepięknie pachnie subtelną miętą. Pomimo wysokiej ceny, zapewne znajdzie stałe miejsce w mojej kosmetyczce, bo jak dotąd nie znalazłam dla niego godnego zastępcy.
Więcej o tym kosmetyku przeczytacie TUTAJ.

Balea, After Sun Dusche (żel pod prysznic)
Mnie ominął szał na kosmetyki marki Balea. Nie są złe, jednak nie skradły mojego serca w podobnym stopniu jak wśród innych blogerek. Ten żel kupiłam z myślą o wakacyjnym wyjeździe i nie zawiodłam się. Skład średni, ale w końcu to tylko żel. Dobrze oczyszcza, fajnie się pieni, jest gęsty. Jednak jego największym atutem jest cudowny zapach subtelnego kokosa. Pachnie latem, tropikami, ale nie nachalnie, tylko delikatnie, a zapach utrzymuje się przez jakiś czas na skórze. To prawdziwa rozkosz dla zmysłów po długim, gorącym dniu biegania po zabytkach.

Maybelline Color Tattoo, cień do powiek w kremie, 40-Permanent Taupe
O tym cieniu krążą już legendy, ja, zachęcona opinią Basi (CallMeBlondieee), również postanowiłam go wypróbować na swoich brwiach. Efekt jest mocniejszy niż w przypadku cienia czy kredki, ale ładnie podkreśla moje brwi, nie daje dramatycznego czy przerysowanego efektu, a jego największą zaletą jest chłodny odcień, tak trudny do znalezienia wśród innych tego typu kosmetyków, w tym słynnego Aqua Brow. Osobiście jestem oczarowana tym cieniem i na pewno zostanie ze mną na długi czas.

Golden Rose, Mineral Terracotta Powder, odcień 04
Puder kupiłam zachęcona recenzją jednej z blogerek, niestety zupełnie nie pamiętam już kogo dokładnie. Idealnie nadaje się dla uzyskania letniego look, ładnie podkreśla kości policzkowe, czy załamanie pod nimi, efekt jest subtelny, lekko rozświetlony, trudno z nim przesadzić, bo kolor jest bardzo jasny. Towarzyszył mi przez cały miesiąc niemal codziennie i choć nie lubię błyszczących brązerów ten ma w sobie coś wyjątkowego. Jedyne zastrzeżenie mam do dziadowskiego opakowania, które, o dziwo, przetrwało wakacyjną podróż, i ścierających się napisów. Ale to w sumie nie najważniejsze w takim kosmetyki, prawda?

Pozdrawiam,

niedziela, 9 sierpnia 2015

Niekosmetyczna niedziela - sierpniowa rozpusta ze Śnieżką

Choć mój blog jest typowo kosmetyczny, czasem zdarza mi się napisać o czymś innym. I właśnie dzisiaj będzie o tym czymś innym.

Jestem straszną "słodką dziurką", jak mawiała moja mama. Uwielbiam słodycze, zwłaszcza z czekoladą, ale niekoniecznie. Wszystko co słodkie, od razu musi wpaść w moje ręce i zostać spałaszowane. Taka już jestem.

Gdy na Blogerskiej majówce dostałyśmy po wielkiej reklamówce słodyczy od Śnieżki, z jednej strony się ucieszyłam, bo kocham słodkie, z drugiej zastanawiałam się jak ugryźć temat. Dzisiaj zapraszam Was na krótkie minirecenzje tych słodyczy.

W wielkiej reklamówce wypełnionej po brzegi słodkościami znalazły się:
Wafle Michałki nie były złe, choć niespecjalnie zapadły mi w pamięć, więc nie mogły też być wybitnie dobre. Wolę chyba klasyczną wersję w formie cukierków, której też w przepastnej siacie słodyczy nie zabrakło.
Cukierki Michałki zna chyba każdy z Was, swoje otrzymałam w eleganckim opakowaniu, idealnym na prezent. Michałki uwielbiam, więc i te szybko nie poleżały ;)


Kokosowy Raj to wafle, które absolutnie skradły moje serce. Puszysta masa o smaku naturalnego kokosa, miękka i maślana, ukryta pomiędzy dwoma kruchymi waflami. Pycha.


Wafle cytrynowe - nie przepadam za tym smakiem, dodatkowo nasze były chyba stare i się rozwarstwiały, a krem smakował sztuczną cytryną. Jestem na nie.
Śmietankowe dropsy, a właściwie pastylki z maczkiem kolorowym były bardzo dobre, choć mocno słodkie. Po dwóch, góra trzech dropsach nie mam ochoty na więcej.


Kolejne było Owocowe Grafitti, zupełnie nie w moim guście, za to mój P. był z niego zadowolony. Podobnie jak z owocowej galaretki w czekoladzie, która nie należy do moich ulubionych smaków.

Na koniec ostały się Trufle, o bardzo intensywnym smaku z lekkim, alkoholowym posmakiem, oraz kolejny faworyt czyli znowu Kokosowy Raj tym razem pod postacią cukierków. Nie tak dobrych jak wafle, bo smak kokosa jest nieco sztuczny, same w sobie są jednak bardzo smaczne.

 -------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Bardzo dziękuję firmie Śnieżka za możliwość wypróbowania tych smakołyków.
Opinia jest subiektywna, a fakt otrzymania produktu nieodpłatnie nie miał na nią wpływu. 

Pozdrawiam,