Obserwatorzy

środa, 25 lipca 2012

Niekosmetycznie - pomysł na szybkie śniadanie - zawijańce z ciasta francuskiego z szynką i serem

Dzisiaj szybki pomysł na ekspresowe śniadanie lub kolację - zawijańce z ciasta francuskiego z szynką i serem.

Potrzebujemy:
- paczkę ciasta francuskiego (gotowego)
- szynka (wedle uznania, ja użyłam szwardzwaldzkiej)
- ser żółty (wedle uznania, ja użyłam Goudę)

Wykonanie:
- ciasto kroimy na kwadraty wielkości ok. 8x8 cm (wielkość może być dopasowana do Waszej kreatywności i chęci), ewentualnie na prostokąty
- na kawałkach ciasta układamy ser i szynkę tak, aby nie wychodziły za bardzo poza brzegi ciasta
- ciasto zwijamy i zlepiamy brzegi (jeśli prostokąty - zwijamy w rulon i zalepiamy brzeg)
- pieczemy 20 minut w piekarniku o temp. 200 stopni

Zdjęcie: własne

Smacznego.

Moja pielęgnacja stóp

Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net
Nasze stopy. Przez jednych uwielbiane, przez innych znienawidzone.
Trzeba o nie dbać, bo mają za zadanie nosić nas przez całe życie. Odpowiednio nawilżone i zadbane mogą być prawdziwą ozdobą każdej kobiety, co ważne jest zwłaszcza w lecie, gdy grube skarpety i pełne buty zrzucamy na rzecz klapeczek, japonek i lekkich sandałków.
A popękane pięty, brzydkie paznokcie czy przesuszona skóra nie prezentują się w otwartym obuwiu zbyt atrakcyjnie.



Jak wygląda moja pielęgnacja stóp?
Przede wszystkim należy pamiętać, że sam krem rzadko nam wystarczy. Stopy, ze względu na stały ucisk na ich niektóre punkty, zasługują na szczególną uwagę i dobre traktowanie, odpłacą nam się wtedy zdrowym wyglądem i brakiem niespodzianek w postaci twardych modzeli, pękających pięt czy pęcherzy.

Zdjęcie: własne
 Swoją pielęgnację zaczynam zawsze od wymoczenia stóp w ciepłej wodzie z dodatkiem soli.

Zdjęcie własne.
Nivelazione mineralna sól do kąpieli

Ja mam akurat sól Nivelazione, o cudownym działaniu zmiękczającym i przyjemnym zapachu, ale może to być każda sól do kąpieli, ostatecznie nawet zwykła sól kuchenna. Stopy moczymy w niezbyt gorącej wodzie prze ok. 10-15 minut.

Zdjęcie własne.
Scholl - dwustronna tarka do stóp

Następnie wycieram stopę do sucha i zaczynam pracę z tarką - ja akurat mam metalową tarkę Scholla do ścierania na sucho. Jest dwustronna, najpierw ścieramy stroną ostrzejszą, aby usunąć cały martwy naskórek i zgrubienia, później wygładzamy stroną delikatniejszą, aby nadać stopom ostateczny szlif ;)
Tarka jednak może być dowolna, może to być też pilnik do stóp, ostatecznie pumeks, choć ten ostatni wyjątkowo trudno utrzymać w czystości.
Metalowa tarka ma tę niewątpliwą zaletę, że po użyciu wystarczy ją umyć pod bieżącą wodą mydłem, a po osuszeniu zdezynfekować i nie ma problemu namnażających się bakterii do czego niestety dochodzi na schnącym pumeksie.

Zdjęcie własne.
Sally Hansen Instant Cuticle Remover - żel do usuwania skórek.
Po dokładnym starciu zrogowaciałego naskórka, na skórki przy paznokciach nakładam żel do usuwania skórek i daję mu chwilę na zadziałanie. Następnie skórki odsuwam drewnianym patyczkiem, a stopy płuczę, aby usunąć pozostałości żelu. Po zmyciu żelu obcinam paznokcie specjalnie do tego przeznaczonymi cążkami, a następnie wyrównuję je papierowym pilniczkiem, na koniec opiłowując od góry w dół, aby ewentualne nierówności nie haczyły o cienkie rajstopy lub skarpetki.

Zdjęcie własne.
Papierowe pilniki, cążki do obcinania paznokci, patyczki drewniane z drzewa pomarańczowego.

Przy obcinaniu paznokci pamiętajcie, aby nie obcinać ich na okrągło, gdyż istnieje wtedy ryzyko wrastania paznokcia, co jest nie tylko bardzo uciążliwe, ale bywa szczególnie bolesne i bardzo trudne w leczeniu.
Teraz czas na peeling. Obecnie używam peelingu z Biedronki, który jest tani i bardzo skuteczny. Ale może to być dowolny peeling do stóp jaki macie pod ręką.

Zdjęcie własne.
BeBeauty peeling do stóp - złuszczający.
BeBeauty peeling do stóp - wygładzająco-regenerujący.

Po dokładnym opłukaniu peelingu, stopy dokładnie osuszam ręcznikiem, również przestrzenie między palcami, i wmasowuję w nie mocno nawilżający, odżywczy krem do stóp. W moim przypadku jest to SVR Xerial 50 - prawdziwe cudo w pielęgnacji stóp. Na tym etapie możemy sobie zafundować również masaż stóp, aby je rozluźnić i ułatwić wchłanianie składników odżywczych z kremu.

Zdjęcie własne.
Lirene krem regenerujący do stóp z 30% mocznikiem.
SVR Xerial 50 - krem do stóp z 50% mocznikiem.


Na koniec nakładam grube, bawełniane skarpety i staram się przez jakiś czas za bardzo nie chodzić, aby krem zdążył się wchłonąć, a nie pozostał na skarpetach.
Wieczorem, przed snem, wmasowuję jeszcze maść z witaminą A, aby dodatkowo nawilżyć skórę.

Ja osobiście nie przepadam za kolorowym lakierem na paznokciach, jeśli jednak Wy to lubicie, trzeba zrezygnować po nałożeniu kremu ze skarpetek, pomiędzy palce włożyć separatory (czy to piankowe, czy też zrobione przez nas z wacików lub chusteczki higienicznej), paznokcie należy odtłuścić (zmywaczem do paznokci, preparatem do dezynfekcji skóry lub alkoholem), następnie nałożyć bazę pod lakier, lakier (jedną lub kilka warstw w zależności od koloru i upodobań), a na wierzch - top coat, najlepiej szybkoschnący.
Pamiętajcie, że lakier musi dokładnie wyschnąć prze ubraniem butów lub nałożeniem skarpetek, w przeciwnym razie ryzykujecie zniszczenie misternie zrobione pedikiuru.

Taką kompletną pielęgnację funduję moim stopom w lecie przynajmniej raz w tygodniu, w pozostałe dni dbam o to aby stopy nawilżać każdego wieczoru, unikam powstawania pęcherzy, a gdy się pojawią (co może się przytrafić każdemu) używam specjalnych plastrów na pęcherze, dzięki którym są one odpowiednio zabezpieczone i mogą swobodnie się goić.

Zdjęcie własne.
Compeed - plastry na pęcherze na stopach.
Compeed - sztyft przeciw powstawaniu pęcherzy.
Aby zapobiec powstawaniu takich przykrych niespodzianek, możecie zaopatrzyć się w talk do stóp, czy to w proszku czy w kremie, który zapobiega poceniu i przykremu zapachowi jednocześnie minimalizując ryzyko powstania pęcherzy.
Dla odświeżenia możecie również używać wszelkiego rodzaju dezodorantów do stóp, uważajcie jednak na skład, niektóre mogą mocno przesuszać skórę, co w efekcie może prowadzić do jej pękania.

Zdjęcie własne.
Nivelazione - dezodorant do butów i stóp.
Nivelazione - zasypka do stóp.
Deo-Activ Fresh - Spray do stóp.

Przede wszystkim jednak pamiętajcie, aby buty były wygodnie, nie ugniatały i nie uwierały naszych stóp, były dobrze wyprofilowane i przewiewne, a ich wewnętrzna część, która ma bezpośredni kontakt ze skórą, była zrobiona naturalnych surowców. Dzięki temu skóra może oddychać a na stopach nie będą się tworzyły pęcherze i inne przykre niespodzianki.

A Wy jak dbacie o swoje stopy?

Dietetycznie - 101 rzeczy lepszych od DIETY - Mimi Spencer - recenzja

Każdy kto choć raz próbował się odchudzać wie doskonale, że odchudzanie nie jest miłe, przyjemne i tak szybkie jakbyśmy tego oczekiwali. Mając za sobą liczne próby odchudzania, szukamy sposobów trwalszych, łatwiejszych, najchętniej niewymagających wyrzeczeń i godzin ćwiczeń.
Tytuł książki jest tak zachęcający, że kupiłaby go każda chcąca się pozbyć zbędnych kilogramów osoba.
Niestety jest on również mylący.

Opis (merlin.pl):
Bestsellerowy poradnik, który wyzwoli Cię z tyranii diet i odchudzi o kilka kilogramów!

Chcesz być szczuplejsza, ale nie lubisz rygorystycznych diet? Oto książka, dzięki której błyskawicznie, bezboleśnie i w świetnym humorze zrzucisz kilka kilogramów. Dzięki temu zabawnemu anty-dietetycznemu poradnikowi odkryjesz 101 sposobów, by:

- pozbyć się nawyków prowadzących do nadwagi,
* zmienić sposób myślenia, a dzięki niemu - figurę,
* ubierać się tak, żeby wyglądać olśniewająco,
* odnaleźć harmonię ciała i duszy,
* zrozumieć, że dieta stanowi problem, a nie rozwiązanie.

Autorką książki jest MIMI SPENCER, brytyjska dziennikarka specjalizująca się w tematyce urody i stylu, laureatka licznych nagród. Współpracuje na stałe z magazynem "Yes", pisuje do "Observer Woman", "Grazii" i wielu innych czasopism oraz gazet. Z własnego doświadczenia wie, czym są problemy z wagą i tyrania ciągłych diet, dlatego teraz postanowiła podzielić się z tobą swoimi sekretami.

Zdjęcie własne

Moja opinia
Autorka na ponad 300 stronach przekazuje nam proste lub nieco trudniejsze sposoby na to, by czuć się, wyglądać i być szczuplejszym. Poprzez rady na temat odpowiedniego doboru stroju, fryzury, butów po, niestety, rady dotyczące diety i ćwiczeń pokazuje, jak w niektórych przypadkach w dość prosty sposób nie szkodzić sobie i swojemu wyglądowi.

Zdjęcie własne

Jeśli oczekujecie jakiegoś cudownego leku na szybkie pozbycie się nadwagi, to mocno się rozczarujecie. Jeśli jednak potrzebujecie kilku dobrych rad, niekoniecznie mówiących o tym, że czekolada i ciastka z kremem nie pójdą w cycki (tych również nie brakuje), to jest to pozycja przeznaczona dla Was.
Z dużą przyjemnością przeszłam przez całą książkę. Znajdziecie tu porady modowe (co ubierać a co natychmiast wyrzucić z szafy), urodowe (makijaż, fryzura), książka nie jest jednak zupełnie pozbawiona aspektu diety, ponieważ porusza ją i to w kilku miejscach.
Autorka w bardzo fajny i przystępny sposób opisuje co konkretne grupy spożywcze zrobią z waszego ciała, jak należy chodzić czy stać, aby wyglądać szczuplej, w co warto zainwestować a co jest zupełnie zbędnym wydatkiem.
Zdjęcie własne

Książkę polecam każdemu, kto uważa, że powinien zrzucić kilka kilogramów tu i ówdzie.
Nie jest to typowy poradnik dietetyczny, który próbuje nam wcisnąć, że aby schudną nie musisz w ogóle rezygnować z ulubionych rzeczy (o ile to co lubisz najbardziej to szpinak i sałata) czy modyfikować swojej diety. Jest to zabawie przedstawiona garść dobrych rad dla każdego, kto źle się czuje w swoim ciele.

Niekosmetycznie - Kołysanka - recenzja filmu

Dzisiaj przychodzę do Was z krótką recenzją polskiego filmu "Kołysanka".
Jak już wspominałam, polskie kino nie jest czymś szczególnie przeze mnie ulubionym, głównie dlatego, że bardzo odbiega od światowego poziomu. Ale nawet u nas zdarzają się prawdziwe perełki.
"Kołysanka" Juliusza Machulskiego może perełką nie jest, film jednak zasługuje na uwagę, bo jest całkiem niezły.

Źródło: filmweb.pl
Opis filmu (filmweb.pl):  
Najnowsza komedia mistrza gatunku - Juliusza Machulskiego („Seksmisja”, „Kiler”, „Ile waży koń trojański”), który tym razem postanowił stworzyć przewrotną mieszankę: połączyć humor z elementami grozy. „Kołysanka" będzie inteligentną i nietypową komedią, która proponuje widzom oryginalną zabawę konwencjami.  W zagadkowych okolicznościach znikają kolejno mieszkańcy i goście pewnej malowniczej miejscowości. Atmosfera, jak w najlepszych filmach sensacyjnych, gęstnieje ze sceny na scenę, a motorem potęgującym napięcie jest śledztwo prowadzone przez parę policjantów. Jednak tropy urywają się, a niewinne ofiary nadal giną bez śladu, jakby zapadły się pod ziemię… Wartka, pełna nieoczekiwanych zwrotów akcja fragment po fragmencie odsłania mroczną tajemnicę. Ale Juliusz Machulski nie byłby sobą, gdyby nie było przede wszystkim… śmiesznie, oczywiście! Strasznie śmiesznie…

Uwielbiam stare polskie filmy (VaBank, Seksmisja), wtedy potrafiliśmy robić dobre komedie. Teraz 1 na 10 filmów jest na tyle dobry, że nie wyłączam go w połowie.
"Kołysanka" to mroczna komedia o bardzo dziwnej rodzince wprowadzającej się do małego, mazurskiego miasteczka. Ich przeprowadzka zbiega się w czasie z tajemniczymi zniknięciami mieszkańców oraz turystów. Wszystko okraszone jest czarnym humorem, ale w dobrym stylu.
Film jest lekką, rodzinną propozycją, w sam raz na wspólny wieczór. Fajerwerków nie oczekujcie, ale moim zdaniem wart jest uwagi, z doskonałą jak zawsze rolą Roberta Więckiewicza. Polecam.


Ocena: 5/10

poniedziałek, 23 lipca 2012

Niekosmetycznie - Recenzja filmu - 3 minuty. 21:37

Ostatnio nadrabiamy z moim mężem braki w oglądaniu filmów, wczoraj wypadło na "3 minuty. 21:37".
Nie przepadam za polskimi filmami, bo uważam, że niestety do kina światowego nam bardzo daleko. Komedii zupełnie nie potrafimy robić, kiedyś robiliśmy niezłe dramaty i filmy 'akcji' (nazwijmy z braku lepszego słowa). Obecnie trudno w naszym kinie znaleźć interesującą pozycję, więc i do tego filmu podchodziłam sceptycznie.
Uwaga, może zawierać spoilery!

Źródło: filmweb.pl
Opis filmu (filmweb.pl):
9 kwietnia 2005 roku w bezprecedensowym geście jedności i hołdu miliony Polaków wyłączyło światła w swoich domach. Jednocześnie wyzwoliła się energia emocjonalna o niespotykanym potencjale. W tamtym momencie mógł się wydarzyć każdy ziemski cud. "Trzy Minuty" to historia o ludziach, których losy splatają się w historycznym momencie. Film opowiada o "cudach przyziemnych", wewnętrznych przemianach pod wpływem niezwykłych wydarzeń. To portret współczesnych Polaków, daleki od bezkrytycznej apologii, ale ostatecznie optymistyczny i pozytywny. Cztery historie, które składają się na film, przedstawiają krzyżujące się losy Reżysera, Nauczycielki, Malarza, Studentki, Ojca i Chłopca.

Film opowiada historię kilku, pozornie zupełnie nie związanych ze sobą osób. Mamy reżysera, który ma problemy w życiu prywatnym, zawodowym a także za dużo i za często pije, oraz historię rodzącego się uczucia pomiędzy nim a jego lektorką angielskiego. Młodą dziewczynę w ciąży, której 'chłopak' zostaje pobity i trafia w pełnym paraliżu do szpitala. Ojca samotnie wychowującego dziecko, w których życiu niespodziewanie pojawia się biały koń. A wszystko przeplatane jest pokazaną wspak historią młodego chłopaka, którego motywy poznajemy dopiero na samym końcu, a który w bardzo sprytny sposób łączy pozostałe historie. 
Niestety nie bardzo zrozumiałam jakie znaczenie dla całości filmu ma śmierć papieża, czy też o co chodzi z wyzwoloną energią emocjonalną, które to elementy zostały w filmie zupełnie pominięte.
Zdarzają się też niestety słabsze momenty, generalnie film jednak mogę polecić.
Ostrzegam jednak, że nie jest to pozycja lekka, łatwa i przyjemna, lepiej przygotować się na ciężki film traktujący o trudnych sprawach. Wrażliwcy powinni też zaopatrzyć się w zapas chusteczek.


A jednak polska kinematografia potrafi zrobić interesujący film nie będący jednocześnie ekranizacją lektury.
Moja ocena: 7/10

Widzieliście? Macie jakieś swoje ulubione pozycje z polskiego kina?

wtorek, 17 lipca 2012

Moja przygoda z portalami zakupów grupowych cz.3 - ostatnia

Dzisiaj trzecia i ostatnia część moich przygód z zakupami na tego typu portalach.
Będzie dużo optymistyczniej :)

Groupon.pl C.D.

Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net

Szczyrk: wypad w góry dla 2 osób - 3 dni ze śniadaniem w Hotelu Biały Orzeł
Wypad kupiłam z myślą o krótkiej podróży poślubnej, wiedząc, że na dłuższy urlop trzeba będzie poczekać.
Profesjonalne podejście do klienta, ujęło wprost moje serce zanim jeszcze tam pojechaliśmy. Bardzo sympatyczny pan manager, który zadzwonił kilka tygodni przed naszym wyjazdem z pytaniem, czy nie chcielibyśmy przełożyć przyjazdu o jeden dzień, ze względu na dużą grupę, która będzie zapewne głośna i może nam przeszkadzać. Bardzo miło z ich strony biorąc pod uwagę nasz wcześniejszy wyjazd.
W związku z przesunięciem przyjazdu w pokoju czekało na nas wino - i tu pierwsze rozczarowanie. Miało być słodkie, było półsłodkie. Ponadto koszerne i właściwie nie do wypicia.
Sam hotel dość przyjemny, duży, pokoje nieźle urządzone, wygodne, duże łóżka, czysto, schludnie. Niestety nie domykały się okna, a byliśmy w połowie maja gdy temperatura w dzień niestety nie przekraczała 13 stopni. Strasznie wymarzliśmy. Szczyrk jak Szczyrk, pusty, bo poza sezonem, za to knajpki otwarte i czekające na klientów. Byliśmy na wspaniałej kawie i deserze w Lava Kava (polecam serdecznie), a także na pysznym obiedzie w knajpce, której nazwy niestety nie pamiętam, ale mieściła się niedaleko naszego hotelu.
W samym hotelu jedzenie powiedziałabym średnie. Mieliśmy w ofercie śniadania, za inne posiłki trzeba było płacić. Jedliśmy tak tylko raz i nie zachwyciło nas. Mankamentem był również dość nieprzyjemny zapach unoszący się w restauracji, który psuł całą przyjemność z jedzenia. Również za ewentualną saunę trzeba było dopłacać i to nie mało.
Cena: mieliśmy opcję 3 dni ze śniadaniami dla 2 osób za 189 zł.
Podsumowanie: wspaniały manager ds. marketingu, tylko pozazdrościć takiego podejścia do klienta. Ładne, schludne i czyste pokoje, ładne, duże łazienki. Jedzenia nie polecam, ale sam hotel jak najbardziej, przy czym raczej w sezonie grzewczym lub ciepłym okresie. W przeciwnym razie można zamarznąć.

Źródło: http://www.kwisa.friko.pl/
3-dniowy pobyt dla dwóch osób w Hotelu Stacja nad Kwisą w Gryfowie Śląskim
Hotel znajduje się w uroczym, małym miasteczku, na południowych wschodzie naszego Kraju.
Hotel bardzo klimatyczny, ładnie urządzony, ekskluzywny. W cenie pokoju sauna i baseno-jacuzzi (inaczej nie da się tego nazwać), obsługa bardzo sympatyczna i profesjonalna, pyszne jedzenie.
Pokoje czyste, choć malutkie, łazienka również maleńka, łóżka małe i średnio wygodne.
Pobyt był bardzo przyjemny, choć... no właśnie.
W piątek, gdy przyjechaliśmy, okazało się, że jest tam jakaś impreza. Na szczęście dość szybko się skończyła i mogłam się trochę wyspać. Niestety w sobotę było wesele, o czym podczas rezerwacji pokoju nikt nas nie poinformował. Ściany w hotelu były na prawdę cienkie, więc tej nocy zupełnie się nie wyspałam.
Mam poczucie, że w takim hotelu w szczególności, podczas rezerwacji powinnam dostać informację o weselu i czy nie będzie nam to przeszkadzało.
Baseno-jacuzzi natomiast polegało na tym, że był to płytki basen (tak do pół uda maksymalnie) z hydromasażem i lodowatą wodą. Więc ani jacuzzi ani basen.
Podsumowanie: generalnie hotel polecam, bo miejsce jest piękne, hotel wspaniały, miła obsługa i pyszne jedzenie. Minus za podejście do klienta (w sensie tego wesela). Gdyby nie był tak daleko od nas, pewnie pojechałabym tam znowu.
Cena: 279 zł z wyżywieniem (śniadania i obiadokolacje) zamiast 562 zł

Citeam.pl

Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net
25,90 zł zamiast 99,90 zł za fotokalendarz z zaprojektowaną przez Ciebie okładką i profesjonalną korekcją kolorystyczną, www.dobrykalendarz.pl
Oferta bardzo ciekawa, kupiłam, żeby zrobić kalendarz dla moich dziadków.
Wszystko załatwia się przez internet, samemu wybiera szablon i zdjęcia, wysyła, dostajemy potwierdzenie, do dwóch tygodni przychodzi dobrze zabezpieczona przesyłka. Cud, miód i orzeszki.
Podsumowanie: Polecam każdemu kto chce zrobić komuś z rodziny nietypowy a bardzo osobisty prezent.









Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net

27,50 zł zamiast 55 zł za zestaw 11 ścierek z mikrofibry, www.veroni.com.pl
Również wszystko odbywa się przez internet, ściereczki bardzo dobre jakościowo. Za przesyłkę trzeba dodatkowo dopłacić (15 zł za 2 zestawy). Szybko i zupełnie bezproblemowo. Polecam.










Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net

5 zł zamiast 70 zł za zniżkę na zakup dowolnej pary butów z oferty sklepu eastend.istore.pl
Oferta była bardzo kusząca, od dłuższego czasu chorowałam na Emu, dzięki tej zniżce i prezentowi urodzinowemu :) mogłam wreszcie spełnić swoje marzenie. Wszystko odbyło się szybko i bezproblemowo, przez internet. Szybkie zamówienie, szybka przesyłka, buciki piękne, wygodne i cieplutkie, wymarzone.
Polecam!






Źródło: http://kudowa.pl/pl/kamera-online/kudowa-srodmiescie

349 zł zamiast 760 zł za 3 dni dla dwóch osób w Villi Residence w Kudowie Zdroju
Niestety nie mogliśmy skorzystać z tej oferty, więc odsprzedałam ją kuzynowi. Byli bardzo zadowoleni z pobytu, zarówno hotelu jak i samego miasteczka.













Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net

31 zł zamiast 90 za 3 supermodne zegarki Jelly Watch, www.jelly.home.pl
Jak wyglądają te gumowe (silikonowe) zegarki we wszystkich barwach świata każdy wie. Oferta dotyczyła zegarków kwadratowych, w trzech wybranych z pośród dostępnych na stronie kolorach. Realizacja oczywiście za pośrednictwem internetu. Zegarki solidne, ładnie wykonane. Szybka przesyłka, bez dopłaty. Jedyny mankament - tylko jeden zegarek miał baterię, która dodatkowo dość szybko się rozładowała. Ogólnie polecam.



Fastdeal.pl

Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net
Wywieraj wpływ na innych! 30-dniowe praktyczne e-szkolenie moduł I - zaoszczędź nawet do 3473 zł i zainwestuj w kurs jedyne 105
Szkolenie odbywało się w formie e-learningu, czyli za pośrednictwem internetu. 3 'spotkania' tygodniowo, w tzw. pokoju konferencyjnym, wykład na żywo + pytania za pośrednictwem chatu. Samo szkolenie było czymś na prawdę ciekawym i godnym polecenia, choć pomimo wielu rzeczy, których się dowiedziałam bądź nauczyłam, nigdy w życiu nie zapłaciłabym ceny regularnej. Po zajęciach zadawana była praca domowa, do napisania i odesłania mailem. Szkolący nas pan bardzo sympatyczny, potrafił bez problemu przekazać wiedzę i poprzeć ją odpowiednimi przykładami z życia. Na koniec egzamin, poprzez Skype'a. Do samego szkolenia nie mam absolutnie żadnych uwag. Zawiodła trochę organizacja, bardzo długo czekałam na certyfikat i fakturę, która niestety została przesłana tak późno, że nic już z nią nie mogłam zrobić.
Podsumowanie: jeśli mielibyście okazję wykupić takie szkolenie w cenie promocyjnej, nie wahajcie się. Na prawdę fajna sprawa.
Cena: 105 zł zamiast 1 578 zł

Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net
Chcesz dostać podwyżkę? Pomogą Ci specjaliści z www.jaknapisaccv.pl Profesjonalne CV i list motywacyjny za jedyne 39 zł 
Pomyślałam sobie, że dam profesjonalistom napisać swój list motywacyjny, może dzięki temu szybciej znajdę wymarzoną pracę, zwłaszcza w tak atrakcyjnej cenie. Niestety rozczarowałam się. 'Fachowcy' nie zrobili nic specjalnego poza przeredagowaniem tego, co sama im wysłałam. Dobrze, że było to tanie.
Podsumowanie: niestety usługa nie jest warta swojej ceny.
Cena: 39 zł zamiast 149 zł










Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net
Profesjonalny kurs wizażu on-line „Sekrety kobiecej urody”. 11-lekcji, które pozwolą Ci wydobyć Twoje prawdziwe piękno! 
Kurs składa się z 11 lekcji zapisanych w formacie PDF i przesłanych na maila. Generalnie same wskazówki i informacje zawarte w przesłanych materiałach są dość ciekawe i na pewno pomocne, chociaż lekcje są dość krótkie i bardzo ogólnikowo traktują o poruszanych zagadnieniach.
Cena: 29 zł zamiast 177 zł
Podsumowanie: w cenie promocyjnej - dobry materiał dla amatorki, dziewczyn, które swoją zabawę z makijażem dopiero zaczynają. Osobom bardziej doświadczonym i bieglejszym w sztuce makijażu nie polecam, lekcje pozostawiają duży niedosyt. Cena regularna natomiast zdecydowanie za wysoka.

Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net
Ekologiczne pranie i czyszczenie przez rok! Wypróbuj indyjskich orzechów piorących! 
Orzechy kupiłam głównie dlatego, że już dawno chciałam je wypróbować, a cena wydawała się bardzo okazyjna. Po drobnych perturbacjach (2 razy pisałam maila z prośbą o przesłanie numeru konta do przelania kwoty za przesyłkę) paczuszka doszła raz-dwa, dość dobrze zabezpieczona. W paczce: 1 kg orzechów + 4 bawełniane woreczki. Orzechów można używać do prania w pralce jak również do mycia naczyń w zmywarce. Orzechy wrzucone były do cienkiej reklamówki, która niestety nie przetrwała podróży, oraz w kopertę bąbelkową. Zabrakło instrukcji używania, wprawdzie można te informacje bez problemu znaleźć w internecie, jednak przydałaby się jakakolwiek karteczka dotycząca stosowania. Wadą jest też bardzo intensywny zapach octu jaki orzechy wydają, który niestety podobno przechodzi na ubrania. Ale czego się nie robi dla ekologii? Jeszcze nie miałam ich okazji używać, na pewno zrecenzuję jak już wypróbuję.
Cena: 29 zł zamiast 78 zł + 8 zł przesyłka

Jak widzicie z moich trzech postów, na takich portalach bywają prawdziwe okazje. Trzeba jednak kupować z głową, bardzo dokładnie czytać co oferta zawiera, jeśli są to usługi - najlepiej najpierw sprawdzić wcześniej takie miejsce, żeby się później nie zdziwić.
Ja się już wyleczyłam z zakupów grupowych, oferty wyrzucam zanim zdążę je przeczytać, na portale nie zaglądam i jestem z tego faktu bardzo szczęśliwa. Było trochę fajnych zakupów, nie obyło się jednak bez wpadek i totalnych niewypałów. Cóż, życie.

A jakie Wy macie doświadczenia z tego typu zakupami?

poniedziałek, 16 lipca 2012

Świat oszalał...

Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net
Jestem wielką miłośniczką YouTube. Uważam, że można tam znaleźć na prawdę ciekawe filmy od muzyki, poprzez niedostępne w PL reklamy (jestem maniaczką dobrych reklam), po filmiki na temat makijażu i kosmetyków. Ponadto uważam, że każdy ma prawo do wyrażania siebie w dowolny sposób jaki chce, o ile nie szkodzi to innym. Moja dewiza to żyj i daj żyć innym (wiem, że w poprzednim poście wykazałam się odrobiną braku wyrozumiałości, ale generalnie opisywałam co mi przeszkadza i razi, choć jeśli komuś z tym dobrze, to jego życie i wolna wola). Wracając jednak do tematu.
YouTube jak wiecie pełen jest wszelkiego rodzaju filmów o przeróżnej tematyce, myślę, że nawet najwierniejszym fanom trudno byłoby choć wymienić wszystkie tematy tam poruszane. Ja najchętniej oglądam filmy dotyczące makijażu, kosmetyków, uwielbiam serię o zawartości torebki czy organizacji kosmetyków na toaletce. Nie potrafię jednak pojąć, może mój umysł jest zbyt wąski do tego, dlaczego 11-letnie dzieci niszczą swoją cerę robiąc makijaż. Ja w ich wieku makijaż znałam tylko z podglądania mamy w łazience i w życiu nie przyszłoby mi do głowy aby użyć czegoś innego niż krem do twarzy oraz ochronna pomadka. Czasem używałam bezbarwnego lakieru, ale nawet teraz rzadko maluję paznokcie - ot, lenistwo.
Wiem, że dzisiejsze dzieci dojrzewają szybciej, 12-latka wygląda jak 16-stka, 16-sto latka jak 24-latka (a 40-latka jak 20-tka), jednak trudno mi zrozumieć dzisiejsze dzieciaki kupujące kosmetyki kolorowe, używające toników, peelingów i nie mam pojęcia czego jeszcze. Po co? W jakim celu? Nie szkoda im tych pięknych, gładziutkich twarzy? Na makijaż i kosmetyki inne niż nawilżający krem przyjdzie jeszcze pora. Z drugiej strony dziwię się, że rodzice na to pozwalają. Przecież 11-latka, poza nielicznymi wyjątkami wśród aktorek czy 'artystek' innego pokroju, pieniędzy sama nie zarabia. Jeśli ma za co kupić kosmetyki, dostaje te pieniądze od rodziców. A potem się dziwić, że jest tyle niechcianych ciąż wśród młodzieży. Zamiast robić sobie makijaż, lepiej by rodzice zainwestowali w porządną edukację, również seksualną.
Ci się porobiło z dzisiejszym światem? Gdzie niewinność wieku dziecięcego? Szkoda, że te same dzieciaki, które dzisiaj używają maskary i pudru, za 10 lat będą musiały używać kremów przeciwzmarszczkowych.
Czy warto rezygnować z dzieciństwa dla przeznaczonego dla dorosłych makijażu?
Moim zdaniem nie warto. Ale zapewne według 11-latki, moja starcza, bo 32-letnie opinia nie będzie miała żadnego znaczenia. I tym jakże optymistycznym akcentem zakończę moją wypowiedź.

Najczęstsze błędy mody i urody - bardzo subiektywna ocena własna

Dzisiaj przychodzę do Was z mieszanym postem na temat najczęściej widzianych, a jednocześnie najbardziej rażących moje oczy błędów modowo-urodowych. Z góry zaznaczam, że nie uważam się za guru modowego pokroju Malinowskiej czy Horodyńskiej (choć ich gust czasem mocno mnie zaskakiwał), są jednak pewne elementy stroju, makijażu czy ogólnego wyglądu, które potwornie mnie rażą i uważam, że każda szanująca się dziewczyna, która ma klasę, a w domu choć skrawek lustra, zdecydowanie powinna tych błędów się wystrzegać.


Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net
Hurra, wbiłam się w dżinsy z liceum!
Często widuję na ulicy dziewczyny, które noszą za małe spodnie. O ile w dresie czy legginsach jest to zupełnie, albo prawie zupełnie niewidoczne o tyle dżinsy, które zasadniczo przylegają do ciała, gdy są za małe - widać to od razu. Zwłaszcza, jeśli na górę założymy przylegający, za krótki topik.
Dziewczyny, fajnie, że chcecie wejść w spodnie o rozmiarze 34 nosząc już od kilku lat 38, jednak nie wygląda to ani seksownie, ani apetycznie, gdy znad przylegających dżinsów wylewa się sadełko, a spodnie ledwo trzymają się na tyłku. Nie wyglądacie szczuplej tylko dlatego, że ubrałyście szczuplejsze ciuchy, wręcz przeciwnie. Wylewający się tu i ówdzie tłuszczyk sprawia, że wyglądacie śmiesznie.
Noście spodnie we własnym rozmiarze. Nawet większe, ale dobrze dopasowane do waszej figury i kształtów są o niebo lepsze niż dżinsy, które na pierwszy rzut oka wyglądają jak ściągnięte z młodszej siostry.

Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net
Dostałam białe spodnie w rozmiarze 48!
Ja nie należę do osób szczupłych, przez co zakupy w ogólnodostępnych sklepach pozostają poza moim zasięgiem. Sklepy internetowe są dla mnie prawdziwym rajem i wybawieniem, dlatego też często z nich korzystam. Niestety tam zazwyczaj ciuchy dostępne w rozmiarze 34 są również dostępne w rozmiarach XL (czyli od 48 wzwyż). Jednak to, co dobrze leży na koleżance w rozmiarze 36 czy 38 niekoniecznie dobrze będzie wyglądało na osobie o znacznie większych gabarytach. W moim odczuciu, poza oczywiście bikini zarezerwowanym wyłącznie dla osób o szczupłej figurze (i nie mam na myśli tyczek, tylko typowo kobiece krągłości), taka sama wyłączność dotyczy spodni w kolorze białym. I to zarówno dżinsów, legginsów, dresów, spodni wyjściowych czy letnich z lnu.
Białe spodnie na większym gabarycie wyglądają co tu dużo mówić źle. O ile białe bluzki, koszulki, nawet spódnice jeszcze się obronią, o tyle białe spodnie podkreślające każdą niedoskonałość naszego ciała są zdecydowanie wykluczone dla kobiet o większych rozmiarach. Nie róbcie sobie tego i jeśli na waszych pośladkach czy udach jest cellulit, albo wasza rozmiarówka wykracza poza 38, zrezygnujcie z białych spodni, nawet jeśli są dostępne. Białe spodnie zarezerwowane są jedynie dla idealnych tyłków. Można kupić jasne spodnie w innej kolorystyce - beż, szarość czy pastele, w których wasza pupa będzie się prezentować znacznie korzystniej.
Swoją drogą nie wiem co za idiota produkuje białe spodnie w większych rozmiarach.

Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net
Zamiast brwi dwie cieniutkie, narysowane bądź wyskubane do granic możliwości kreski.
Brwi mają podkreślać piękno naszych oczu a ich naturalny kształt został zaprojektowany przez samą naturę w jak największej zgodności z całą twarzą. Nie wiem skąd moda na wyskubywanie brwi do dwóch, cieniutenkich kresek. Sama cierpię z powodu naturalnie bardzo rzadkich i jasnych brwi, i w tej chwili kuracja olejkiem rycynowym pozwala mi nadać im jako taki kształt. Problem w tym, że nawet raz za mocno wyskubane brwi mogą już nigdy nie wrócić do swojego pierwotnego kształtu. Brwi wyskubujemy tylko w ich dolnej części, nigdy nie poprawiamy górnej części łuku. Jeśli nie podoba nam się ich kolor można położyć hennę, która naturalnie wzmocni lub zupełnie zmieni och barwę. Jeśli nie macie wprawy, najlepiej nie wyskubujcie brwi same. Znajdźcie dobrego specjalistę od regulacji brwi, który z całą pewnością nie zrobi Wam krzywdy (niestety można się tutaj również bardzo naciąć na osoby bez doświadczenia lub wyczucia).
Brwi powinny dodawać twarzy wyrazu, podkreślać jej naturalne piękno i charakter. Jak będziecie miały dwie, prawie niewidoczne linie, sprawią jedynie, że Wasza twarz będzie wyglądała nienaturalnie. Nie róbcie sobie tego.

Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net
Ach, jak ja kocham solarium!
Tak, wiem, opalenizna jest modna, brązowa skóra wygląda pięknie, a w lecie żadna z nas nie chce być bladziochem. Niektórzy jednak sprawiają wrażenie, jakby spędzali w solarium każdą wolną chwilę, a ich skóra jest wręcz pomarańczowa od nadmiaru sztucznego słońca.
Kiedyś również byłam fanką solarium, choć aby osiągnąć na prawdę brązową opaleniznę, to musiałabym tam chyba zamieszkać. Z natury mam bardzo bladą cerę i opalam się na bardzo złoty, jasny brąz. Mam też tendencję do znamion barwnikowych i to one były powodem dla których zupełnie zrezygnowałam z wizyt na sztucznym słoneczku (w tym roku poszłam jedynie kilka razy przed ślubem aby nie straszyć trupią bladością i ładnie wyjść na zdjęciach).
Na ulicach pełno widać dziewczyn opalonych na żółto aż do przesady, chwalących się swoją w założeniu brązową skórą, które od razu widać że spędzają w solarium sporą część swojego wolnego czasu. Ani to zdrowe, ani estetyczne. Za 20 lat ich skóra będzie wyglądała jak za przeproszeniem 20-letnia skórzana torba, ale chcą być modne i opalone więc męczą tę swoją biedną skórę wystawiając ją na sztuczne promienie UV.
Szkoda skóry, macie ją jedną więc dbajcie o nią, bo po takiej dawce promieni nawet najdroższy i najlepszy krem niewiele będzie w stanie zrobić.

Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net
Uwielbiam szpilki. Co z tego, że nie umiem w nich chodzić...
Sama, choć kocham wysokie obcasy, raczej w nich nie chadzam, bowiem sztuka chodzenia na wysokich obcasach jest dla mnie niedostępna. Patrząc na rzesze kobiet kroczących w wysokich do nieba obcasach czasami odnoszę wrażenie, że niektóre z nich za chwilę się wywalą i połamią w drzazgi.
Na obcasach bowiem, zwłaszcza tych niebotycznie wysokich, trzeba umieć chodzić.
Stopy należy stawiać w określony sposób, aby chód był seksowny, a nie koński. Często buty są niedopasowane rozmiarem, przez co wyglądamy jeszcze śmieszniej, bo obcas człapie za nami, a nie razem z nami.
W źle wyprofilowanym obuwiu stopa leci do zewnątrz, albo do wewnątrz, a my wyglądamy pokracznie. Nie ma w tym nic seksownego. A najgorsze z tego wszystkiego jest walenie obcasami o posadzkę. Masakra jakaś. Niszczymy sobie stawy, buty plus czyjąś lub własną podłogę.
Dbajcie o stopy, bo powinny Wam służyć wiele, wiele lat. Nie przesadzajcie z wysokością obcasa, jeśli chcecie ubrać coś na prawdę wysokiego, niech buty będą wygodne, obcas stabilny, a wy stawiajcie stopę od palców. A najlepiej ograniczyć chodzenie na obcasach do minimum.

Rajstopy do sandałków lub klapek...
To już jest istna tragedia, gdy założymy cienkie rajstopy do letnich klapek lub sandałków. Nie rozumiem dlaczego śmiejemy się z męskich skarpetek do sandałów jak same robimy to samo? I to, że są to cienkie rajstopy niczego nie zmienia, wręcz przeciwnie. Jeśli palce są odkryte, jedyne rajstopy jakie mają rację bytu to mocno kryjące i bezszwowe. Nie ma nic gorszego jak wystający z otworu na palce szew z rajstopy. Żenada.
A najlepiej do butów z otwartymi palcami wkładać bose stopy. Jeśli musisz ubrać rajstopy lub pończochy, buty powinny mieć pełny przód. Tyle w tym temacie.

Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net
Ale mam paznokcie...
Ja rozumiem modę na długie, sztuczne paznokcie, akrylowe, żelowe, jakiekolwiek. I choć długość paznokci jest sprawą indywidualną, długie na kilka centymetrów szpony (nawet jeśli są w 100% naturalne) na prawdę nie są ani kobiece, ani urocze, ani estetyczne. Osobiście stawiam na paznokcie naturalne, niezbyt długie, żeby nie przeszkadzały w pisaniu na klawiaturze. Oczywiście każdy ma prawo mieć paznokcie jakie chce, jednak granica między długością wyglądającą ładnie i seksownie, a długością szponiastą jest na prawdę bardzo cienka.
Poza tym, jak pokazują badania, mężczyźni wcale nie lubią długaśnych szponów. Wolą paznokcie krótkie, ale zadbane, owszem, mogą być czerwone, jednak niekoniecznie o długości pół metra.
Nie mówiąc o tym, że doklejając sobie sztuczne paznokcie, czy to akrylowe czy żelowe, skazujemy naszą własną płytkę na śmierć i bardzo długą i żmudną rekonwalescencję. Na prawdę warto?

Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net
Ach, jak ja kocham makijaż...
Ja również jestem fanką makijażu, choć nie mam również oporów przed wyjściem z domu zupełnie bez niego. Stawiam jednak na makijaż naturalny, który ma ukryć pewne mankamenty, a uwydatnić nasze walory.
Niestety patrząc na niektóre dziewczyny czy kobiety (wiek jest tu raczej sprawą drugorzędną) mam wrażenie, że właśnie wyszły spod pędzla mało utalentowanego malarza.
Ok, mocniej podkreślone oczy w odpowiedniej sytuacji, do pewnego typu urody lub w pewnych kulturach mają swój niewątpliwy urok i dodają twarzy charakteru. Jednak przy jasnej karnacji i jasnej oprawie oczu, ciemny smoky eye do pracy czy na niedzielny obiad u babci nie jest najlepszym pomysłem.
Makijaż ma podkreślać naszą urodę, powinien być dopełnieniem naturalnego piękna, a nie sprawiać, że wyglądamy jak po dyskotece. Dziewczęcy makijaż jest naturalny, delikatny, niemal niewidoczny (spójrzcie na makijaż azjatek, który jest ale jakby go nie było). Azjatycki makijaż to mój ideał.
Owszem, są sytuacje gdy mocniejszy makijaż będzie lepszy - impreza, dyskoteka, sesja zdjęciowa. Jednak na co dzień mocny makijaż razi i nie dodaje uroku, wręcz przeciwnie.
Pamiętajcie o żelaznych zasadach:
- jeśli mocniej podkreślamy oczy, usta powinny być naturalne i odwrotnie
- nie obciążajcie skóry nadmierną ilością kosmetyków, pozwólcie jej oddychać a na pewno w przyszłości wam się odwdzięczy
- jeśli macie problem z trądzikiem, nałożenie za przeproszeniem tony tapety na pewno nie pomoże w rozwiązaniu tego problemu, mało tego, może być wręcz tragiczne w skutkach
- nawet jeśli koleżance pasuje smoky eye, nie jest powiedziane, że Ty będziesz wyglądać w nim dobrze
- jeśli chcecie wyglądać na wesele czy wyjątkowo ważną imprezę zjawiskowo i zrobić w tym celu zupełnie nowy makijaż, wypróbujcie go najpierw w domu, sprawdźcie jak będzie się zachowywał po kilku godzinach i czy te nowe, rewelacyjne fioletowe cienie nie zrobią wam wielkich, nieestetycznych worów pod oczami jak trochę się spocicie.
Pamiętajcie, mniej znaczy więcej.

Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net
Szminka na zębach...
Tu chyba wyjaśnienia są zbędne. Jeśli lubimy szminkować usta, bardzo uważajcie, aby szminka była nałożona nie tylko starannie i dokładnie na obrysie warg (jeśli szminka wychodzi mocno poza nasz naturalny obrys na prawdę nie wygląda to ładnie) ale również by nie znajdowała się na naszych zębach. Jest to chyba jeden z najgorszych obrazków, gdy piękna, zadbana kobieta, w perfekcyjnym makijażu i niemniej perfekcyjnym stroju, jak się uśmiechnie na zębach ma odbitą karmazynową szminkę!



Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net

Gisele ma ten ciuch i wygląda w nim świetnie,
ja też chcę...

Również częstym błędem w dziedzinie zarówno kosmetyki jak i mody jest chęć ślepego podążania za trendami. Prawda jest taka, że ciuchy projektantów z małymi i nielicznymi wyjątkami, skrojone są na chudziutkie, wysokie modelki, na których nota bebe wszystko będzie wyglądało świetnie.
Niestety niewiele "prawdziwych" kobiet może się pochwalić figurą Gisele czy Alessandry. To, że ciuch z najnowszej kolekcji Diora dobrze wygląda na modelce, wcale nie oznacza, że będzie leżał równie idealnie na naszym ciele. Nie podążajmy ślepo za trendami i najnowszymi kolekcjami. Szukajmy ubrań w których dobrze się czujemy i świetnie wyglądamy, bez względu na to czy jest to tegoroczna czy ubiegłoroczna kolekcja. dopasowujmy ubrania do naszej figury i osobistych preferencji, a nasza szafa będzie idealna i niepowtarzalna.



Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net
Uwielbiam ten zapach, dlatego wyleję na siebie pół butelki...
Perfumy. Która z nas ich nie kocha? Nie uwielbia? Nie ma jednego, dwóch czy dziesięciu ulubionych zapachów? Zapach powinien komponować się ze skórą, roztaczać wokół nas delikatną mgiełkę i miło się z nami kojarzyć. Jeśli jednak wylejesz na siebie pół butelki, a po Twoim przejściu przez korytarza jeszcze po 4 godzinach będzie wiadomo, że przechodziłaś oznacza, że używasz perfum nie tak jak się powinno.
Jak mawiała Coco Chanel, powinno się skrapiać (dosłownie) perfumami te miejsca, w które kobieta chce być całowana. Według ekspertów, kropla perfum powinna się znaleźć tam, gdzie naczynia krwionośne są bardzo blisko pod skórą, dzięki czemu zapach jest intensywniejszy i łaniej miesza się z naszym własnym, naturalnym zapachem. Mowa o nadgarstkach, zagięciach łokci, pod kolanami, za uchem. Można skropić też rowek pomiędzy piersiami. Pamiętajcie jednak, aby perfum używać z umiarem, bo przebywanie w jednym pomieszczeniu z kimś kto pachnie jak perfumeria bywa na prawdę uciążliwe.
Wiem, że same nie czujemy tego zapachu na nas, ale uwierzcie mi dla innych jest on bardzo wyczuwalny.
Warto też zainwestować w dobre, markowe perfumy, których używać można znacznie mniej, bo ich zapach jest wyjątkowo intensywny, ponadto charakteryzują się fenomenalną wręcz trwałością.

Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net
Bielizna wystająca spod ubrania.
Tak, wiem, moda... Niemniej jednak bez względu na to jak ładną mamy bieliznę, z jak drogiej i pięknej koronki i w jak modnym kolorze, gdy wystaje spod ubrania w każdym wypadku wygląda to po prostu niechlujnie. Rozumiem koronkowe czy ażurowe ciuszki, w których założeniem jest aby bielizna była widoczna. Jednak jeśli jest to czarny strój, zadbajmy o to by bielizna również była czarna, itd.
Wystające ramiączko stanika, a w najgorszym wypadku wystające stringi (!!!) nie wyglądają seksowanie, nie dodają nam powabu i uroku, nie są zachęcające. Nawet jeśli stanik jest od Victoria's Secret, a stringi z najdroższej koronki. W dzisiejszych czasach wybór bielizny jest tak szeroki, że nie sądzę aby przeciętna kobieta była w stanie spamiętać wszystkie modele staników czy majtek. Figi, stringi, french... Bardotki, balkoniki, push-upy. Do Waszych biodrówek na pewno znajdziecie odpowiednią bieliznę, a biustonosze bez problemu można kupić z odpinanymi ramiączkami i dopinać je w zależności od bluzki na dziesiątki różnych sposobów. Można dokupić ramiączka silikonowe, niewidoczne na skórze.
Nie ma nic gorszego niż stringi wystające na 5 cm z dżinsów!
Pamiętajcie, bielizna jest intymną częścią garderoby i taką powinna pozostawać a widzieć ją powinna tylko nasza druga połówka. No i my ;)

I to by było na tyle jeśli chodzi o moją prywatną listę grzechów.
A co Waszym zdaniem jest najgorsze z najgorszych, z tego co zdarza Wam się gdzieś przyuważyć?

Ps. Nie chciałam nikogo tym postem urazić, jeśli ktokolwiek poczuje się osobiście dotknięty tymi przemyśleniami to przepraszam, jest to moja totalnie subiektywna ocena :) Zapewne ja też noszę rzeczy, które mogą innych razić, zwłaszcza że mojej posturze bliżej do Rosie niż Abgeliny.
Kolejność błędów jest przypadkowa, a ich zbieżność z zaistniałymi sytuacjami zupełnie niezamierzona ;)

Moja przygoda z portalami zakupów grupowych cz.2

Dzisiaj druga część mojej przygody z zakupami na portalach zakupów grupowych.
Enjoy.

Groupon.pl C.D.

Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net
Elektrostymulacja całego ciała, 8 zabiegów i 8 drenaży limfatycznych w gabinecie Bella Koko w Katowicach
Co do zabiegu niewiele mogę się wypowiedzieć, ponieważ zrobiłam tylko jeden, na więcej się nie odważyłam. A dlaczego?
Gabinet na pierwszy rzut oka wygląda całkiem schludnie, wchodzi się do fryzjera, pokoje zabiegowe są w głębi. Sam gabinet w którym miałam zabieg, to maleńki pokój, 1,5 x może 2,5 metra. Osoba moich gabarytów ma problem aby się tam rozebrać czy chociaż obrócić.
W pokoju z ledwością mieści się łóżko (stare, rozklekotane, bałam się, że się pod moim ciężarem zarwie) oraz aparat do elektrostymulacji.
Niestety nie pamiętam czy pani przed zabiegiem przeprowadzała wywiad i przedstawiała przeciwwskazania. Wszystko jednak przebiły zszarzałe bandaże elastyczne, którymi po zamoczeniu owija się ciało przed nałożeniem elektrod. To one są głównym powodem dla którego tam nie wróciłam. Nie twierdzę, że były brudne, być może były świeżo wyprane. Były jednak tak zszarzałe, jakby służyły tam od bardzo dawna. A jednak jest to materiał, który ma styczność z gołą skórą. Osobiście uważam, że klient powinien dostawać nowy komplet bandaży, które następnie w woreczku są mu przekazywane i na każdy zabieg przynosi sobie swój własny zestaw.
Po pierwszym zabiegu byłam tak zniesmaczona, że więcej nie wróciłam. No i prawie 2 stówki poszły się w ten sposób paść.
Chyba mam tendencje do wywalania kasy...
Podsumowanie: niestety miałam tylko jeden zabieg, dlatego trudno mi ocenić efekty. W cenie regularnej na pewno bym nie kupiła. Miła obsługa, jednak jakość przygotowania do zabiegu z oczywistych względów pozostawia wiele do życzenia.
Cena: moja wersja, 8+8, kosztowała 199 zł zamiast 840 zł (więc jak za jeden zabieg dość drogo).
Ps. Gdy dzwoniłam, żeby zrezygnować z pozostałych zabiegów, pani nawet nie zapytała dlaczego rezygnuję. Przyjęła do wiadomości i koniec. Czy to nie dziwne? Ja na jej miejscu chciałabym wiedzieć dlaczego tracę potencjalną bądź co bądź klientkę.

Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net
Depilacja IPL wybranych partii ciała, 12 zabiegów w Centrum Odnowy Biologicznej w Katowicach
Samo miejsce nie było mi obce, bywaliśmy tam z moim mężem na saunie (zanim otwarto Termy Rzymskie).
Centrum leży na Brynowie, w cichej, spokojnej dzielnicy. Jeśli ktoś nie ma auta, to dojazd może być sporym wyzwaniem. Jest długo otwarte, ma wspaniałą, wykwalifikowaną i miłą obsługę. Gabinety są przestronne, jasne, czyste i higieniczne, co bardzo ważne przy takich zabiegach. Pani przed zabiegiem przeprowadza wywiad, dostajemy jednorazową bieliznę i siadamy w wygodnym fotelu, dostajemy też ochronne okulary.
Wykupiłam 12 zabiegów, przy czym robiłam pełne bikini, więc wyszło 6 zabiegów (nie wiem czemu pełne bikini liczone jest jako 2 partie ciała).
Zabiegi miałam tylko 3, potem zepsuło się urządzenie, a gdy je naprawiono, mnie przeszła ochota (wiem, głupota, ale zaraz wyjaśnię dlaczego).
Rozumiem, że po takim zabiegu nie można się spodziewać natychmiastowych efektów. Gdy włosy są jasne i rzadkie (jak moje), tym bardziej efekt będzie słabszy i później widoczny. Po trzech zabiegach jednak spodziewałam się, że włosków będzie widocznie mniej. Niestety tak się nie stało.
Przed drugim zabiegiem, podczas golenia, zauważyłam jakby włoski faktycznie były rzadsze. Przed trzecim zabiegiem niestety różnicy nie było zupełnie.
Zrezygnowałam, bo skoro nie widać efektów, to po co skazywać się na ból tego dość nieprzyjemnego zabiegu. Zwłaszcza w tym miejscu ból jest bardzo odczuwalny, a zabieg wręcz przykry.
Podsumowując: o ile miejsce polecam jak najbardziej, o tyle zabieg nie przyniósł mi żadnych efektów. Pozostaje pasta cukrowa, wosk, żyletka ewentualnie depilator :)
Cena: 399 zł zamiast 6600 zł (moim zdaniem nie warto, nawet po obniżce, w cenie regularnej to już w ogóle).
Wiem, że w przypadku niektórych osób te zabiegi są bardziej skuteczne, jest to sprawa bardzo indywidualna.

Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net
Ćwiczenia na Vacu Shape i platformie wibracyjnej, 20 treningów w Express Slim w Mysłowicach
O ile Vacu Shape (czyli ćwiczenia pod ciśnieniem) było mi znane już wcześniej, o tyle platforma wibracyjna była zupełnie nowym doświadczeniem.
Sam gabinet (oferuje również szereg zabiegów wyszczuplających, przeciwzmarszczkowych, itp.) znajduje się w Mysłowicach, niestety nie znam tego miasta więc trudno mi ocenić czy jest to centrum. Gabinet nie jest wielki, ale przytulnie urządzony, z miłą obsługą (choć pierwsze wrażenie by na to nie wskazywało). Wadą jest brak przebieralni, wprawdzie miejsce do przebrania jest w ustronnym miejscu, przegrodzone parawanem, jednak można się czuć tam niekomfortowo.  W pokoju znajduje się Vacu, dwie platformy oraz dwa urządzenia do roller masażu. Urządzeniem Vacu jest tzw. elipsa (powszechnie znana jako Orbitrek). Trudno było umówić się na terminy, ale dało radę. Pani z recepcji trochę zakręcona, zapomniała wpisać mi dwa terminy (umawiałam się od razu na wszystkie 10 sesji), ale w zamian dostałam gratis dwa ćwiczenia na rolkach (taki masażer z drewnianymi rolkami).
Gabinet oferuje też wiele różnego rodzaju zabiegów pielęgnacyjnych.
Z platformy skorzystałam 2 czy 3 razy, moje kolana niestety nie zniosły tego wstrząsania.
Vacu jest rewelacją. Doskonale się na tym ćwiczy, ładnie wysmukla sylwetkę, wyszczupla, ujędrnia skórę. Jest warte swojej ceny, nawet regularnej. Jeśli chodzi o efekty rolek, to po dwóch sesjach trudno coś zaobserwować, wiem jednak od pozostałych klientek, że wspaniale ujędrnia skórę, co przy odchudzaniu jest niezmiernie ważne. Trzeba jednak uważać, ja w jednej pozycji zasłabłam.
Podsumowując: platforma wibracyjna nie przypadła mi do gustu, tylko dla osób które nie mają problemów ze stawami. Vacu - rewelacyjne i bardzo skuteczne, jednak trzeba trzymać również dietę, wtedy efekty są bardzo widoczne. Trzeba również wykupić co najmniej jeden a najlepiej dwa karnety (po 10 wejść), jednorazowe wejście niestety nic nam nie da. Rolki - mam mieszane uczucia.
Cena: 89 zł zamiast 270 zł

Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net
5 sesji akupunktury w Cenalt w Dąbrowie Górniczej
Wykupiłam, bo zawsze strasznie chciałam wypróbować akupunktury.
O miejscu napiszę niewiele, bo wchodząc tam pierwszy raz można się wystraszyć. Jeśli jednak byście się tam wybierali, niech Was nie zniechęci gabinet rodem wyciągnięty z PRL'u albo chińskiej lecznicy.
Pani pochodząca zdecydowanie z krajów azjatyckich bardzo miła, profesjonalistka. Dobrze mówi po polsku, przed zabiegiem przeprowadza wywiad i zakłada kartę.
Sam zabieg nie jest bolesny, choć leżenie 30 minut w bezruchu może być męczące. Może trochę boleć przy wbijaniu igieł, ale jest to krótki ból, jak przy ukłuciu :D Wszystko przeprowadzone sterylnie, co do tego nie mam żadnych zastrzeżeń.
Efektów niestety nie zauważyłam praktycznie żadnych, pomimo, że dokupiłam kilka zabiegów we własnym zakresie. Ale doświadczenie godne polecenia.
Podsumowanie: na mnie nie podziałało zupełnie. Być może działa na inne dolegliwości, tego nie wiem, ale chyba działa, bo w gabinecie zawsze były tłumy.
Cena: 89 zł zamiast 250 zł + 10 zł za jednorazowe igły.

Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net
5 30-minutowych sesji na bieżni na podczerwień InfraRed w Salonie Bądź Piękna w Sosnowcu
Salon dość przyjemny, schludny. Bardzo miła obsługa.
Bieżnia stoi w osobnym pomieszczeniu, są drzwi, więc można się poczuć komfortowo podczas wylewania z siebie siódmych potów. Niestety ścianki działowe wysokość trochę ponad 2 metry, a w pomieszczeniu obok pani robiła paznokcie... Nieprzyjemny zapach zmywacza, acetonu, czy czegokolwiek innego niestety był dość uciążliwy, mógł utrudniać ćwiczenia, a nawet oddychanie, tym bardziej, że ćwiczenia miałam wykupione w lecie, było dość ciepło...
Same ćwiczenia mocno wykańczające, dzięki lampom pot się lał ze mnie strumieniami, a podczas ćwiczeń niestety nie wolno pić wody (gdyby kropla spadła na lampy mogłoby być nieszczęście).
Efektów jakichś wielkich nie zauważyłam, a lampy z czasem stawały się bardzo uciążliwe, mogły nawet poparzyć skórę. Na pewno nie kupiłabym ponownie, pomimo dość atrakcyjnej ceny
Podsumowując: fajnie było spróbować czegoś innego, na pewno jednak nie powtórzę.
Cena: 39 zł zamiast 85 zł

Powyżej opisane sytuacje są czysto subiektywne i związane z moimi osobistymi odczuciami.
C.D.N.

piątek, 13 lipca 2012

Moja przygoda z portalami zakupów grupowych cz.1

Dzisiaj chciałabym opisać Wam moje przygody z serwisami zakupów grupowych.
Ponieważ post zrobił się strasznie tasiemcowy, musiałam go podzielić na części.

Któż z nas nie dostaje na maila spamu w postaci reklam usług i produktów w wyjątkowo atrakcyjnych cenach, przesyłanych przez groupon, fastdeal, citeam, gruper i nie wiadomo co jeszcze. Był czas gdy bardzo aktywnie robiłam zakupy na tego typu serwisach. Pozwalają one na zakup usług czy produktów w bardzo atrakcyjnych cenach, ja skupiałam się przede wszystkim na różnego rodzaju wycieczkach (pobyty weekendowe) oraz usługach, nazwijmy to w wielkim uproszczeniu, kosmetycznych.
Zawsze zanim kupiłam kupon próbowałam dowiedzieć się czegoś o miejscu, gdzie dana usługa ma być realizowana, aby nie było problemu np. z godzinami popołudniowymi, czy by się nie okazało, że miejsce wykonania usługi jest na końcu świata.
Wykupiłam tych kuponów na prawdę spore ilości i choć na początku nie miewałam problemów, z czasem niestety pojawiły się pewne zgrzyty i nieprzyjemności.
Wadą tego typu serwisów jest to, że oni są w zasadzie tylko pośrednikiem. Groupon na przykład, nie bierze absolutnie żadnej odpowiedzialności za oferowane usługi (nie wiem jak jest z zakupem produktów), przez co wyegzekwowanie np. reklamacji graniczy niemal z cudem.

W ofertach które dostaję można przebierać jak w ulęgałkach. Bywa, że trafi się prawdziwa perełka, jak np. oferta serii zabiegów depilacji laserowej w bardzo atrakcyjnej cenie.
Bywają też niestety totalne buble, i od takiego bubla właśnie zacznę.

Groupon.pl

Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net
3-godzinny kurs wizażu i makijażu z certyfikatem w Szkole Makijażu i Wizażu w Katowicach
Kurs wyglądał wiarygodnie, odbywał się w Katowicach, należało się na niego zapisać mailowo, co sugerowało, że liczba miejsc jest ograniczona. Jakież było moje zdziwienie, gdy weszłam do średniej wielkości sali, po brzegi wypełnionej zdziwionymi równie mocno jak jak paniami.
Organizator (Szkoła Wizażu i Makijażu z siedzibą we Wrocławiu, Akademia Piękna - w sumie trudno ich znaleźć w internecie, strona www mało profesjonalna, w pastelowych kolorach, wielki font, a kontakcie jest tylko mail oraz numer telefonu) przeliczył swoje siły, pani wizażystka przy takiej frekwencji mogła co najwyżej pokazać dwa makijaże (heloł, chyba nie na tym polega kurs?), które nawiasem mówiąc spokojnie można by wyszukać za darmo na YT. O godzinnej, dodatkowo płatnej, indywidualnej konsultacji można było co najwyżej pomarzyć.
Ponadto na 'kursie' miał się odbyć pokaz kosmetyków firmy Mariza, o czym nie było mowy w ofercie. Jak się później okazało, kilka pań przyszło bezpłatnie, aby zostać konsultantkami firmy Mariza.
Certyfikatem okazał się być właśnie dyplom z Marizy, który w sumie nie wiadomo o czym po takim 'kursie' miał zaświadczać.
O godzinnej konsultacji indywidualnej której żadna z nas nie dostała, już nawet nie chcę wspominać.
Organizator nieźle się obłowił zupełnie nie wywiązując się z przedstawionej oferty, kłamał w żywe oczy na temat odzyskania pieniędzy, odesłał z reklamacją do groupona, który rzekomo jeszcze mu nie zapłacił (co jest totalną bzdurą), groupon natomiast sprawę zignorował odsyłając z reklamacją do organizatora.
Jak się łatwo domyślić organizator nie raczył zareagować na maila wysłanego do nich z reklamacją. I tak sprawa się skończyła.
Szkoda moich nerwów i tych 49 zł., które na prawdę mogłam wydać bardziej użytecznie niż na takie badziewie. Cóż...

Podsumowanie: organizacja fatalna, sam kurs był zwykłym pokazem makijażu, pieniądze wyrzucone w błoto. NIGDY WIĘCEJ!
Cena: 49 zł zamiast 120 zł (w tym 10 zł za godzinną indywidualną konsultację). Ciekawa jestem co byśmy dostały przy wpłacie pełnej kwoty, 120 zł.


Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net
Zamykanie naczynek lub likwidacja przebarwień w Ultraslim Showroom w Katowicach
Jednym z moich ostatnich nabytków jest oferta zamykania naczynek lub likwidacji przebarwień w Katowicach, w gabinecie Ultraslim Showroom.
Gabinet bardzo schludny, estetyczny, niezbyt duży, ale przytulny i dający poczucie komfortu oraz intymności.
Panie przesympatyczne, profesjonalnie podchodzące do klienta, z uśmiechem i życzliwością.
Przed pierwszym zabiegiem wypełniamy kartę pacjenta i podpisujemy zobowiązanie o braku przeciwwskazań.
Jestem po drugim zabiegu, mam zamykane dość duże i widoczne naczynko na udzie.
Sam zabieg niestety do przyjemnych nie należy, bywa bolesny. Efektów po pierwszym zabiegu nie widziałam, po drugim - naczynko jest jaśniejsze i mniej widoczne, niestety jest ono tak duże, że obawiam się iż 3 zabiegi nie wystarczą. Na trzeci niestety będę musiała poczekać, bo między zabiegami musi być 2-3 tygodnie przerwy, ponadto nie wolno robić zabiegu przed opalaniem ani przez 2-3 tygodnie po. Także ostatni zabieg wypadnie pewnie w okolicach września.


Podsumowanie: gabinet bardzo przytulny i profesjonalny, sam zabieg dość nieprzyjemny, ale krótki i wygląda na to, że skuteczny. Polecam.
Cena: ja wykupiłam opcję trzech zabiegów za 89 zł.


Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net
Miesięczny intensywny kurs odchudzający:
14 zajęć fitness mix z badaniami oraz opieką dietetyka i lekarza w studiu odchudzania STOP w Katowicach

Jestem maniaczką wręcz wszelkich diet odchudzających, nowych ćwiczeń, tabletek i suplementów, które mają sprawić, że w miesiąc zrzucimy 30 kilo ;) Dlatego też nie mogłam przejść obojętnie obok takiej oferty.
Studio STOP mieści się w ścisłym centrum Katowic, na drugim piętrze wyremontowanej kamienicy.
Na początek było spotkanie z lekarzem, który zbadał poziom cukru we krwi, zrobił EKG, potem ważenie i mierzenie.
Kurs składał się ze spotkań teoretycznych z lekarzami i dietetykami a także różnorodnymi zajęciami fitness.
Całość trwała 4 tygodnie, ja wytrwałam 3. Miał podobno sprawić, że schudnę 8 kilogramów, nie schudłam nic, trochę poprawiła się moja kondycja.
Prowadzący, zarówno trenerzy jak i osoby mówiące o diecie, bardzo sympatyczni, profesjonalni i godni zaufania.
Na spotkaniach teoretycznych, jako fanka diet i dietetyk z zamiłowania (bez wykształcenia) nie dowiedziałam się w zasadzie nic nowego czy zaskakującego. Niestety do omawiania diet nie dotarłam, być może były na późniejszych zajęciach. Same zajęcia teoretyczne kiepsko przemyślane, w grupie która zadaje wiele pytań godzinne zajęcia dwa razy w tygodniu to zdecydowanie za mało aby się czegoś dowiedzieć. Ale poziom był zadowalający, zwłaszcza dla osób które z dietami czy zasadami zdrowego żywienia nie miały wiele wspólnego. Ja się trochę wynudziłam.
Ćwiczenia fizyczne były bardzo zróżnicowane, jedne bardziej wymagające inne mniej, generalnie ok. Po zajęciach wychodziłam zmęczona (przeważnie) i zlana potem, a o to w końcu chodziło.

Podsumowanie: program taki sobie, raczej dla osób które z dietami nie miały nigdy styczności i chcą się nauczyć podstaw prawidłowego odżywiania. Ćwiczenia ok, w zależności kto prowadził mniej lub bardziej intensywne. Czy kupiłabym drugi raz lub w cenie regularnej? Nie sądzę. Głównie dlatego, że to co robiłam tam, mogę robić za darmo we własnym zakresie. W cenie regularnej na pewno nie, uważam, że nie jest wart aż tyle. Za 99 zł można spróbować.
Cena: ja miałam pełną wersję programu na 99 zł zamiast 350 zł.


Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net
Liposukcja bez skalpela na wybrane partie ciała w gabinecie Tao w Katowicach
Zabieg polega tak na prawdę na masażu głowicą  ultradźwiękow. Podobno ma rozbijać tłuszcz, redukować tkankę tłuszczową, poprawiać przemianę materii i usuwać nadmiar wody z organizmu.
Podczas serii zabiegów należy pić dużo wody aby tłuszcz się wypłukiwał, czy coś takiego.
Sam gabinet to dwa wynajmowane pomieszczenia w dużym centrum stomatologicznym w Katowicach. Czysto, schludnie, panie wykonujące zabieg bardzo miłe i sympatyczne. Gabinet jest kiepsko oznakowany i łatwo go przegapić.
Przed zabiegiem dostajemy do wypisania kartę pacjenta wraz z przeciwwskazaniami, które musimy podpisać.
Zabieg dość przyjemny, leżymy na kozetce wymazane żelem do USG, a pani jeździ po częściach ciała które chcemy odchudzić głowicą ultradźwiękową, najpierw ciepłą, później zimną. W gabinecie jest ciepło (ja miałam zabiegi w okresie jesienno-zimowym), głowica ciepła jest przyjemniejsza od zimnej. Zabieg trwa ok. 30 minut.
Widocznych rezultatów po 8. zabiegach nie zauważyłam, pomimo picia zwiększonej ilości wody, bez zmiany diety. Wiem, zaraz powiecie, że powinnam mieć dietę odchudzającą w tym czasie, ale to chyba powinno działać bez względu na dietę? Jak inaczej stwierdzić, czy działa zabieg czy dieta?

Podsumowanie: wywalenie pieniędzy w błoto. Jeśli ktoś bardzo chce, głowicę do ultradźwięków można kupić na allegro już za 150 zł, tylko czy jest sens? Ja nie zauważyłam absolutnie żadnej różnicy. Niemniej sam gabinet godny polecenia, z miłą, profesjonalną obsługą, mają w swojej ofercie również zabiegi laserem IPL.
Cena: za 8 zabiegów zapłaciłam 349 zł zamiast 3200 zł. Moim zdaniem nie warto. Gdybym zapłaciła cenę regularną, to bym się chyba pochlastała.

C.D.N.

poniedziałek, 9 lipca 2012

Rzecz o makijażu, czyli moje ulubione pędzle


Gdy zaczynałam swoją przygodę z makijażem (miałam wtedy jakieś 16 lat), jedynym pędzlem jaki posiadałam był pędzel do pudru. Nigdy nie lubiłam nakładać pudru dołączonym puszkiem i już przy swoim pierwszym pudrze w kamieniu jakim był puder Constance Carrol od razu kupiłam szeroki pędzel z krótką rączką, tzw. kabuki.
Nie wiedziałam, że do innych kosmetyków również powinno się używać pędzli, do cieni używałam zawsze załączonych pacynek, linery w żelu wtedy były jeszcze niedostępne, a te w tuszu miały swoje pędzelki. Różu nie używałam, o istnieniu bronzerów i rozświetlaczy nie miałam pojęcia, podkład o ile w ogóle jakiś używałam (a raczej tego nie robiłam) nakładałam palcami, ewentualnie silikonowymi gąbeczkami.
Z czasem, gdy moja wiedza o makijażu się rozwijała, a ja zachciałam mieć bardziej profesjonalny zestaw, dokupiłam pędzelki do cieni oraz jeden pędzel skośny do różu, którego używałam latami a obecnie zastąpiłam innymi modelami.
Ten zestaw zbierałam dłuższy czas, czasami coś dokupuję, testuję, sprawdzam. Te które przechodzą test, zostają ze mną na dłużej, te, które nie, są odkładane, być może kiedyś się przydadzą.
Poniżej przedstawiam Wam z krótkim opisem mój podstawowy zestaw pędzli do makijażu, z których korzystam najczęściej, z większości przy codziennym makijażu.

Zdjęcie: własne
Pędzle trzymam w łazience, tam się też maluję, w dwóch osobnych kubeczkach. W jednym pędzle to twarzy, w drugim - do oczu. Kubeczki kupiłam za niecałe 10 zł jeden w Ikei na dziale z wyposażeniem łazienek.

Pędzle do twarzy

Zdjęcie: własne
Pędzle do podkładu i korektora

Pędzle do podkładu i korektora (od góry)
HAKURO H51, Pędzel do podkład
Flattop, świetnie się sprawdza zarówno do podkładu jak i kremu tonującego, nie zostawia smug, ładnie rozprowadza kosmetyk po skórze nie robiąc efektu maski. Bardzo miłe w dotyku, mocno zbite włosie.

LANCRONE Foundation F117
Pędzel do podkładu
Kupiłam go w całym zestawie i jako jeden z niewielu został ze mną. Pędzel płaski, języczkowy, ładnie rozprowadza podkład, ale trzeba się z nim umiejętnie obchodzić bo może zostawiać smugi. Włosie bardzo przyjemne w dotyku, gładkie.

Pędzle do pudru
LANCRONE Concealer F129,
Pędzelek do korektora

Mały pędzelek języczkowy, dość precyzyjny, choć lubi 'pochłaniać' za duże ilości korektora. Włosie jest sztywne, ale miłe w dotyku. Również kupiony w zestawie.
Pędzle do pudru (od góry):
LANCRONE Large Powder F135
również kupiony w zestawie, wielki pędzel do pudru. Średnio poręczny i niespecjalnie wygodny, włosie dość drapiące, słabo zbite. Mam go bo mam, ale zasadniczo używam raczej
HAKURO H55
Cudownie miękkie, średnio zbite włosie, bardzo charakterystyczne dla tej marki. Pędzel jest
Pędzle do konturowania
bardzo wygodny i niesamowicie przyjemny w użytkowaniu.
Pędzle do konturowania (od góry):
HAKURO H13
Małe jajeczko o średnio zbitym włosiu, idealny do różu i rozświetlacza. Zastąpił mój wysłużony, skośny pędzel do różu.
MAESTRO 155
MAESTRO 150 w rozmiarze 20

Obydwa idealnie nadają się do konturowania twarzy, ich włosie jest identyczne, różnią się jedynie przekrojem - 155 jest w przekroju okrągły podczas gdy 150 - spłaszczony.
Włosie jest lekko drapiące, co może przeszkadzać w aplikacji, jednak mają idealny do konturowania twarzy kształt, dzięki czemu nie jest tu potrzebne duże doświadczenie czy precyzja. Same właściwie robią całą robotę za nas. Używam ich zamiennie do bronzera.

Pędzle do oczu
Zdjęcie: własne
Pędzelki języczkowe
 Pędzelki języczkowe + do rozcierania
(od góry):
Kulki
SEPHORA smudge 14
Mój najnowszy nabytek z Sephory, bardzo krótki, mocno zbity ale dość szeroki pędzelek do rozcierania kresek. Bardzo wygodny i skuteczny.
SEPHORA eyeshadow 9
Duży pędzelek do nakładania cienia na całą powiekę, słabo zbity, o miękkim włosiu, dość wygodny. To jeden z moich pierwszych pędzelków do cieni.
SEPHORA shadow 26
Wąski pędzelek języczkowy, o mocno zbitym, średniej długości włosiu. Bardzo precyzyjny, idealny do robienia grubszych kresem cieniami.
SEPHORA large eyeshadow 8
Szeroki pędzelek języczkowy, do nakładania cienia na całą powiekę, o mocno zbitym, precyzyjnym, dość długim włosiu.
Kulki (od góry):
HAKURO H78
Bardzo przyjemna w użytkowaniu, precyzyjna, średniej wielkości kulka, o średnio zbitym, elastycznym włosiu. Idealny do nakładania cienia przy linii rzęs i w załamaniu powieki.
ESSENCE
Kulka przeznaczona do blendowania i smużenia, o średnio miękki, średnio zbitym, dość elastycznym włosiu.

Pędzelki do blenowania
MAESTRO 420, rozm. 6
Bardzo precyzyjna kulka, o dobrze wyprofilowanym, mocno zbitym, elastycznym ale bardzo przyjemnym dla oka włosiu. Idealny do nakładania cienia w kąciku, na dolnej powiece i do robienia kresek cieniem.
Pędzelki do blenowania (od góry):
MAESTRO 497
Niby ma podany rozmiar 12, ale nie znalazłam go w innym rozmiarze. Pędzelek o średnio zbitym, dość długim, elastycznym i przyjemnym w dotyku włosiu, idealnie rozciera granice między cieniami, choć jego 'obsługi' trzeba się nauczyć.
Pędzelek do rozcierania NO NAME

Pędzelki do eyelinerów
Kupiłam go na allegro, nie ma nazwy, ale dla mnie jest ideałem jeśli chodzi o blendowanie. Krótka rączka idealnie leży w dłoni, włosie jest przyjemne w dotyku, średnio zbite, w sam raz elastyczne, ma idealny, kulkowy kształt. Wspaniale rozciera granice między cieniami. Nie znalazłam jeszcze lepszego pędzelka do blendowania.
MAESTRO 480 rozm. 10
Pędzelek ma bardzo długą rączkę (jak wszystkie pędzle Maestro z tej serii), co może bardzo utrudniać pracę z nim. Włosie jest miękkie, słabo zbite, bardzo elastyczne i przyjemne w dotyku, jednak jego wielkość miękkość i wielkość pędzelka może być przeszkodą przy mniejszych oczach.
Pędzelki do eyelinera (od góry):
HAKURO H85
Pędzelek skośny, miły w dotyku, średniej wielkości, bardzo dobrze wyprofilowany. Idealny do nakładania linera mineralnego lub robienia cienkiej kreski cieniem do powiek, zarówno na mokro jak i na sucho.
MAESTRO 790 rozm. 1
Zgięcie na pędzelku ułatwia operowanie nim przy oczach, pozwala zrobić bardzo precyzyjna kreskę niemal każdym żelowym czy kremowym linerem. Mój zdecydowany faworyt wśród pędzelków do linerów w formie żelowej.

I to by było na tyle. Wiem, że trochę tego jest, ale wiele z tych pędzli będzie mi służyło długie lata.
A jakie są wasze ulubione pędzle?

Ps. Teraz czekam jeszcze na kabuki do pudru :D